To nie jest film dla krytyków

Słucham tych głupot i własnym uszom nie wierzę. Na różne sposoby twórcy bronili swoich filmów, ale ten argument jest tak idiotyczny i bez sensu, że warto by było sobie o tym głośno powiedzieć i przestać go wreszcie powtarzać.

Od paru dni toczy się w internecie wielka dyskusja dotycząca rozbieżności, jakie pojawiły się w ocenie filmu Batman v Superman: Dawn of Justice między „krytykami” a „widownią”. Celowo używam tutaj cudzysłowów, bo te pojęcia znaczą tyle co nic. Przypomnijmy — natychmiast po zdjęciu embargo, serwisy takie jak RottenTomatoes czy Metacritic zapełniły się negatywnymi recenzjami tejże produkcji, dającymi w efekcie niską ogólną ocenę — co więcej, do dziś owe średnie i procenty tylko maleją. Tymczasem rozmaite średnie wyliczające ogólną ocenę widzów wciąż dają nader wysoki wynik.

Zrzut ekranu 2016-03-28 19.47.23

Od razu więc pojawił się prosty wniosek — krytykom się nie podobało, widzom tak. Wobec tego ci pierwsi są w takim razie oderwani od rzeczywistości i oczekiwań publiczności (bo przecież film się jak widać podoba, ba, zarabia krocie). Tyle, że to wniosek równie głupi i naiwny, co scenariusz do Man of Steel. Nic jednak dziwnego, że internauci szybko taki przekaz podłapali, jeśli sami biorący udział w projekcie twórcy bronili go właśnie w ten sposób. Naprawdę nie dało rady wymyślić czegoś bardziej przekonującego? Zacytujmy zatem kilka wypowiedzi. Na pierwszy ogień, Ben Affleck, którego Jimmy Fallon sprowokował do takiego wyznania:

Nie straszcie ludzi mówiąc, że to film dla krytyków! Nie robimy tego dla kółeczek krytyków czy czegoś. To jest film dla publiki! Ludzie naprawdę go polubią!

Wtóruje mu jego ekranowy przeciwnik, Henry Cavill, dodając, że liczy się głos publiki i ona wypowie się po prostu odwiedzając kina. Z kolei Amy Adams, czyli Lois Lane w filmie, stawia sprawę jeszcze jaśniej:

Wiem, że Zack — podobnie jak my wszyscy — nie robi filmów dla krytyków.

Sam Zack Snyder tymczasem trochę strzelił sobie w stopę, mówiąc, że robi filmy tak jak robi, bo inaczej nie potrafi, ale pomińmy to sobie na potrzeby tego tekstu. Wracając do wypowiedzi naszych aktorów — serio, co to za leniwe i idiotyczne tłumaczenie? Okej, rozumiem, krytykują wasz film, niedobrze. Może więc znajdźcie coś by wytłumaczyć dlaczego mimo wszystko wierzycie w ten projekt albo co jest w nim godnego uwagi. Określanie go jako „audience movie” nie tylko w zasadzie nic konkretnego nie mówi, ale gdy się nad tym zastanowić, wręcz go jeszcze bardziej deprecjonuje.

No bo co to znaczy „film dla widzów, nie dla krytyków” w kontekście zmasakrowania go przez prasę i blogi? Mi to brzmi jak argumentacja, że no może i wyszło do dupy, ale ciemny lud to i tak kupi. Bo to film dla nich. Dla niewymagających, nie dla tych krytyków, co to się czepiają bez sensu i czegoś oczekują. Co swoją drogą bardzo ładnie kontrastuje z poprzednią linią programową (czytaj: głupotami wygadywanymi do prasy), że filmy osadzone w uniwersum DC mają dawać nam coś więcej, coś ambitniejszego i głębszego niż konkurencja. Tutaj nagle mamy zwrot o 180° i bajki o tym, że przecież to nie jest film dla krytyków i żeby się odczepić.

3

I ja nawet nie widziałem jeszcze filmu, ale komunikat jaki otwarcie wysyłają osoby weń zaangażowane, jest nieco niepokojący. Ale to tak w ramach dygresji, zaznaczam tutaj, ze w tym tekście nie mówimy o samym filmie i jego jakości, ale o tym całym zamieszaniu wokół niego.

No i kolejna rzecz — kim są ci tajemniczy „krytycy”? Bo kontekst w jakim używają tego pojęcia zagorzali zwolennicy filmu czy sami twórcy, sugeruje nam jakichś Illuminatich czy innych masonów, którzy w swoim kółeczku wzajemnej adoracji decydują jakie filmy mają być chwalone, a jakie trzeba zniszczyć. Ba, pojawiały się apele, żeby nie ufać Rotten Tomatoes bo przecież na pewno to ich ocenianie jest zmanipulowane i niemiarodajne — mimo że przecież można sobie olać procenty i po prostu przescrollować od razu do tej całej masy recenzji, by zapoznać się z tym, jak film został przyjęty. I albo wziąć to pod uwagę albo nie, nikt do niczego nie zmusza.

Nie mówiąc już o tym, że masa ludzi nie wie jak RT działa i że procent jaki widzimy w centralnym miejscu metryczki to nie jest żadna średnia ani nawet żadna ocena, tylko po prostu stosunek recenzji pozytywnych wobec negatywnych — czyli np. w przypadku Batman v Superman, ledwie 29% recenzji tego filmu było pozytywnych (czyli powyżej 6/10, włącznie). Co wcale nie oznacza automatycznie, że film Snydera jest gorszy od The Room czy X-Men Origins: Wolverine, ale że oceniający są tutaj po prostu bardziej zgodni. Moim skromnym zdaniem to i tak lepszy system niż po prostu wyliczanie średniej jak na Metacritic, szczególnie, że wiele recenzji przecież pomija jakąkolwiek skalę ocenową.

Zrzut ekranu 2016-03-28 19.48.08

W każdym razie, problem polega na tym, że w internetowym dyskursie stworzono sobie teraz takiego wroga, taką obcą masę w postaci „krytyków”. Cały czas mówi się o tym, podkreślając, że z jednej strony jesteśmy my, widzowie, uczciwi, maluczcy fani, którzy po prostu chcą iść do kina, nikomu nie wadząc, by popatrzeć na ładne obrazki. A z drugiej strony stoją ONI, te grono wyalienowanych samozwańczych ekspertów, którzy pławią się we własnym snobizmie. Krytycy. Co wszystko krytykują i nic im się nie podoba. No bo błagam, czego oni oczekiwali po filmie superbohaterskim? Szekspira? Proszę was.

Tyle, że to jest myślenie rodem sprzed kilkunastu lat i sprzed rewolucji, jaka się w tej materii dokonała. No dobra, może np. w polskiej prasie niekoniecznie i dalej coś mnie wzdryga jak czytam wyniosłe i pełne pogardy teksty o hollywoodzkich superprodukcjach w Gazecie Wyborczej, ale to też się prędzej czy później zmieni — na świecie już dawno ten moment miał miejsce. Polecę truizmem, ale trudno, czasami trzeba — dzisiaj każdy może być krytykiem. Możesz w minutę założyć bloga czy kanał na YouTube i pisać o filmach czy czymkolwiek innym. Fakt, nie będziesz w związku z tym jakimś filmoznawcą czy ekspertem, ale za to będziesz mieć perspektywę, z którą identyfikować się będą Twoi odbiorcy. Czyli, wiecie, „zwykli widzowie”.

Czy będziesz wtedy dalej widzem, częścią wspominanej przez Afflecka „audence” czy już może krytykiem? Bo wg Rotten Tomatoes jesteś już krytykiem — i jeśli Twoja działalność jest wystarczająco ważna (tj. masz odpowiednio dużo odbiorców, działasz dostatecznie długo, etc. — tutaj lista warunków), to Twoja recenzja Batman v Superman trafi do rubryczki razem z innymi — i też złoży się na ten niepokojąco niski procencik. Serio, przescrollujcie sobie listę recenzji na RT — są tam periodyki, poważne gazety, ale i blogi czy YouTube. RT akurat nie przespało tej całej internetowej rewolucji i ci wszyscy ludzie, którzy kiedyś zakładali blogi chcąc po prostu pisać o filmach, ludzie dosłownie tacy jak ja czy Wy, jeśli np. prowadzicie jakiegoś bloga, również decydują o krytycznym przyjęciu m.in. tego naszego nieszczęsnego dzieła Snydera.

2

Nie wspominając już o tym, że generalnie filmy z superbohaterami tak się rozpanoszyły, że do ich opisywania delegowani są ludzie, którzy w temacie siedzą, mają punkt odniesienia i widzą o czym piszą. Generalnie. Tak jak wspominałem w ostatnim vlogu, to też są przy okazji mniej-więcej ci sami ludzie, którzy wysoko oceniali Deadpoola, Guardians of the Galaxy czy Winter Soldiera. Nie przypominam sobie przy okazji, by ktokolwiek z pracujących nad tamtymi filmami opowiadał, jak to nie robi filmów dla krytyków, a dla widowni. Może dlatego, że nie musieli ich desperacko bronić, bo broniły się same? Bo chyba nikt mi nie powie, że Deadpool był tworzony „dla krytyków”?

I na koniec jeszcze mimo wszystko polecałbym lekką ostrożność odnośnie ogłaszania, jak bardzo Batman v Superman podoba się publice. Jasne, sprzedaje się jak głupi, ale przy takim marketingu — i, no, umówmy się — Batmanie i Supermanie na plakacie — to nie było szans, by to się nie sprzedało. Tutaj więcej powiedzą kolejne weekendy, które będą trudniejsze w box office. Ale sprzedaż to jedno, kompletnie za to bym się nie sugerował ocenami użytkowników w portalach takich jak IMDb. Nie dość, że film był wysoko oceniany jeszcze przed premierą przez jakieś tysiące użytkowników, to teraz przy tej całej nagłaśnianej wojence widzowie kontra krytyka, wiadomo, że te oceny są bardziej polem walki między fanbojami i hejterami, a nie jakąkolwiek miarodajną próbą oddania reakcji widowni.

Okej, czas na podsumowanie. Nie mam pojęcia czy Batman v Superman będzie dobrym czy złym filmem. To znaczy jasne, nie jestem aż tak naiwny, ale tak jak wspominałem, nie to jest tematem tutejszych rozważań. Niezależnie od jakości i poziomu tej produkcji, ocena całości to subiektywna sprawa każdego widza z osobna. Dzielenie tychże na jakieś grupy, z których przecież i tak jednak zawiera się w drugiej (no bo krytycy to też siłą rzeczy część widowni, prawda?) oraz dopisywanie im jakiejś reakcji z urzędu, to jakiś absurd i kompletny bezsens, który w zasadzie idzie uzasadnić wyłącznie desperacją ludzi, którzy muszą powiedzieć o nim coś dobrego i mają z tym problem.

4

Róbcie dobre filmy zamiast wojen.

A tutaj znajdziecie drugi komentarz w tej sprawie – po raz kolejny Oskar publikuje/pisze coś w tym samym czasie, co ja i na ten temat, co ja. Hive-mind.

  • Darth sheldon

    Byłem na filmie z dubbingiem (nie ma takiej siły która by ściągnęła mnie na 3D z napisami) i w sumie jest dobrze (i nic więcej), Rozenek całkiem nieźle zagrał Batmana (największy pozytyw polskiego dubbingu), Affleck też dobrze grał (choć muszę jeszcze iść na napisy 2D), fabuła jest średnia i niezbyt subtelna (obejrzycie to będziecie wiedzieli).

    • diGGy WP

      Najlepsze w dubbingu było tłumaczenie, szczególnie jednej sceny z trailera ;)

      • Darth sheldon

        Najpierw muszę obejrzeć oryginał by porównać ,choć raczej napisy bedą takie same lub podobne.

  • Jacek Krzyżanowski

    Po pierwsze oceny “widzów” na RT, IMDB czy Metacriticu są totalnie niewiarygodne. Dlaczego? Wystarczy sprawdzić ile jest perfekcyjnych 10/10, które wyskoczyły “nagle” jak tylko można było je wystawiać. Zresztą na IMDB wysokie noty “od fanów” pojawiły się jeszcze przed oficjalną premierą (około 10 tys. bardzo pozytywnych głosów)! Tym bardziej, że mamy tutaj do czynienia z jakąś odmianą “phantommenacingu” – fani nie chcą po prostu przyjąć do zrozumienia, że dostali film, który przy dobrych wiatrach można nazwać przeciętnym i zaczęli go bronić, bo to przecież Batman czy Superman, nie mogą być źle oceniani, a wszyscy inni się mylą! Jest to sytuacja tym bardziej żenująca, że wystarczy przeczytać komentarze pod BvS na różnych portalach: jadu względem Disney-Marvel, MCU czy nawet najnowszych SW:TFA jest tyle, że można by wytruć z pół populacji Ziemi.

    • Rarian

      Równie dużo jest ocen 1/10 wystawionych od fanów ‘innej stajni’. Tak więc psychofani DC oceniają filmy marvela na 1 i vice versa. Zresztą to działa w dwie strony, to samo z fanami PESa i FIFY, Samsunga i Appla etc. etc. Tak więc summa summarum jak film ma > 100 000 głosów, to można przyjąć, że ocena dobrze oddaje to jak bardzo film się ludziom podobał.

      • Jacek Krzyżanowski
      • Jacek Krzyżanowski

        “Równie dużo jest ocen 1/10 wystawionych od fanów ‘innej stajni'”

        Sorry ale mijasz się z prawdą – popatrz jak to wygląda na IMDB. Kompletnie nie przystaje to do rozkładu normalnego, który powinniśmy zaobserwować, który zachodzi jeżeli weźmiemy skalę od 1 do 9 dla 10 jest to totalnie zakłamane – 30% ocen 10/10! Widać gołym okiem, że jest to zorganizowana akcja fanów DC.

        • Rarian

          Mhm, zorganizowana akcja. Ale chyba reptalian. Nie przyszło Ci do głowy, że film się niektórym ludziom po prostu podobał? Przed premierą, ludzi, którzy oceniają ‘bez obejrzenia’ było niecałe 10 000, po premierze liczba wynosi aktualnie 150 000.

          Ja sam dałem filmowi ósemeczkę na filmwebie, ale w pełni rozumiem, że ktoś kto jest bardziej niedzielnym widzem może dać dyszkę bez bycia fanboyem DC, ten film ma fenomenalną akcję, a nie każdemu zależy na character development czy dobrym montażu. Mi mimo wszystko zależy, więc ‘tylko’ 8, a za fanatycznego widza się bynajmniej nie uważam.

          • Jacek Krzyżanowski

            No ja cię proszę, bądźmy poważni. 30% to oceny 10/10 zaginając totalnie rozkład normalny. Jeżeli ktoś miał chociaż jakąkolwiek styczność ze statystyką to zauważy, że tutaj mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją oceniania. Możesz przejrzeć dowolny film i zauważyć, że występuje tam krzywa Gaussa. Już przy nawet przy MoS ją widać (chociaż przy ocenach 10/10 nadal jest lekkie zakłamanie). Nie neguję, że film “musi” się podobać lub nie – mówię o tym, że ocena jest totalnie niereprezentatywna i wbrew temu co mówiłeś nie ma znaku równości pomiędzy ilością ocen 1 lub 0 na 10 a 10/10.

          • Rarian

            No ale nie od dziś wiadomo, że publika patrzy zero-jedynkowo i często dla niektórych “podobało się” = 10. Po prostu rozbawiła mnie teoria o ‘zorganizowanej akcji’, bo brzmi cholernie ‘spiskowo’. Co najwyżej można powiedzieć, że fanom DC podobało się na tyle, że dają za wysokie oceny.

          • Jacek Krzyżanowski

            Po pierwsze nie teoria ani o żadnym spisku nie ma mowy. Fani DC dość otwarcie na różnych forach, redditach czy właśnie w dyskusjach na IMDB namawiali do oceniania na 10/10. Poza tym nadal nie rozumiesz różnicy między “podobało się” a ocenianiem “na pohybel krytykom, bo oni się nie znają”. Poza tym, jeżeli jest tak jak mówisz to można by to zaobserwować przy innych produkcjach… a tak zwykle nie jest. Dla tego mówię tutaj o sytuacji, która odstaje od normy, a gdyby się przyjrzeć rozkładowi dla produkcji przy, których nie ma takiego odzewu “od fanów” i ogólnego ataku na “krytyków” to rozkład normalny zachodzi zawsze.

  • Rarian

    A ja myślę, że wiem o co Affleckowi chodziło. Chodziło o to, że krytycy oceniają film jako pewne dzieło (bo taki ich zawód), rozkładają na czynniki pierwsze i analizują jak wypada montaż, jak scenariusz, jak zdjęcia, jak muzyka, a jak zagrał konkretny aktor. Czasem w tym wszystkim umyka ten zwyczajny czynnik “funu” i moim zdaniem trochę tak jest w tym wypadku.

    Miałem przyjemność (tak serio – przyjemność :D) obejrzeć BvS. Film zawodzi jako dzieło filmowe, ale ogląda się go mega przyjemnie i dostarcza tam gdzie powinien, jest po prostu komiksem na ekranie. I to takim Jepha Loeba, bo mnogość bohaterów i wątków się sypie z każdej strony. Jakbym miał to ocenić go jak danie i silić się na krytyczny obiektywizm to dałbym 6/10, rozwalone na talerzu, wymieszane, niektóre składniki nijak nie pasują, ale potem biorę kęs i kurde, to po prostu dobrze smakuje. I po zjedzeniu, jak przychodzi do oceny to jestem jak najbardziej na tak. I tak jest z tym filmem. To naprawdę ciężko opisać, ale cóż – wiem co Ben miał na myśli.

    • Nie zgodzę się, naprawdę wyrośnijmy już z tego dziwnego pojmowania krytyki filmów jako fachowej teoretycznej analizy – ta pozostała domeną w zasadzie tylko prasy specjalistycznej. Nikt już dzisiaj takich recenzji nie czyta. Serio, przeczytaj sobie recenzje np. Guardians of the Galaxy w popularnych portalach czy prasie, myślisz, że znajdziesz tam jakieś rozkładanie tego w gruncie rzeczy prostego filmu na czynniki pierwsze? Nie, docenia się właśnie fun factor, kreację postaci, dialogi, etc, czyli takie niezbędne minimum dla tego typu produkcji. I dokładnie tak samo oceniany jest BvS.

      • Rarian

        Wyżej już dyskutowałem na ten temat, ale dla klarowności tej dyskusji napiszę to tutaj jeszcze raz tymi samymi słowami; imho naprawdę nie można stawiać równania krytyk = normalny widz. Krytyk (każdy, nawet youtubowy) od statystycznego widza różni się tym, że OGLĄDA filmy w ilościach hurtowych, zna się na kinie dużo lepiej, dostrzega wady, których przeciętny widz nie dostrzega. Gadałem o filmie z kilkunastoma znajomymi, wszystkim film się podobał, nawet nie czytali recenzji i kiedy zwróciłem uwagę na to czy przeszkadzał im montaż zapytali “eee co?”. No i o tym właśnie mówię, ludzie, którzy się na czymś znają oceniają inaczej niż ludzie, którzy o czymś się nie znają. Widzowie oceniają często tylko w kategorii ‘I had fun’ / ‘I had no fun’, krytycy nie mogą sobie pozwolić na tylko taką ocenę. A przynajmniej nie wszyscy :).

        • No i właśnie szufladkujesz ludzi na tych co sie znajo i co sie nie znajo, a to tak nie wygląda – jasne, są ludzie, którzy mają w dupie w zasadzie wszystko i chcą tylko, żeby było głośno, ale dalej masz pełną skalę erudycji, wiedzy, liczby obejrzanych filmów i tak dalej. Są krytycy, którzy coś publikują i gówno się znają, są też widzowie, którzy nie zaprzątają sobie głowy publikowaniem swoich opinii, a mają ogromną wiedzę. Dlatego dzielenie całej publiki na dwie kategorie to jawny absurd, szczególnie w kontekście tego, że Affleck czy Adams w ten sposób sugerują, że zrobili film dla tych mniej wymagających i mniej rozgarniętych widzów. Ponownie, nie przypominam sobie by ktoś mówił, że robi film “dla publiki” przy okazji Guardians of the Galaxy albo Deadpoola, a bawili sie na nim ludzie niezależnie od poziomu filmoznawczej wiedzy. (Spoiler: bo nie musieli tak desperacko swojego dzieła bronić)

          • Rarian

            Ale krytyków, którzy się nie znają raczej nie agreguje RT. Tam są pewne wymagania względem krytyka; popularność, która chcąc nie chcąc łączy się z bazową wiedzą. Czytałem sporo recenzji z pomidorów i naprawdę żadna nie opierała się o czysty fun factor. Będę się upierał, że w ocenie krytyka tenże gra dużo mniejszą. rolę. Ilu krytyków zaczyna wywód od “podobało mi się, ALE…”, a ilu widzów poprzestaje na stwierdzeniu “podobało mi się, kropka”.

            Ludzie oceniają filmy inaczej. Wiesz ilu fanów SW oceniło Star Warsy bardzo słabo? Masa (wystarczy rzucić okiem na metacritica, gdzie w recenzjach jest fifty-fifty, a średnia jest dużo niższa niż np. BvS), nie obchodzili ich fajnie poprowadzeni bohaterowie, ani to, że w filmie zastosowano fenomenalne efekty praktyczne. Nie. Im przeszkadzało, że np. film zerwał z expanded universe. Albo że kopiuje Nową Naddzieję. No i smażyli takie recenzje. I czy ja mam gorzej oceniać ich filmowy gust? A gdzie tam. Mają prawo do takich ocen. Tak samo fani rozpierduchy, fajnych efektów i wartkiej akcji mogą wysoko oceniać BvS i dla nich nie ma znaczenia, że w tym filmie nie ma character development, bo ich ono nie obchodzi. Wśród krytyków takich widzów nie uświadczysz. No i na tym opiera się różnica w odbiorze ‘ludzi-ludzi’ i ‘ludzi-krytyków’. To nie chodzi o szufladkowanie, to chodzi o pewien rozstrzał w podejściu do filmu. Mam nadzieję, że teraz lepiej wyłożyłem o co mi chodzi.

          • Wyłożyłeś tak samo i tak samo dalej się mylisz. Problem Twojego rozumowania polega na tym, że założyłeś sobie z góry pewną tezę i teraz wyszukujesz jakieś pojedyncze przykłady na jej poparcie, zupełnie wyrwane z kontekstu. Powtarzam zatem jeszcze raz – nie, nie ma ludzi-ludzi i ludzi-krytyków. Każdy widz jest automatycznie krytykiem gdy wypowiada się o filmie i każdy krytyk jest widzem z oczywistych powodów. Możesz sobie dorabiać do tego teorie, czym się dana grupa charakteryzuje na podstawie, nie wiem, reakcji znajomych czy czegoś, ale to naprawdę nie zmienia faktu, że współcześnie, dzięki powszechności internetu widz=krytyk, a poziom filmowej erudycji czy elokwencji to KOMPLETNIE rozdzielna sprawa.

          • Rarian

            Ech, Ichabod, ale ja cały czas mówię o krytykach agregowanych przez RT. To, że widz=krytyk to jest truizm, ale na RT masz specyficzny wycinek tych krytyków, przez to, że muszą przejść odpowiedni proces kwalifikacji. No i stąd częsty rozrzut między średnią widzów a średnią na pomidorach. No ale nvm, chyba w tej kwestii nie dojdziemy do konsensusu.

          • To nie jest specyficzny wycinek, to jest pełny przekrój, od krytyków w prasie, po blogerów i youtuberów. Jedynym kryterium jest wielkość widowni i regularnie publikowanie. Także no nie, nie dojdziemy do konsensusu ;)

          • Rarian

            Tak, pełen przekrój? Czyli są tam przedstawiciele grup takich jak np. chiński widz, który jest fanem rozpierduchy i da 10/10 wszystkiemu co ma wybuchy? Jest tam gimnazjalista, który daje 10/10 GoT, bo są cycki? Jest tam die-hardowy fan DC, któremu wystarczy cameo Aquamana by dać 10/10? Itd. itd. Nie, tam są ludzie, którzy mają pewne (mniejsze lub większe) kwalifikacje by tworzyć recenzje filmów, tacy, którzy na filmach się znają, a tym samym jest to specyficzny wycinek. Zresztą to oczywiste, bo inaczej różnice między ‘po lewej’ a ‘po prawej’ byłyby na granicy błędu statystycznego a nie rzędu blisko 50 punktów procentowych…

          • Bzdura. Jeśli chiński widz (wtf), który lubi rozpierduchę spełni formalne warunki, to się wśród tych tych krytyków znajdzie. Nie wiem, nie czytam wszystkich recenzji tam zamieszczanych, ale sam ten fakt świadczy o tym, że podział na krytyków i widzów dawno runął.

          • Rarian

            Oczywiście pisząc chiński widz nie chodziło mi o to, że Chińczycy mają jakieś gorsze podejście do kina, bo mogło to tak źle zabrzmieć, miałem na myśli jedynie fakt, że tacy Transformersi są tam wielbionym kinem a na zachodzie często kręci się na nie nosem. To był przykład a nie próba determinowania gustu filmowego całego narodu, mam nadzieję, że to rozumiesz.

            A co do warunków formalnych to właśnie o tym mówię cały czas, ktoś kto zakłada blog o filmach i tam je ocenia musi się na nich choć trochę znać. Oczywiście czysto teoretycznie może go założyć każdy, ale w praktyce oczywiście tak nie jest. No i dalej nie odnosisz się do argumentu rozrzutu punktowego, który mimo wszystko działa na niekorzyść Twojej tezy, że agregowani przez RT krytycy to doskonały przekrój widzów. To nieprawda.

          • Rarian

            Warto nadmienić, że ten argument, że dużo ludzi ocenia film bez oglądania szybko się dezaktualizuje. Czy ci fani, którzy dali dyszkę bez oglądania nie obejrzeli do tej pory tego filmu? No ja obstawiam, że większość go widziała. Czy zmienili ocenę? Pewnie niektórzy tak, ale pewnie też wielu nie. Więc dlaczego oceniać ich głosy jako zakłamanie statystyki?

          • No bo są zakłamane, sam sobie odpowiedziałeś.

            Wracając do chińskich widzów i reszty – dalej trzymasz się jakiejśtam teorii, którą sobie założyłeś. “ktoś kto zakłada blog o filmach i tam je ocenia musi się na nich choć trochę znać” – to jest puste stwierdzenie, no bo co to znaczy “sie znać”? I gdzie leży granica między znaniem się a nieznaniem się? To wszystko jest tak umowne i nieokreślone, że naprawdę nie ma co stawiać tutaj sztucznych podziałów, które nijak się mają do rzeczywistości.

            “nie odnosisz się do argumentu rozrzutu punktowego, który mimo wszystko działa na niekorzyść Twojej tezy”
            Czasami jest, czasami nie ma. To niczego nie udowadnia. masz po prostu dwie grupy ludzi, wiadomo, że oceny nie będą identyczne. A przede wszystkim, nigdy nie jest tak, że jakaś grupa z urzędu wystawia wyższą czy niższą ocenę od drugiej – to kwestia indywidualnego podejścia członków grup, które oceniają, a nie jakichś ogólnych prawideł i cech, które próbujesz im tutaj narzucić.

          • Rarian

            Granica, o której piszesz w drugim akapicie jest oczywiście płynna, ale im lepiej się ktoś zna tym inaczej ocenia filmy. I to nie jest ‘jakaś teza, którą sobie założyłem’, tylko to raczej oczywistość, którą odnieść można do wszystkich dziedzin życia. Im więcej czegoś widziałeś/czytałeś tym inaczej oceniasz każdy kolejny wytwór intelektualny w tej konkretnej dziedzinie. Przykład? Znasz się na komiksach o niebo lepiej niż ja, więc inaczej oceniasz też komiksy. Masz większe spectrum porównania, dostrzegasz elementy, których ja nie dostrzegam. Gdybym wziął do ręki komiks ilustrowany przez Grega Landa pewnie bym nawet nie zauważył, że coś jest nie tak z ilustracjami, Ty zauważasz właśnie dzięki bazie, że tak powiem ‘wiedzowej’, którą dysponujesz w branży komiksów. No i taką samą wiedzę posiadają krytycy z RT, bo każdy z tych blogerów/vlogerów i przedstawicieli prasy filmowej zna się na kinie lepiej niż przeciętny widz. Taką samą wiedzę posiadasz Ty, bo prowadzisz blog o tematyce filmowej, jedną z Twoich pasji jest kino. I też ocenisz ten film inaczej (nawet nie ten, a każdy) niż ocenia go przeciętny widz.

            Co do zakłamania oceny to właśnie wyjaśniłem, że nie są zakłamane :D to, że ktoś daje 10, bo film mu się podobał to nie zakłamanie oceny to co najwyżej popadanie w skrajną egzagerację. Zakłamaniem byłoby gdyby te oceny pochodziły od ludzi, którzy nie widzieli tego filmu, ale skoro oceny ‘w ciemno’ pochodzą od psychofanów i ew. psychohejterów to chyba, zwłaszcza ci pierwsi, już widzieli film. Gdyby im się nie spodobał z pewnością nie omieszkaliby zmienić oceny, jeżeli ją pozostawili to należy raczej przyjąć, że po prostu film im się podobał przynajmniej na tyle by pozostawić wystawioną ocenę.

          • Viatoro

            Rarianowi chodzi o to, że krytycy po lewej stronie na RT oceniają montaż, efekty, jakość scenariusza, grę aktorską, reżyserię i jak to wszystko razem zagrało chociażby w ostatnich SW. A dla tych krytyków po prawej Kylo Ren wyglądał jak gimbus i zepsuł tym film – 2/10.

            Nie, nie zabieram głosu w tej dyskusji, przekładam tylko na prosty przykład co pisze Rarian. Dla mnie gdzieś rozłam istnieje, może niekoniecznie na tej linii krytyków z lewa i prawa na RT, ale rozłam wśród widzów jest, co widać jak nie na BvS, to na tym, że ktoś nadal ogląda Transformersy i to na siebie zarabia.

  • Mateusz Sobczak

    Chodzi o to, że przed filmem próbowano nam wmówić, że to będzie coś co poruszy ważne tematy, pokaże historię herosów w nowym niesamowitym wydaniu, przeciwnicy będą wymagający a fabuła porywająca. Ludzie na pokazach testowych(ponoć) płakali była owacja na stojąco. Całe te Marvelowskie “komedyjki” czy jak to nazwał Snyder kolejne smaki gumy balonowej (Ant Man) miały zostać wciągnięte nosem przez to dzieło. A się okazało, że jednak nie koniecznie…. No, ale źli krytycy, którzy może lekko przesadzili, ale średnia ocen na RT daje 5/10 a fani (nie ci, którzy nie mogą się pogodzić z sytuacją) dają od 5 w górę i tak do 8.

    • Rarian

      Co za bzdury. Nikt tak nie próbował wmawiać. I Ichabod nawet o tym nie pisze.

      Chodzi o to, że krytyk też zasadniczo jest widzem. Nie wiem po co próbujesz w tym komentarzu antagonizować świat fanów marvela i fanów DC jak to w ogóle nie o to chodzi.

  • Camtes

    Ja czytam opinie na zagranicznych serwisach i blogach żadnej masakry nie widzę :) jednym się podoba mniej, drugim bardziej, innym wcale. Przecież było wiadomo od początku, że tak będzie. Zero zaskoczenia :)

    • Rarian

      A to też akurat prawda. Nie wiem jakich youtuberów followuje Ichabod, ale internetowcy raczej są na tak bardziej niż na nie. Baaa, wczoraj oglądałem recenzje Oskara i przyznał, że filmowi raczej bliżej do bycia ‘niezłym’ niż ‘fatalnym’. Internety to zasobne miejsce, więc znajdą się i złe opinie blogerów i vlogerów, ale większość jest dość pozytywna. Przynajmniej ta, którą ja widziałem.

      Warto też dodać, iż “73% badanych amerykańskich widzów oceniło ten film jako bardzo dobry lub znakomity, co bardzo różni się od opinii bardzo negatywnych opinii krytyków. Oznacza to, że 27% badanych oceniało ten film niżej. 60% badanych zdecyduje się go polecić znajomym. Natomiast 33% stwierdziło, że pewnie wspomni o nim znajomym”. Każdy wnioski może wyciągnąć sam, ale statystyka jest dość korzystna dla BvS.

      • Oskar “komiksomaniak” Rogowski

        bo nie twierdziłem, że jest fatalny – najlepsze określenie to “zmarnowany potencjał”. Natomiast wydaje mi się że ten tekst Ichaboda (i mój podlinkowany filmik) nie odnosi się do jakości filmu, tylko tej sztucznej wojny “krytycy vs fani”.

        • Rarian

          Oczywiście, że tak. Odnosiłem się tylko i wyłącznie do tezy Ichaboda o “zmasakrowaniu go przez prasę i blogi”. Chyba, że chodziło tylko o tych blogerów, których agreguje RT, wtedy będzie to prawda. Mi chodziło bardziej o opinie tych co popularniejszych YouTuberów, którym raczej film się podobał :).

    • Wychodzę z założenia, że jeśli ledwie 29% recenzentów jest w stanie wykrzesać z siebie coś pozytywnego o tym filmie, co pozwoli zakwalifikować taką recenzję jaką pozytywną, to to jest masakra i wdeptanie tego filmu w ziemię – szczególnie w kontekście tego, jak hajpowana była to produkcja i jak wiele nam po niej obiecywano. Plus, w sumie spotykam sie głównie z negatywnymi recenzjami w social media, ale nie wiem, moze mam samych krytyków na Twitterze, a nie zwykłych ludzi :P

  • Rarian

    Jeszcze jedna kwestia; wydaje mi się, że wściekłość ludzi na pomidory wynika ze specyfiki działania tej strony. Bo wielu średnią 29% utożsamia z oceną 3/10 dla filmu, co byłoby kuriozalne. A to w ludziach, którym się film podobał wywołuje niezrozumienie i irytację.

  • OL AF

    Ludzie od zawsze chcieli igrzysk…teraz mają internet. Takie wojny są bez sensu (jak każda z resztą) ale ta szczególnie mnie bawi. Każda osoba biorąca udział w tej krucjacie przeciw krytyką strzela sobie w stopę bo po pierwsze to bitwa między opinią a opinią a po drugie znów widzimy jak tłum ślepo podążający za głosem mądrości budzi się i słyszy tylko zwykłego człowieka. Za tydzień i tak każdy o tym zapomni.

  • Darth sheldon

    Dziwi mnie jedna rzecz. Dlaczego najlepszy (i łysy przez cały film) Lex Luthor musiał się pojawić tylko w średnim Superman:Powrót, to był jakiś wielki problem dla Snydera by zamiast Eisenbera zatrudnić Kevina Spaceya.

    • iron1992

      Bo Kevin Spacey już miał inny projekt na głowie, lub nie chciał się w to teraz bawić?

    • Fani koniecznie chcieli Briana Cranstona, z tego co pamiętam

  • iron1992

    Sorry że tak się wyrażę ale powiem to tak, dzisiaj jest wielkie zachłyśnięcie się filmem a za kilka tygodni będzie z tego sraczka, ktoś się z tym prześpi, uświadomi sobie że coś nie grało itp i mu oceny polecą w dół. Może i zabrzmi to nie znam się, ale się wypowiem ale zapewne i tak film zostanie zjechany z błotem. DC zazwyczaj próbuje swoje filmy aktorskie zrobić na zasadzie wielka zżyna z komiksu która przyznajmy się to kiepsko wychodzi. Ale wracając do tej wojny “widzów” i “krytyków” ten cały widz po prostu ma to och, ach i to się utrzymuje przez jakiś czas, a krytyk po filmie się zaczyna nad nim zastanawiać. Ale kończąc ten temat jeśli nie chcecie mieć gówno burzy “widzowie” vs “krytycy” to róbcie filmy które będą dobre, a nie co najwyżej średnie.

    • Rarian

      Ja tutaj skopiuję to co pisałem u Oskara, ale warto zauważyć, że imho naprawdę nie można stawiać równania krytyk = widz. Krytyk (każdy, nawet youtubowy) od statystycznego widza różni się tym, że OGLĄDA filmy w ilościach hurtowych, zna się na kinie dużo lepiej, dostrzega wady, których przeciętny widz nie dostrzega. Gadałem o filmie z kilkunastoma znajomymi, wszystkim film się podobał, nawet nie czytali recenzji i kiedy zwróciłem uwagę na to czy przeszkadzał im montaż zapytali “eee co?”. No i o tym właśnie mówię, ludzie, którzy się na czymś znają oceniają inaczej niż ludzie, którzy o czymś się nie znają. Widzowie oceniają w kategorii ‘I had fun’ / ‘I had no fun’, krytycy nie mogą sobie pozwolić na taką ocenę. A przynajmniej nie wszyscy :). I te cholerne Tranformers są tu najlepszym przykładem, bo ciągną Paramount od lat, bo widzowie je w dużej mierze kochają nie przywiązując takiej uwagi do wad, które dostrzegają krytycy.

      • iron1992

        Tu się zgodzę, krytyk po wyjściu z kina powie, aha to było słabe, to było jeszcze gorsze ale tamto było dobre. To jest normalne u krytyków tylko widzowie też powinni sami oceniać jak im się ten film podobał. Nie tylko fun czy No fun. Poza tym za kilka miesięcy widzowie i tak dojdą do wniosku że to był shit nie hit (mówiąc wciąż o tym filmie). Ale wracając do tematu zawsze gówno burza będzie bo ktoś go ocenił jako shit a zgraja fanów powie że to hit. A tutaj w sumie wystarczy kręcić lepsze filmy a nie ten shit który fani łykają jak pelikany.

        • Rarian

          Mam inne zdanie. To ocena tuż po wyjściu z kina z takiego filmu jest najważniejsza. Bo to ona wskazuje, czy Ci się podobało czy nie. Bo rozkładanie filmu na czynniki pierwsze nie dostarcza już żadnej rozrywki, a film powinien w pierwszej kolejności stanowić właśnie jej źródło. Ale jak ktoś lubi tak robić to niech robi.

          • iron1992

            te wszystkie ochy i achy są dobre jeśli chodzi o pobyt w sali kinowej i zachwycanie się jakimiś momentami, ale nie całym filmem. To tak na marginesie. Poza tym na siłę “ratowanie” filmu bo on sam się nie ratuje to jest już lekka przesada. Ale wracając do samego tematu jeśli film jest na tyle dobry że te ochy i achy będą pozytywne to film sam mówi że jest dobry, ale jeśli te ochy i achy są z tej żenady to już słabo dla tego filmu jest.
            I właśnie dlatego nie lubię DC oni nie potrafią kręcić filmów bo chcą albo zrobić praktycznie skretyniałą komedyjkę, ale centralną zżyne z komiksu.

  • Gert

    Właśnie wróciłem z filmu

    Po Green Lantern i nowej Fantastycznej Czwórce myślałem że już nic gorszego nie zobaczę

    A jednak, Snyder podniósł tą i tak finezyjnie zawieszoną poprzeczkę…

    • Rarian

      Uważasz, że ten film był gorszy od F4 :D? Wow, to chyba najbardziej hardcorowa opinia jaką widziałem na jego temat w internetach, ale obv masz do niej prawo.

      • Gert

        Tak, tak uważam. Wyszedłem z seansu 45 minut temu i mam ochotę wywrzeszczeć Snyderowi prosto w twarz to co o nim myślę

        W tym filmie wszystko ssie – beznadziejne CGI (widziałem film w IMAX) , beznadziejne dialogi, montaż scen, SuperLoiSLane która w ciągu 35 minut potrafiła obskoczyć Washington DC, Gotham i Metropolis, a której rola ogranicza się do bycia damą w opałach. Aaa i zaliczyła najgłupszą scenę w filmie.

        Otóż wrzuca do wody kluczową broń Batmana przeciwko Supermanowi (wrzuca ją do wody po tym jak Batman i Superman zakumplowali się) po czym dwie sceny później nurkuje do tej wody po tą broń, a przy tym prawie umiera, bo okazuje się że tylko ta broń może pokonać Doomsdaya

        Liczba dziur w scenariuszu na oko ze 3 razy większa niż w MoS

        Swoją drogą to Man of Steel przy tym filmie był całkiem udany jak na Snydera…

        Pewnie słyszałeś że Batfleck dał radę? No dał. Był troszeczkę mniej chujowy niż reszta…

        Lex Luthor z tego filmu to tak naprawdę nie jest Lex, tylko Alexander Luthor Jr.
        A Jesse Eisenberg tak naprawdę nie gra Luthora tylko nieudaną parodię Jokera od Heatha Ledgera.

        Serio, gra to samo co Heath Ledger tylko kompletnie mu to nie wychodzi….

        • Rarian

          Ale ja oglądałem film wczoraj na przedpremierze w IMAXie :D więc nie musisz mi pisać na co mam się nastawić. Mam zgoła odmienne zdanie, film jest bardzo przyjemnym widowiskiem, w którym poza montażem i scenariuszem grało wszystko :). Nie będę się spierał co do oceny poszczególnych scen, poza tym sporo zaspoilowałeś ludziom, którzy nie widzieli. Tak czy siak film na pewno jest kontrowersyjny i na pewno nie będzie uniwersalnie wielbiony. Ale nie umiem mu odmówić solidności i bycia po prostu bardzo fajnym popcornowym rzemiosłem, które łapie za serducho każdego fana DC :).

        • Tirkk11

          Zgadzam się w 100 % film gorszy od MoS dodam tylko że niektóre ujęcia (zwłaszcza te z supermenem na tle nieba ) były chyba tylko po to aby wydłużyć seans :) po połowie miałem już dość. Zajebiste było jak Batman w 10 minut się przebrał rozwalił kilkudziesięciu oprychów i uratował matkę Kenta a superman w tym czasie doleciał tylko do Lexa :))

        • Placuaf aka. krawieck[PL]

          Prosiłbym abyś dodał za pomocą funkcji edycji komentarza na początku spoiler alert. Ja osobiści mam ten film kompletnie w dupie i już sam tytuł (Bantman vs Superman SRSLY!?) nie zapowiadał niczego dobrego.

  • Mnie w sumie zastanowiła definicja “krytyka”. Jestem filmoznawcą, czy więc automatycznie pod to podpadam, czy muszę założyć bloga? XD

  • bart13

    To Warner Bros, oni wymyślają prawa, których sami nie rozumieją i nie przestrzegają: na przykład mają zasadę do Fanfilmów, że „Nie można monetyzować takich filmów ani pokazywać bohaterów W PONIŻAJĄCY SPOSÓB”, przy czym sami robią odcinek animowanego batmana, gdzie trwa on półtorej godziny i batman, oraz reszta bohaterów w nim… większość czasu śpiewają i to w taki sposób, że możnaby używać tego odcinka do tortur w Guantanamo, zamiast Waterboardingu. Aha, czyli oni są równiejsi, tak?

Navigate