Każdy, kogo jara jakaś dziedzina kultury, pewnie zdaje sobie sprawę aż za dobrze, jak kosztowne bywa to hobby. Na szczęście, jest internet.

I nie, nie mam tu na myśli pobierania treści z rozmaitych chomików, torrentów czy innych nie do końca legalnych źródeł. Na potrzeby tej notki zastanówmy się, czy dzięki dobrodziejstwom sieci i coraz łatwiejszemu dostępowi do dzieł kultury w wygodnej, cyfrowej formie, da radę konsumować kulturę w hurtowych ilościach i jednocześnie przeżyć od dziesiątego do dziesiątego bez wcinania codziennie makaronu z keczupem (ale hej, z nowym Batmanem na półce i Wolfensteinem w konsoli).

lol

Od razu jednak ostrzegam – musicie się przekonać do dwóch rzeczy, które wciąż jednak odbierane są odrobinę niechętnie: cyfrowych treści i abonamentów. Ja też lubię mieć w łapie fizyczną rzecz, na którą wydałem swoje pieniądze i też wolę mieć ją na zawsze, a nie tylko “wypożyczać” z wirtualnego sklepiku, ale cóż – zakładam tutaj, że priorytetem jest dostęp do dzieł kultury, a nie ich postawienie na półeczce i cieszenie oczu.

Rzućmy więc okiem na parę całkowicie legalnych i niespecjalnie mocno nadwyrężających portfel sposobów, by pochłaniać całe gigabajty kultury.


1. Muzyka

Tutaj sprawa jest najprostsza – streaming rządzi. Odkąd w Polsce pojawiło się Spotify, regularnie przelewam 20 złotych co miesiąc na konto tego skandynawskiego serwisu, a w zamian słucham sobie na komputerze i smartfonie czego tylko dusza zapragnie. Zakładając oczywiście, że znajduje się w bazie tej usługi (ogromna większość słuchanej przeze mnie muzyki się znajduje – a jeśli nie ma, to dorzucam swoje mp3 i wszystko gra). Jakość dźwięku mnie satysfakcjonuje (320kbps, na niewyrobione ucho w sam raz), obsługa aplikacji jest wygodna i banalna, a znajdowanie nowej muzyki, dzielenie się nią ze znajomymi czy komponowanie playlist to bajka.

spotify

Spotify ma liczną konkurencję, więc zakładam, ze każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli nie spodoba Wam się mój wybór, to jest Deezer, jak nie Deezer to Wimp, jak nie Wimp to Google Music i tak dalej. Sam używałem przez jakiś czas Rdio, ale wróciłem do Spotify, bo aplikacja tej pierwszej usługi działała o wiele wolniej i była znacznie mniej funkcjonalna.

Jasne, ze słuchanie płyt CD ma swój urok, ale szczerze się Wam przyznam, ze dość rzadko już słucham na co dzień całych albumów, a gdybym taki fizyczny nośnik kupił to i tak w pierwszej kolejności wrzuciłbym do komputera, żeby zripowac do postaci cyfrowej. Streaming to po prostu kolejny krok w ewolucji – układamy wirtualne playlisty z dowolnych kawałków i trzymamy je w chmurce, mając doń dostęp zewsząd. Super.


2. Gry

Jeśli gracie główne na PC, to sprawa jest prosta – gry pecetowe tanieją w mgnieniu oka. Hit sprzed roku można kupić za bezcen w rozmaitych promocjach i przecenach na Steamie i podobnych platformach. Znacznie taniej niż kupując pudełko w sklepie, wyniesie Was zakup samego kodu na allegro czy w jednym z internetowych sklepów sprzedającym klucze. Za grosze nakupować możecie starszych (ale często bardziej zajmujących) tytułów na GOG. Do tego dochodzą rozmaite bundle – które znajdziecie np. na Bundle Stars czy Humble Bundle, gdzie paczki z niekiedy pierwszoligowymi tytułami można zdobyć za bezcen. No żyć nie umierać, sam mam rozsiane po Steamach, Uplayach i reszcie jakieś dwie setki gier, z których ograłem może z ⅕. Tanio, to biorę. Teraz mam w co grac aż do emerytury.

sztim

Jeśli gracie na konsoli… to sprawa też jest prosta. Użytkownicy PlayStation mają PlayStation Plus – usługę abonamentową, gdzie płacąc 27 zł za miesiąc, Sony grzecznie udostępnia Wam gry na PS4, PS3 i PS Vitę. Często są to naprawdę porządne tytuły. Pomysł próbuje kopiować Microsoft z Games with Gold, ale tutaj entuzjazm użytkowników jest ciut mniejszy. Fani Nintendo niestety lepiej niech odkładają kasę, bo oni dostają tylko system nagród za zakupy.

edit: Pyszuch w komentarzu wyjaśnił dokładniej, czym usługi Sony i Microsoftu się od siebie różnią

Tak czy siak, gry w zasadzie leżą na ulicy – nic, tylko korzystać. W sumie dziś już nawet nie opłaca się pobierać gier z nielegalnych źródeł – za dużo zachodu, kiedy można za bezcen podpiąć tytuł do Steama i grać.


3. Komiksy

O tym, gdzie tanio kupować papierowe komiksy pomówimy sobie kiedy indziej (planuję szerzej zakrojony research w tym kierunku i współpracę ze sklepami), dlatego w tym miejscu skupimy się na cyfrowych wersjach. Jeśli lubicie czytać wszystko po trochu albo zależy wam na czytaniu na bieżąco, rzućcie okiem na ComiXology. Mają tam masę tytułów, nowe pojawiają się regularnie, a zakupów można dokonywać wygodnie z poziomu tabletowej aplikacji. To w zasadzie jedyna opcja dla fanów DC, bo to wydawnictwo ciągle siedzi głęboko w latach 90. i nie zorientowało się, ze mamy teraz coś takiego jak internet i cyfrowe komiksy. Szkoda, czytałbym. DC (tak jak i Marvel) ma swoją aplikację na smartfony i tablety, gdzie można kupować cyfrowe zeszyty, ale i tak oparte jest to na Comixology.

Marvel z kolei robi to dobrze. Możemy kupować pojedyncze komiksy, ale też wydania zbiorcze czy całe kolekcje – jednak na wrzucenie wersji cyfrowej trzeba zwykle poczekać jakiś okres (nawet parę miesięcy). Ceny są różne, czasami sporo niższe niż fizyczne komiksy, czasami jednak wcale nie wychodzi taniej.

comics

O wiele bardziej podoba mi się usługa Marvel Unlimited, w której płacisz 30 zł miesięcznie i masz przez ten miesiąc dostęp do całej cyfrowej biblioteki (wszystko co zeskanowano minus zeszyty z ostatnich 6 miesięcy – to taki okres buforowy, co miesiąc oczywiście się to przesuwa i do bazy trafiają kolejne zeszyty). Tę usługę osobiście uwielbiam i szczerze powiedziawszy, jest o wiele lepsza i bardziej bezproblemowa niż wciąż powszechne wśród fanów amerykańskich komiksów ściąganie pirackich skanów z internetu, bo tutaj od razu dostajemy opisy, listy z chronologią, sortowanie i pomoc przy próbie ogarnięcia słynnych marvelowych eventów. Świetna sprawa, jeśli macie na stanie dobry tablet albo wygodne stanowisko komputerowe, to nie ma co się zastanawiać.

DC, czekamy.


4. Filmy i seriale

Uch, tutaj zaczynają się schody – abonamentowej usługi tego typu o wielkim zasięgu (jak np. Netflix) jeszcze w Polsce nie mamy i zostają nam tylko rozmaite serwisy VOD. Sam korzystam głównie z wypożyczania filmów na iTunes – 5 € za wypożyczenie nowej pozycji to nie jest jakaś rewelacyjna cena, ale przynajmniej dostajemy to w HD, zwykle z polskimi napisami (głównie przy okazji ostatnich premier) i bezproblemowo. Oferta konkurencji niestety wypada w porównaniu do sklepu Apple dość blado i pamiętam, że gdy jeszcze pisałem dla serwisu sPlay i miałem za zadanie wybierać sobie warte uwagi pozycje z katalogów usług VOD do recenzji, zawsze miałem niemały problem, bo królują tam głównie filmy klasy C, jakieś niskobudżetowe dokumenty czy polskie seriale – ogólnie mówiąc, niezbyt ciekawe rzeczy. Jest jeszcze CDP.pl, ale oferta jest raczej uboga (przynajmniej na razie).

robocop

Może sytuacja z cyfrowymi filmami czy serialami się w przeciągu parę lat zmieni, ale póki co, jeśli mogę tu polecić jakiś sposób na zaoszczędzenie, to albo pokombinowanie z amerykańskim proxy i dostanie się lewymi sposobami do Netflixa (co do końca uczciwe nie jest, ale mówimy tu o płaceniu za tę usługę, więc moje sumienie jest w tym przypadku spokojne) albo kupowanie płyt DVD i Blu-ray na eBayu, Amazonie czy sprowadzanych zza granicy na Allegro, bowiem z jakiegoś powodu polskie wydania są sporo droższe. Ale oba te rozwiązania mają sens tylko, jeśli operujecie językiem angielskim w zadowalającym stopniu.

edit: W komentarzu wspomniano o sekcji filmowej w Google Play, z którą nie miałem jednak do czynienia. Przejrzałem i wygląda fajnie, ceny bywają niższe niż na iTunes, można wybierać między wersją HD i SD, kupować i wypożyczać, są polskie napisy. No i fajnie, zawsze to dwa razy większy wybór.

W tej dziedzinie zostało tym niemniej jeszcze wiele do zrobienia. Trzymajmy kciuki, by tak jak w przypadku gier czy muzyki, dostęp do seriali i filmów był prosty i tani.


5. Książki

Niestety, w przypadku książek nie mam pojęcia, jak sprawa wygląda, bo jestem jednym z tych dinozaurów, które nigdy nie miały Kindla i czytają tylko analogowo. To się kiedyś pewnie zmieni, ale póki co, może Wy coś poradzicie w komentarzach, gdzie można tanio zapewnić sobie dostęp do strumienia nowych pozycji? Z góry dzięki. 🙂


Dystrybucja kultury zmierza w kierunku cyfrowych usług opłacanych abonamentem – to po prostu bardzo łatwa i wygodna opcja, która ma swoje zalety dla odbiorców, ale przede wszystkim – nie oszukujmy się – jest cholernie opłacalna dla dystrybutorów. Nic dziwnego, ze i np. rynek aplikacji użytkowych dynamicznie się na taki model przestawia. Od dawna nie korzystam już np. z Photoshopa, na którego trzeba było odkładać rok, bo taki był cholernie drogi – teraz płacę Adobe stałą sumkę co miesiąc i mam dostęp do aktualizowanego na bieżąco programu. Podobnie działa np. Microsoft Office 365. Pewnie w taki sposób niedługo będzie opłacane korzystanie z systemu operacyjnego czy innych powszechnie używanych aplikacji. Oczywiście, jak każde nowe rozwiązanie, ma to swoje wady i zalety, ale póki co nie narzekam.

books

No dobra, czas podsumować, bo obiecałem sobie nie pisać tu kobylastych tekstów, a widzę, że właśnie taki się tworzy.

Wniosek jest zatem taki, że… mamy fart. Żyjemy bowiem w czasach, gdy dostęp do kultury jest banalnie prosty, wystarczy kliknąć pary razy i bamf!, z konta znika trochę pieniędzy, a w słuchawkach zaczyna płynąć muzyka albo pasek pobierania w Steamie zaczyna swój sprint. I jasne, w niepamięć niestety odchodzi wówczas cała celebracja, odfoliowywanie i otwieranie pudelka, wąchanie papieru i inne dziwne rzeczy, które robimy z nowo zakupionymi przedmiotami (ja np. lubię wtedy wszystko wywalić z półek i układać od nowa z uwzględnieniem nowego zakupu), ale daleka droga jeszcze przed nami, aż całkiem oduczymy się kupować fizyczne komiksy czy gry i zapomnimy jaka to radocha postawić sobie coś nowego na półce.

stim

Dlatego polecam Wam zdrowy kompromis i korzystanie z zalet obu dróg dystrybucji – a że dostęp do dóbr cyfrowych jest łatwy i bardzo tani, to nie ma się czego bać i trzeba po prostu korzystać. To fajnie, że mamy kulturę na wyciągnięcie ręki.

Zdjęcie: materiały prasowe Spotify

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty