Agents of S.H.I.E.L.D. wracają i jako serial podejmują szereg ważnych, a także całkiem pewnych kroków w kierunku przyciągnięcia przed telewizory kogoś więcej niż tylko mnie. I tych trzech pozostałych oglądających.

Zacznijmy od początku. Odcinek zaczyna nam się od apetycznej pupy Daisy, przykrywanej powolutku przez czarne, koronkowe majtki. Wow. Nie żebym specjalnie narzekał, bo chyba tylko Lost in Translation ma lepsze otwarcie, ale jestem pewien, że istnieją mniej tanie sposoby na pokazanie, że serial trafił w późniejszy timeslot i teraz może sobie pozwolić sobie na więcej… Choćby ta naprawdę fajnie nakręcona scena z Ghost Riderem, mordującym ludzi na ciemnej ulicy w otoczeniu płomieni i bryzgającej krwi!

agents-of-shield-season-4-premiere-ming-na-wen-henry-simmons

Tak jest, już pierwsze kilka minut mówi nam sporo o tym, ile się w serialu pozmieniało. Widać od razu, że będzie mroczniejszy i nieco mniej grzeczny. Mamy wprowadzenie Ghost Ridera, postaci oczekiwanej i jednocześnie dość ryzykownej, bo nader trudnej do porządnego pokazania w wersji filmowej (co nam zresztą udowodniły żenujące filmy kinowe). Mamy wreszcie sporo zmian w status quo – szybko dowiadujemy się, że drużyna jest rozbita, S.H.I.E.L.D. zarządza nowy dyrektor, Coulson i Mack myślą głównie o odszukaniu Daisy, z kolei ta w post-civilwarowym krajobrazie nie zdecydowała się zarejestrować i działa jako nielegalna superbohaterka, próbująca przystopować mordercze zapędy tajemniczego demona zemsty z płonącą czaszką.

Będąc rozczarowanym sezonem trzecim, muszę powiedzieć, że póki co wszystkie te zmiany i nowy kierunek, jaki obrali sobie Agenci, oceniam na plus. To zupełnie inny serial niż poprzednio, umiejętnie żonglujący bohaterami, znowu potrafiący zaciekawić i zainteresować. Ten pierwszy odcinek ma jednak małe problemy z utrzymaniem tempa, bo pomost między świetnym otwarciem i tylko nieco mniej ekscytującym finałem niestety trochę się zapada pod ciężarem ekspozycji jaką trzeba wyłożyć widzowi, by ten się zorientował co się dzieje. Mimo to, po jego obejrzeniu czuję się na powrót zainteresowany tym, co planują autorzy. Tym bardziej, że w zasadzie może to pójść w każdym kierunku, a przed większością bohaterów otworzyło się sporo perspektyw na ciekawy rozwój.

9-768x512

Szczególnie przed Daisy – tutaj pomysł, by ją oderwać od S.H.I.E.L.D. i skazać na życie samotnego vigilante wydaje się najbardziej sensownym rozwiązaniem, by ta bohaterka miała jeszcze cokolwiek do zaoferowania. Szkoda tylko, że musi się przy tym ubierać w te pseudo-gotyckie ciuszki, makijaż pandy i idealnie ułożone włosy, bo wyglada to niezbyt wiarygodnie jako wizerunek służący do wtopienia się w tłum. Mam wrażenie, że tłuste włosy i byle jakie ubrania sprawdziłyby się lepiej. No, ale chyba przywykliśmy już do tego, że z jakiegoś powodu bohaterowie tego serialu zawsze wyglądają nienagannie. Podoba mi się natomiast jak nasza Quake wypada w akcji oraz motyw z jej zniszczonymi używaniem swoich mocy rękami.

Dwa nowe wątki, które pewnie będą najbardziej prominentne w tym sezonie, to przeuroczy Life-model Decoy, czyli Aida, stworzona przez sobowtóra dwunastego Doktora, Holdena Radcliffe’a (cieszę się, że John Hannah wrócił do serialu, bo wnosi sporo dobrego) oraz oczywiście sam Ghost Rider. No i Robbie Reyes wypada fantastycznie – zarówno w cywilu, jak i pod warstwą cgi. Nie wiemy o nim póki co zbyt wiele, ale autorom zdecydowanie udało się mi go sprzedać. Mamy momenty, gdy wydaje się bezwzględnym mścicielem, gdy jest ofiarą swojej klątwy, albo gdy jest po prostu zajebiście cool. Jest też scenka gdy robi za opiekuńczego brata, niczym w komiksach. No znaczek jakości i czekam na więcej. Gość w jednym odcinku pokazał więcej charyzmy niż Lincoln przez dwa sezony.

chzhvoz2x5kzrgcqjyv3mz1crej

Jego samochód prezentuje się fantastycznie (choć były sceny gdy ten nagle zamienia się w średniej jakości animację komputerową, ale to tylko momenty), a sam Jeździec również nie wzbudza śmiechu, jak jego kinowy poprzednik. Oczywiście czacha w cgi nigdy nie będzie wyglądać idealnie i wiarygodnie, ale ktoś zrobił dobrą robotę przy jej modelowaniu – przez to że przypomina trochę kształtem kask i nie próbuje być realistycznym odwzorowaniem ludzkiej czaski, dużo łatwiej się do tego widoku przyzwyczaić.

Jeśli za to chodzi o motyw z LMD, to… póki co raczej mnie ani nie rozczarował, ani specjalnie nie ekscytował. Ot, może coś ciekawego z tego wyjdzie, ale nie postawiłbym na to pieniędzy. Ale jeśli mam dzięki temu oglądać więcej Radlciffe’a, a Fitz i Simmons będą mieli inne rzeczy na głowie niż rozwijanie tego swojego pozbawionego chemii związku, to w sumie jestem za. W ogóle S.H.I.E.L.D. zarządzana przez kogoś innego, z naszymi bohaterami w nieco nowych rolach, będącymi po prostu jednymi z wielu agentów to coś, co powinno pozwolić serialowi nabrać trochę oddechu.

12-1152x759

The Ghost jest więc zaskakująco udanym wejściem w nową – miejmy nadzieję – erę dla Agents of S.H.I.E.L.D. Wygląda na to, że autorzy póki co uczą się na błędach, a i umieją czerpać od lepszych od siebie – nie jest to bowiem ciągle poziom seriali Netflix, ale naprawdę widać inspiracje. Co więcej, Ghost Rider pomoże na pewno przyciągnąć nowych widzów, z kolei tak duża zmiana w status quo sprawia, że powrót lub w ogóle zaczęcie oglądania od zera nie powinno sprawić nikomu problemów. Śmiało zatem namawiam do sprawdzenia – nie jest to mistrzostwo świata, ale wszystko wskazuje na to, że Agenci znów będą po prostu solidnym, trzymającym w napięciu serialem, do którego będzie się chciało wracać co tydzień.

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty