Minął ledwie jeden dzień od dość chłodnego przyjęcia Suicide Squad przez krytyków, a już na jaw wylazły zakulisowe tarcia i inne dziwne sytuacje, jakie miały miejsce podczas produkcji tego filmu.

Jak donosi The Hollywood Reporter, powołując się na swoje źródła (ludzi będących najwyraźniej blisko planu i produkcji), mieliśmy tutaj do czynienia z sytuacją, gdzie wizja artystyczna reżysera i oczekiwania studio… lekko się rozjechały. Co prawda uniknięto otwartego konfliktu, więc oszczędzono nam publicznego prania brudów jak przy Fantastic Four, ale zakładając, że opublikowana w THR wersja wydarzeń jest prawdziwa, widać jak na dłoni w jakim stanie rozkładu znajduje się to wszystko (albo znajdowało – jeśli przyjąć, że ogłoszenia z SDCC to dobry znak).

Prześledźmy sobie zatem, co poszło nie tak.

13652917_1147459788647499_5375807666109214094_o

W październiku 2014, Warner Bros. ogłosiło, że powstanie film Suicide Squad. Reżyserią i scenariuszem zająć miał się się David Ayer, natomiast datę premiery ustalono już z góry na sierpień 2016. Ayer zatem zabrał się do pisania i ukończył skrypt w… jakieś 6 tygodni. Studio od razu go przyklepało, no bo przecież nie było czasu. Produkcja ruszyła pełną parą.

David Ayer nie jest jednak reżyserem, który byłby jakoś bardzo słynny z kręcenia luźnych, rozrywkowych filmów, w związku z czym jego wizja Legionu Samobójców była dość ponura i ciężka – ot, mamy tu przecież grupę niebezpiecznych wykolejeńców, morderców i psychopatów. Problem w tym, że kiedy Ayer tworzył swój film, studio powoli traciło grunt pod nogami w związku z wyjątkowo nieprzychylnymi recenzjami Batman v Superman. Warner Bros. na pewno zwróciło uwagę na mniejszy przypływ pieniążków niż mogli się spodziewać, ale z tego co pisze THR, im naprawdę zależało (i zależy), żeby te produkcje stały się silną filmową marką i były powszechnie lubiane.

Jednak, bez zaskoczeń tutaj, Warner dalej nie miał pojęcia co robi, zatem zamiast porządnie się zastanowić co stanowi o sukcesie konkurentów z Marvela (dobrze zarysowani bohaterowie, różnorodność, sporo kreatywnej wolności dla twórców, odpowiedni dobór tychże, Kevin Feige), wymyślili sobie, że sprawę załatwi po prostu przerobienie tego na coś bardziej radosnego i szalonego. Czyli tak jak teaser-trailer filmu, który pojawił się w międzyczasie – ten był utrzymany w lekkim, rozrywkowym tonie i został dobrze przyjęty. No to może niech ci ludzie od zwiastuna zrobiliby nam cały  film? To ma sens, prawda? (Spoiler: nie miało.)

13938217_1147262395333905_4059340377853189575_o

Skończyły się zdjęcia, zaczął montaż i nagle okazało się, że Ayer robi jeden film, zgodnie ze swoim pomysłem, a Warner (z pomocą Trailer Park, tych ludzi od zwiastuna) – swój. Obie wersje pokazano testowej publice, z opinii wyciągnięto wnioski i studio postanowiło zatem stworzyć wersję kompromisową, czerpiącą jednak więcej z podejścia, jakie samo forsowało. Żeby jednak jakoś stworzyć tego potwora Frankensteina z dwóch różnych filmów, potrzebne były… dokrętki.

Pamiętacie, jak do mediów trafiło info, że Warner zarządził kosztowne i długie dogrywki na niedługo przed premierą Suicide Squad? Ano nie służyły one wcale temu by dodać do filmu humoru, jak plotkowano, ale by właśnie na szybko nagrać sceny, które jakoś połączą fragmenty obu wersji filmów w jedną całość. Pamiętam jak masa komentatorów pisała coś w stylu “ale przecież dokrętki są normalne przy wszystkich blockbusterach”. No jasne, ale nie za grube miliony i nie trwają nigdy tak długo jak tutaj. To śmierdziało problemami na planie na kilometr.

Oczywiście przez projekt przewinął się cały – heh – legion montażystów, każdy dodawał coś od siebie, natomiast David Ayer dalej grzecznie firmował całość swoim nazwiskiem, choć kreatywnie niestety został od swojego dziecka odsuwany. Tym niemniej warto zauważyć, że i reżyser i studio do samego końca utrzymywali, że współpraca układa się wzorowo i praca nad filmem jest cudownym doświadczeniem. Padło nawet zdanie, że jest to “film Ayera, a Warner jest dumne mogąc go zaprezentować”. Uroczo.

13923343_1147459785314166_53162340913860948_o

Zwróćcie jednak uwagę, w jakiej trudnej sytuacji znalazł się reżyser – w zasadzie nie miał z niej żadnego dobrego wyjścia. Projekt, nad którym sprawował kontrolę, nagle został mu wyszarpany i zmodyfikowany zupełnie wbrew jego wizji. I teraz albo mógł jak Josh Trank narobić sobie wstydu, idąc na wojnę ze studio i zachować się w ten sposób mocno nieprofesjonalnie, albo siedzieć cicho i cierpieć w milczeniu. Reżyser Furii wybrał to drugie i choć teraz musi brać na klatę te wszystkie negatywne recenzje, wbrew swojej winie, to przynajmniej nie można mu odmówić klasy i profesjonalizmu właśnie.

Dlatego jeśli ktoś winny temu jak wg recenzji wygląda Suicide Squad (problemy ze scenariuszem czy reżyserią ogólny chaos  powtarzają się w praktycznie każdej recenzji), to właśnie Warner Bros. Warner, który wciąż nie umie zrobić choćby jednego dobrze przyjętego filmu w ramach DCEU. Warner, który wciąż nie nauczył się, że uniwersum buduje się konsekwencją i cierpliwością, anie gwałtownymi ruchami. Warner, który choć przynajmniej faktycznie interesuje się zdaniem odbiorców o swoich produkcjach (tyle trzeba im oddać), to jednak nie jestem pewien, czy wyciągną z tego sensowne wnioski.


Cała nadzieja w tym, że nie będą przeszkadzać Affleckowi, Johnsowi i kto tam jeszcze zostanie przez studio zatrudniony w charakterze ratownika dla ich spektakularnie zdychającego filmowego uniwersum. Bo jeśli ktoś ma je odratować, to lepiej mu to pewnie wyjdzie bez “pomocy”  Warner Bros.

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty
  • JaPanczyk

    Cała nadzieja w tym, że Justice League będzie na poziomie, a jeśli nie (bo wciąż Snyder to kręci), to każdy kolejny film już będzie realizowany z namaszczeniem Johnsa

    • HeroGenji

      Błagam Boga żeby Snyder doznał olśnienia, jak przy “300” i (podobno, bo sam nie widziałem) “Watchmen: Director’s cut”. Wierzę (czy raczej – po slabości ultimate version BvS jestem zajebiście sceptyczny) że JL nie zostanie spieprzone…

      • Marcin Kwaśny

        Tylko że “300” i “Watchmen: Director’s cut” są takie dobre nie dlatego, że Snyder przy ich produkcji miał jakieś “ośnienie” – ale dlatego, że tak dobre były komiksy na podstawie których powstały te filmy.

        • Marek

          300 to zupełnie inny film niż komiks, więc uznaję “autorskość”, ale Watchmen to prawie kalka, dlatego jest dobry.

        • HeroGenji

          Dlatego proszę aż Boga o interwencję. ;)

  • kasmata

    Niepotrzebnie trochę te nakręcanie przed obejrzeniem filmu, jaki to zły tytuł, czy ktoś coś zepsuł etc. Kompletnie można popsuć tak odbiór filmu osobom które się wybierają i odstraszyć widzów z kin, a później wychodzi że film nie zarobił – no bo skoro przed premierą położyli na niego krzyżyk to jak miał zarobić. I nie interesują mnie filmy DC, ale to strasznie paranoiczne podejście.

    • No przykro mi, założenie jest takie, by komentować tutaj wszystko co ciekawego (dla mnie) dzieje się w świecie popkultury – jeśli więc pojawia się tak ciekawa historia, to nie zamierzam przechodzić obok niej obojętnie :) Zresztą, to dokładnie ta sama historia, co ze “spoilerami” http://ichabod.pl/przestanmy-sie-przejmowac-spoilerami-spoilerami-tez/

      • kasmata

        Rozumiem, ale popatrz na to z drugiej strony. Nie oszukujmy się – wiadomo że te kryzysiki w obozach DC są klikane i generalnie, jak się pisze te posty na blogach to raczej w wiadomym celu;)
        No i teraz popatrz – skoro portale i blogerzy wiedzą że to klikalne rzeczy, to zaczynają od pierwszych recenzji (nawet jak jest klilka negatywnych) jechać po marce. Teraz wszyscy będą chcieli pisać o porażce SS, kto winny, jak tłumaczy się Ayer, kto chciał co poprawić etc.I to wszystko przed premierą filmu. Dochodzimy do sytuacji, w której filmy nie przegrywają na wielkim ekranie, tylko w samo nakręcającej się spirali tekstów, filmików jednego tematu. To ciekawe zjawisko tak swoją drogą, bo obśmianie zawsze robi jakieś tam zasięgi, a jak jest mega mocne to już w ogóle. Potem to ludzie podłapują, komentują gdzie popadnie, piszą, przepisują, dodają plotki i film ma pograne. Nawet jak nie jest tak zły na jakiego go kreują (dla zasięgów) internety. Szkoda że teraz większość rzeczy w internecie jest podobnych do siebie. Ale i tak szacun za brak wpisów o Pokemon Go;]

        • Powiem Ci, że chciałbym by rola blogerów była tak duża jak piszesz i nie ograniczała się tylko do komentowania rzeczywistości, tylko jej kreowania. :) A w odniesieniu do tego co ja robię – nie widzę w polskiej sieci zbyt wielu miejsc, gdzie poza przetłumaczeniem tekstu z zagranicznych portali ktoś zrobi sobie trud skomentowania całej sytuacji, więc jak czegoś nie mozesz znaleźć, to zrób to sam :P

          (A o Pokemon Go będzie jedno krótkie wideo kiedyśtam, tak ostrzegam od razu :P)

    • Marta

      Jestem widzem, który uwielbia czytać głosy innych przed seansem. I nie boję się stwierdzić, że “ale buraki oceniały, taki dobry film”. Nie wiem, jaki widz-idiota, będzie patrzył na film tylko przez pryzmat krytyków, czy internetowych opinii. Ale z drugiej strony idiotów jest pełno, więc w sumie coś w tym jest.

  • Łukasz Świniarski

    Film Wonder Woman jest współpisany, produkowany przez Johnsa :D Do tego dodał bym, że drugim współscenarzystą jest nie kto inny jak twórca Young Avengers, czyli Allan Heiberg! Obaj panowie znają się już wiele lat – razem napisali dla DC Crisis of Conscience w którym, to komiksie pociągnęli wątki zapoczątkowane w evencie Identity Crisis :D Allan Heinberg stworzył także jedną z lepszych historii o Wonder Woman pt.” Who is Wonder Woman”?

  • Marek

    IMHO podejście Ayera jest właśnie zaprzeczeniem “profesjonalizmu”. Ludzie chodzą do kina z różnych powodów: bo ktoś poleci; bo wszyscy o tym mówią; bo lubią aktorkę/aktora; bo lubią reżysera i jego filmy. A tu zonk, film Ayera nie będący filmem Ayera – nie każdy śledzi filmłeby/blogi/fb itp. niektórzy po prostu pomyślą “widziałem jego wcześniejsze filmy, ten tez pewnie będzie dobry”. I niestety porażka. Jaki tu profesjonalizm? Mógł odpuścić albo dogadać się z WB, że na BR wyjdą dwie wersje, kinowa i jego. I to było by fair względem fanów.

    Z resztą tekstu się zgadam, takie coś nie mogło wyjść. Albo wyjdzie cudne Guilty Pleasure.

    • Oskar “komiksomaniak” Rogowski

      To właśnie jest profesjonalizm. Popatrz na przyszłość i inne studia, albo nawet samo WB, które teraz patrzy na Ayera. Gdyby zaczął przed filmem jechać po nim i mówić, jaki jest zły i jak go odsuwają od pracy, nikt by już go nie zatrudnił. NIKT. Josh Trank ostatnio jakoś mało zapracowany prawda? Może jakiś malutki filmik za to co spadnie ze stołu prezesa zrobi. Prawda i tak wyjdzie na jaw (nie Ayer zwalił ten film), a teraz studia mają obraz człowieka lojalnego, który czy się wali, czy się pali, nie będzie pluł w rękę, która go karmi.

      • Marcin Kwaśny

        Mam nadzieję że Warner doceni tą lojalność i pozwoli Ayerowi na zmontowanie wersji reżyserskiej filmu na DVD i blu-ray.

        • I Whedonowi [Marvel].

          • Kaśka

            Obejrzałam AoU z jego komentarzem- broń nas panie boże od jego wersji autorskiej, bo Whedon ma Wizję [tm], która została mu zesłana i jest szczerze mówiąc kijowa, bo we własnym komentarzu wykazał się absolutnym niezrozumieniem postaci i widowni. (mój ulubiony fragment to “Tony Stark to autystyczny czarny charakter”, heloł.) Pierwszy raz byłam zadowolona, słuchając jego komentarza o wtrącaniu się producentów, że się wtrącali, bo ewidentnie rozumieli niuanse swojego uniwersum o wiele lepiej.

          • W takim razie o wiele mniejszym zrozumieniem postaci takiego Starka wykazali się twórcy wielu komiksów z jego udziałem, gdzie było to o wiele mocniej widoczne…

          • Kaśka

            Nie oszukujmy się,KAŻDA postać z komiksowego wersum i DC i Marvela cierpi na kiepską charakterystykę i rozmnożenie jaźni w funkcji do potęgi choćby ze względu na nałożenie kilkudziesięciu lat historii i ilość ludzi pracujących przy tych komiksach. Natomiast nie mówimy o komiksach- w których nota bene Stark nigdy nie był przedstawiany jako autystyk (sic! Nie rozwala mnie “czarny charakter” tylko użycie słowa autystyczny w kontekście Starka. Bo nie jest i Whedon ewidentnie nawet nie wie, jak tacy ludzie się zachowuję i co ich cechuje). Mówimy o filmach, z których Stark był dosłownie w 6ciu – można je wszystkie obejrzeć maratonując w 1 dzień, i długość materiału wyjściowego po prostu nie pozwala na użycie argumentu ilościowego jak w przypadku komiksów. Darujmy sobie komiksy i pozostańmy przy Whedonie, który nie bez powodu wypadł z łask widowni jak i wydaje się producentów.

          • Autyzm to bardzo szerokie spektrum zaburzeń, a wizja Starka z Ultrona w sporym stopniu się w nie łapie. Tak jak łapie się wizja z niektórych (nielubianych) komiksów. Żeby nie było, również nie widzę go totalnie w roli czarnego harakteru, ale w komiksach bywało o wiele gorzej, a ja mimo wszystko szanuję prawo twórców do interpretacji postaci według własnej wizji (jakkolwiek by mi się nie podobały efekty).

          • Kaśka

            NIe zgodze się. Stark w filmach nie jest autystyczny w żadnym zakresie. Na pewno ma problemy psychologiczne, które mniej lub bardziej topornie filmowcy próbują pokazać, ale nie jest autystyczny. Nie mówimy o lekkiej formie autyzmu nawet, Whedon użył ewidentnie swtierdzenia, że chodzi o ciężką postać, więc pozostaję dalej przy stwierdzeniu, że nie wie o czym mówi. tak samo nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że Stark jest czarnym charakterem (dokładnie to “villain”). Nie ma nic w filmach, co by na to wskazywało. Nic. W komentarzu Whedon mówił co mu ślina na jezyk przyniesie bo a) albo miał wszystko tak gdzieś, albo b) naprawdę nie rozumie postaci, c) oba powyższe.

            Też szanuję prawo twórcy do własnej interpretacji, ale nie może ona odbiegać ona od oryginału na tyle, że staje się nieczytelna- wtedy jest po prostu złą interpretacją. I AoU jest taką zła interpretacją, bo przerywa i kontynuację wątków z poprzednich filmów, i kontynuację bohaterów, robiąc z nich puste wydmuszki. Jeżeli słyszę od Whedona, że “producenci musieli mi powiedzieć, jak ważny jest Jarvis dla Tonye’go i publiki”, to mam absolutnie prawo wyciągnąć wniosek, że nie rozumie on materiału źródłowego.

            W dalszym ciągu nei rozmawiamy o komiksach, które są jak Moda na sukces, bo tam trzeba analizować bohatera co pisarza i z filmami naprawdę nie mają wiele wspólnego. To raczej filmy przeciekają obecnie do komiksów.

          • Oj, idę o zakład, że masz w swoim otoczeniu ludzi, po których totalnie nie spodziewałbyś się, że są autystyczni. Ja sam przez lata przejaźniłem się z paroma autystykami, a kiedy się o tym dowiedziałem to było to dla mnie spore zaskoczenie, kto wie ilu jeszcze ich mam w swoim otoczeniu (zarówno ludzi którzy o tym wiedzą, jak i tych niezdiagnozowanych). Autyzm jest często jak dysleksja, czyli cholerne problemy w dzieciństwie z załapaniem na przykład tej poprawnej pisowni, które jednak da się przezwyciężyć, i ja ze swoją dysortografią w tym momencie lepiej ogarniam ortografię od większości społeczeństwa (niestety, bo wolałbym żeby ta średnia była większa). W dorosłym życiu jeśli taka jednostka ma problemy związane ze swoim zaburzeniem, to często pozostają one całkowicie niezauważalne nawet dla jego najbliższego otoczenia, pozostawiając widoczne na przykład jedynie zamiłowanie do technologii, oraz pewne specyficzne podejście do rozwiązywania problemów (jakby każdy, czy to w relacjach międzyludzkich czy z światowej polityce) był jak bug w kodzie i jakby dało się go rozwiązać w taki sam sposób. Jeśli którakolwiek postać z MCU jest autystykiem, to jest to właśnie Stark. Chociaż Pym w sumie również by pasował.

            A czarnym harakterem według pewnej definicji jest, bo to właśnie jego dzieło niemalże doprowadziło do zniszczenia świata, to właśnie on spowodował te wszystkie problemy, to właśnie z efektami jego lekkomyślności musieli sobie wszyscy radzić.

            Ok, z tym Jarvisem to niezły odlot tutaj. Nie oglądałem jeszcze Civil War, ale w AoU pod koniec mi cholernie go brakowało i nie, Vision nie był na tyle ciekawym bohaterem, żeby go zastąpić, już Ultron miał więcej harakteru. Mam nadzieję, że w kontynuacjach jest/będzie to rozwiązane lepiej i stanie się on chociaż w połowie tak ciekawą postacią jak dawny asystent głosowy Starka.

          • Kaśka

            Utnę dysusję o autyzmie stwierdzeniem, że jestem bardzo intymnie zapoznana z nim, bo mam zdiagnozowane spektrum. Nie mogę być bardziej w temacie niż to i znam naprawdę dużo osób na różnym miejscu spektrum autyzmu. Dalej twierdzę, że Stark nie ma nawet Aspergera. Ma dużo nierozwiązanych problemów psychologicznych i kilka psychiatrycznych, ale nie jest to autyzm. I uwierz mi, nie mam nic przeciwko temu, żeby Stark miał autyzm, bo czemu? Tylko sposób w jaki Whedon to rzucił, wskazywał jednoznacznie, że nie wie o czym mówi – coś jak naćpasz się kawy jednego dnia, to na pewno masz ADHD, bo nie możesz usiedzieć na miejscu i ci noga drga pod stołem. Było to powtarzanie stereotypu i tłumaczenie swoich kiepskich wyborów dotyczących postaci. Bez szacunku do ludzi, którzy ten autyzm mają.

            Hm, pamiętamy film inaczej. Czarny charakter z definicji musi dążyć do złego. Stark się potknął na swoich dobrych intencjach, bo na pewno nie planował zaprojektowania potężnej sztucznej inteligencji, która chciała zapanować nad światem po 30 sekundach w internecie (w sumie to się nie dziwię).

            Dużo rzeczy w AoU, które były kiepskie, wynikły wprost z wizji Whedona. Brak żalu za Jarvisem był najbardziej oczywisty, moim zdaniem. Brak zrozumienia roli Jarvisa i brak zrozumienia relacji ze Starkiem i samego Starka, który nie uronił żadnej przysłowiowej łzy za nim. I zgadzam się, Vision jest absolutnie meh i jego jedyną fajna sceną była ta z peleryną :/

            I dlatego naprawdę cieszę się, że Whedon już więcej nie zrobi filmów dla MCU. I niech go ręka boska broni od filmu Black Widow, internet go zje żywcem.

          • Wiesz, nie Ty jedna… i na tym zakończmy może faktycznie dyskusję.

            Tutaj możemy się kłócić o definicję “dążenia do złego”, bo czy dążeniem do dobrego jest bezrefleksyjna chęć (poparta działaniami) uzyskania dostępu do potęgi, której ani trochę się nie rozumie? 😉

            Brak płakania za Jarvisem byłby zrozumiały, gdyby Vision był Jarvisem na stedydach, z ciałem i mocami, ale w momencie kiedy z Jarvisa w nim został jedynie głos… serio, zastanawiam się, czy to nie jest najgorsza decyzja jaka została podjęta w całym MCU (jeśli wziąć pod uwagę jej konsekwencje i to, czy da się ją odkręcić).

      • Marek

        Oskar, to jest lojalność wobec firmy, nie profesjonalizm.
        Ja nie mówię o “jechaniu” (proszę powiedz, gdzie ja o tym napisałem? To jakaś projekcja tego co Ciebie spotkało?) tylko o podziękowaniu za współpracę, powiedzeniu że film nadal jest świetny ale to nie mój film. Tyle, kropka.
        Dla mnie to jest “zachowanie z klasą i profesjonalizm”, a nie firmowanie swoim nazwiskiem czegoś co chciałem inaczej, zmieniono wbrew mojej woli a teraz udaję że jest ok, bo boję się że nikt mnie nie zatrudni.
        Ayer budzi tyle respektu wśród widzów i środowiska, że długo by nie czekał na inne propozycje.

        Mam wrażenie, że kłócisz się nie z moimi argumentami tylko z tym co sobie sam dopowiedziałeś.

        “Prawda i tak wyjdzie na jaw (nie Ayer zwalił ten film)” – wyjdzie na jaw dla tych co to śledzą, ale jak napisałem w pierwszym komentarzu, nie wszyscy to robią. Ośmielę się twierdzić, że ci co to robią to mniejszość.

        Ogólnie dla mnie cała sytuacja przypomina Supermana II. Nadal WB – przypadek?

        • Imo to jest właśnie “profesjonalizm”, bo mówimy tutaj o odpowiednim zachowaniu z punktu widzenia twojej zawodowej, profesjonalnej kariery. Ayer zwyczajnie poszedł na ugodę i dogadał się ze studiem – już nawet nie chodzi tu o efekt końcowy, ale o to, że był gotów podjąć rozmowy i nie torpedować całego projektu z powodu swojego ego. To o czym Ty mówisz, to raczej uczciwość wobec publiczności. Tyle, że Ayer mógł wyjść z założenia, że gotowy film wciąż jest warto pokazania i wciąż jest w jakimś stopniu jego dziełem, na tyle, by się pod tym podpisać (sam mówił, że zrobił film dla fanów).

          • Marek

            I ok, zgadzam się, tylko że to co teraz napisałeś nie wynikało, dla mnie, prosto z głównego tekstu.
            Moja definicja profesjonalisty, jest trochę inna. tzn oczywiście jest to jego profesja czyli zawód, ale również to w jaki sposób ją wykonuje, np. na odpowiednim poziomie. A z tego co piszesz, film wcale na taki się nie zapowiada.

            Mimo to nadal zostanę przy swojej opinii, że powiedzenie “dzięki za super czas, pałeczkę przekazuję XXX, wierzę że zrobicie świetny film” lub inny PRowy bełkot “nie mogę bo kot mi się rozchorował”, wcale nie było by torpedowaniem filmu.

            Świat jest pełen szarości, a z komentarza Oskara wyszło, że albo idziesz na taką ugodę jaką zawarł i jesteś profesjonalistą, albo robisz komuś przykrość…no chyba nie.

            Swoją drogą, ile teraz osób które widzą jak “prawda wychodzi na jaw” będzie się cieszyło na wieść o kolejnym “jego” filmie?

          • Jeśli będzie komunikat, że po stronie Ayera zostanie kreatywna kontrola, to myślę, że fani się ucieszą i będą liczyć na rekompensatę w postaci dobrego filmu. A sam reżyser przy okazji nie będzie spalony w branży jak Trank – bo nie wierzę by studio zgodziło się na akcję w stylu “dzięki za super czas, pałeczkę przekazuję XXX, wierzę że zrobicie świetny film”, bo to jest jasny przekaz – reżyser ucieka z projektu, szykuje sie katastrofa.

            I jasne że swiat jest pełen szarości, nie wiemy przecież dokładnie jak wyglądały ustalenia Ayera z WB, z mojej strony po prostu zachował się jak na fachowca przystało. Ale ofc tutaj jest bardzo duży margines interpretacji i oceny :)

          • Igor Lewandowski

            Jak tak was słucham to zamiast profesjonalizm klaruje mi się wypaczenie branży. I zgadzam się Markiem w sprawie tego jak przedstawiony jest ,,profesjonalizm” w głównym tekście.

          • Polecam kiedyś spróbować pracy w branży kreatywnej, gwarantuję, że Ci się zmieni perspektywa :)

          • Nefglarien

            Pamiętajmy, że profesjonalizm to nie tylko zachowanie pracownika w stosunku do firmy, ale również (a może przede wszystkim) w stosunku do klienta, w tym przypadku widza. Kiedy brakuje tego drugiego, to faktycznie jest to bardziej lojalność wobec firmy. Zaś konkretnie w tym przypadku wydaje mi się, że to po prostu najlepsze wyjście z sytuacji (najmniej ryzykowne), jakie mógł wymyślić Ayer, ot, dobre wykonanie drzewka decyzyjnego pt “Co teraz zrobić?”.

          • Łukasz Grzesik

            Można powiedzieć, że jednak Ayer wykazał się w tej sytuacji profesjonalizmem i ogładą właśnie, nie torpeduje filmu do którego przecież sam pisał scenariusz i go reżyserował. Może być niezadowolony z tego co się działo, lecz nie okazuje publicznie swojej niechęci i nie robi gównoburzy która by nie pomogła w obecnej sytuacji. Tak to po prostu przecierpi sprawę, porobi dobrą minę do tej gry, po czym nakręci nowy film.

          • Oskar “komiksomaniak” Rogowski

            Niestety taki komentarz od reżysera też by nie przeszedł. Wheadon miał przecież wielką aferę po tym jak tuż przed filmem (Age of Ultron) zaczął mówić, że studio mu nie dało robić po swojemu. Ostatecznie przepraszał Marvela – mówiąc, że nie powinien torpedować własnego filmu (a właśnie nie mówił, że jest słaby, tylko, że mu kazali to i tamto). No i szczerze mówiąc fani wcale nie docenili tego co mówił, raczej nie cieszył się pozytywną opinią po tej akcji.

  • Czesław Wapno

    WB już prawie sto lat trzęsą Hollywood, a od rozstania się z Nolanem w tym segmencie rynku wtopa za wtopą…

  • Pingback: Rogue One – czy jest się czym niepokoić? – IHBD()

  • Pingback: David Ayer dalej wzorem lojalności. Albo całkiem odleciał – IHBD()

  • Pingback: Jak zamordować Suicide Squad? – IHBD()

  • wrzomar

    Szkoda, że John Constantine się tam gdzieś nie przewinął, jak już zabierają się za czary. Zawsze byłoby to jakieś zakończenie anulowanego serialu. Zwłaszcza, że pod koniec zbliżała się ciemność i “la Brujeria”. Ale oni oczywiście ignorują uniwersum serialowe DC :-(
    Chociaż, po zastanowieniu, może i lepiej dla seriali, że zostawili je w spokoju ;-)

  • Pingback: Trailer Rogue One to jasny komunikat od Disneya/Lucasfilm – IHBD()

  • Pingback: Bałagan w Wonder Woman, box office Suicide Squad i Whedon w DC – IHBD()

  • Pingback: Justice League Dark zabiera reżysera Gambitowi – IHBD()