Jaki film wybrać zamiast seansu Pixels? A jeśli już popełniliście ten błąd, to jaką produkcją najlepiej odreagować traumę?


Nie da się ukryć, że poziom nowego filmu Chrisa Columbusa, z udziałem Adama Sandlera (ciekawe, że to zawsze brzmi jak wyrok), okazał się dość niski. Pixels pewnie bić się będzie z 50 Shades of Grey o tytuł najgorszej produkcji bieżącego roku i dzielnie powalczy o kilka Złotych Malin (trzymam kciuki za Josha Gada i Ashley Benson jako najgorszą ekranową parę). Pewnie nie zdeklasuje innych pretendentów, tak jak zrobiła to swego czasu inna produkcja z Sandlerem w roli głównej, czyli Jack i Jill, ale liczę na to, że twórcy Pikseli otrzymają niejedną plastikową statuetkę.

071915-adam-sandler-pixels-premiere

Oczywiście nie warto wydawać swoich ciężko zarobionych pieniędzy na ten pokaz nieporadności i beztalencia, ale film mimo wszystko porusza (tylko w teorii) dość ciekawy i wciąż potraktowany po macoszemu temat gier wideo jako ważnego elementu współczesnej popkultury i próbuje pokazać jako dzielnych bohaterów osoby z pozoru się do tej roli nienadające. Jeśli więc to właśnie te elementy Was do tej produkcji przyciągnęły, to mam dla Was krótką listę 6 filmowych pozycji, które lepiej obejrzeć w zamian. Każda z propozycji ma coś wspólnego z Pixels, ale dla odmiany robi swoją robotę porządnie.

A jeśli Pixels macie już za sobą, to… cóż, dobra odtrutka na kaca tez się przyda, prawda?


Pixels

Oczywiście ta lista byłaby niepełna bez oryginalnego, króciutkiego, ale bardzo kreatywnego wizualnie filmu, który możecie obejrzeć za darmo na Vimeo. To niesamowite jak bardzo ta skromna forma przebija hollywoodzką superprodukcję pod względem… cóż, pod każdym względem. Zamiast idiotycznej fabuły o najeździe kosmitow, mamy atak pikseli prosto ze starego telewizora – proste i przerażające. Nie wyrzucajcie starych sprzętów! Zamiast bandy stereotypowych nerdów i ich misji by zdobyć kobiety w nagrodę, tutaj skupiamy się na tym co najlepsze – czyli na tych wszystkich fajnych sposobach demolowania miasta przez piksele wypuszczone na wolność. Co tu dużo gadać – w tych 2 minutach i 35 sekundach znajdziecie więcej ciekawych pomysłów, niż całym filmie Columbusa. Zamkniętych w strawną, atrakcyjną formę, bez Adama Sandlera i seksu z Q*bertem.


Scott Pilgrim vs The World

1

Scott Pilgrim jest adaptacją dość specyficznego komiksu, która to jednak pożycza sobie sporo elementów ze świata gier – od znajomych fanom The Legend of Zelda dźwięków po pomysł, by ciała pokonanych wrogów zamieniały się w deszcz złotych monet. Film zatem porozumiewa się ze swoimi widzami językiem dla nich doskonale zrozumiałym i pewnie każdy kto choć trochę kojarzy specyfikę gier retro, od razu się w tym popkulturowym tyglu szalonych pomysłów Edgara Wrighta odnajdzie. To idealne przeciwieństwo Pixels, gdzie gracze są od samego początku kompletnie wyalienowani, a sama produkcja zawiera co prawda postacie z gier, ale nie korzysta z języka gier i nie bawi się tymi growymi motywami – w przeciwieństwie do Scotta Pilgrima. Warto też zerknąć na grę o tym samym tytule (Scott Pilgrim vs The World: The Game). Swoją drogą, wyobrażacie sobie Pixels w reżyserii oraz wg scenariusza Edgara Wrighta?


Wreck-It Ralph / Ralph Demolka

2

Rozrywka dla całej rodziny z udziałem znanych i kochanych postaci z gier, wokół których zbudowano oryginalną i ciekawą fabułę? Jeśli tego właśnie oczekujesz od filmu, to zamiast Pixels wybierz tę animację Disneya, opowiadającą o odrzuconym i lekceważonym antagoniście automatowej gry (bazowanym zresztą na postaci Doneky Konga), który postanawia zmienić swoje życie i stać się bohaterem. Swego czasu nawet recenzowałem ten film i miałem z nim parę problemów, ale wiadomo, po obejrzeniu Pixels, dopiero można docenić produkcje takie jak Wreck-It Ralph, których autorzy wiedzą o czym piszą, mają masę oryginalnych pomysłów, a użycie postaci z gier nie jest jedynie tanim sposobem za zdobycie viralowego zainteresowania (no dobra, licencjonowane postacie w Ralphie są, ale i tak są wykorzystane lepiej i z większym wyczuciem niż w Pixels – Q*bert potwierdzi).


Revenge of the Nerds / Zemsta Frajerów

3

Pixels nie są w zasadzie filmem o ataku postaci ze starych gier wideo na Ziemię – to raczej historia grupy nerdów, którzy muszą (z jakiegoś powodu) udowodnić światu, że mają jakąkolwiek wartość. Strasznie zabawne (albo smutne) jest to, że opowieść o kompletnych ofiarach losu i outsiderach, którzy z końcem filmu stają się wreszcie dumni z tego kim są (i w nagrodę dostają kobiety!) została już nakręcona dobre 30 lat temu – i to w o wiele zabawniejszy i bardziej umiejętny sposób. Przede wszystkim dlatego, że mamy tutaj naprawdę sympatycznych i oryginalnych bohaterów, którym nie sposób nie kibicować, a udowadniają oni wszystkim swoją wartość nie ratowaniem świata przed kolorowymi przybyszami z kosmosu, ale współpracując ze sobą, wykorzystując swoje indywidualne umiejętności i próbując radzić sobie z przeciwnościami losu, które napotykają z powodu swojej inności. A wszystko to również w ramach głupkowatej komedii w nieco złym guście. Można? Można.


Galaxy Quest

4

Jeśli macie ochotę na film w stylu „banda nieudaczników walczy z armią kosmitów”, to również istnieje o wiele lepszy wybór niż Pixels. I o niebo zabawniejszy – produkcja o jakiej tutaj mowa to ogółem mój absolutny top jeśli chodzi o komedie s-f. Poznajemy zatem obsadę serialu łudząco przypominającego Star Treka, która zajmuje się aktualnie głównie odwiedzaniem rozmaitych konwentów. Na jednym z nich, z aktorami kontaktują się prawdziwi kosmici, przekonani o prawdziwości owego serialu, poszukujący pomocy w odparciu floty sadystycznego dowódcy obcej rasy, który zniszczył im planetę i próbuje wybić co do jednego. Nasza ekipa podejmuje się zatem wcielenia się w swoje serialowe role w rzeczywistości. Wychodzi nam z tego absolutnie fantastyczna komedia, na dodatek w naprawdę znakomitej obsadzie – główne role grają Alan Rickman, Tim Allen, Sam Rockwell czy Sigourney Weaver. Jeśli nie wierzycie mi, to może 90% na Rotten Tomatoes Was przekona do tej zapomnianej już niestety perełki swojego gatunku.


Hotel Transylvania

5

Um, umieszczam ten film na liście, bowiem to rzadki przykład dobrej produkcji z udziałem Adama Sandlera. Hotel Transylvania to co prawda animacja, a sam Sandler użycza tylko głosu Draculi i nie miesza się do scenariusza ani niczego innego, ale to wciąż jednak chwalebna (i udana) próba stworzenia czego z jego udziałem, co nie sprawi, ze będziecie chcieli oblać się benzyną, podpalić i wyskoczyć z okna w trakcie seansu. W każdym razie bardzo lubię wszelkie historie zbierające do kupy klasyczne monstra Universalu i bawiące się tymi postaciami (może dlatego tak mi podeszło Mrs. Deadpool and the Howling Commandos), a tutaj wyszło to zabawnie i odrobinę przewidywalne oraz schematycznie, ale jednak z masą uroku i bezpretensjonalności. No i mimo wszystko jest to jednak film przeznaczony dla młodych widzów, coś, czego o Pixels bym nigdy nie powiedział.


I to tyle – jeśli macie swoje propozycje, podzielcie się w komentarzach.

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty