Za mną seans Sausage Party. Idąc do kina, niby doskonale wiedziałem czego się spodziewać, ale i tak film mnie lekko zaskoczył.

Prawdę powiedziawszy, miałem się wcale na ten film nie wybierać do kina – ot, przywykłem już, że komedie z Sethem Rogenem, Jamesem Franco i cała tą ekipą zaprzyjaźnionych aktorów nie mają do zaoferowania wiele więcej poza naprawdę zabawnymi trailerami. I tutaj sytuacja jest z grubsza podobna – najlepsze sceny już widzieliście w trailerze, ale cała historia kładzie nacisk na coś innego, niż sugeruje zwiastun.

Myślałem, że cały dowcip ograniczy się do motywu z ożywającym jedzeniem niczym w kultowym Foodfight! (wygooglujcie to sobie) i rysowaniu analogii między gadającymi parówkami i codziennym życiem na sklepowych pólkach, a naszą popkulturą i rzeczywistością. I jasne, jest tego w filmie sporo, przede wszystkim z uwagi na to, że każdy gadający artykuł spożywczy to tutaj inny stereotyp (wobec tego bajgle kłócą się z lawaszami o miejsce na półce), a i odwołań do popkultury jest sporo, na czele z gościnnym występem meat loafa.

1

Wszystko jednak kręci się wokół dość mało subtelnej aluzji do religii. Spodziewałem się, że będzie to jedynie krótki wątek w całym filmie, gdy okaże się, że całe to gadanie o The Great Beyond kończy się poszatkowaniem i wrzuceniem do gara, ale nie – główny bohater w zasadzie cały film usiłuje przekonać innych mieszkańców supermarketu, że to w co bezmyślnie wierzą, to fikcja. Zdecydowanie doceniam taki mało politycznie poprawny przekaz i że autorom nie zabrakło odwagi, by dość wyraźnie zarysować, to co chcieli powiedzieć.

Oczywiście wokół tej osi mamy też wartki potok rozmaitych gagów i dowcipów – często kloacznych, zazwyczaj z seksualnym podtekstem. Od czasu do czasu trafi się jakaś gra słów albo coś nawet bardziej wyszukanego, ale domyślacie się pewnie, że ogólny poziom humoru raczej nie wychyla się powyżej krawędzi sedesu. Co niespecjalnie razi, bo autorzy doskonale wiedzą co robią i dziarsko przekraczają wszelkie granice, sprawdzając jak daleko mogą się posunąć. Widziałem już wcześniej uprawiające seks lalki (pewnie więcej uprawiających seks lalek niż zdrowy człowiek powinien), ale artykułów spożywczych jeszcze nie. Do teraz.

2

Zasadniczo więc wiedziałem na co się piszę i mniej więcej to dostałem – zero narzekania tutaj. Natomiast mam dwa nieco inne problemy. Po pierwsze, liczba wulgarnych dialogów czy szokujących scen jest tutaj tak duża, że na początku może robi to wrażenie i bawi, ale z czasem zaczyna męczyć i zupełnie traci na mocy. Wrzucanie fucka do każdego zdania naprawdę nie czyni całości śmieszniejszą. Po drugie – polskie tłumaczenie zdecydowanie nie daje rady. Wiele żartów zostaje zwyczajnie pominięta lub popsuta – jeśli więc znacie angielski w miarę dobrze, nawet nie patrzcie na napisy.

Oczywiście film jest pokazywany w kinach tylko ze wspomnianymi napisami – dzięki czemu możemy słyszeć cała tę plejadę gwiazd użyczających swoje głosy. Obsada robi naprawdę doskonała robotę, a prawdziwą rewelacją jest Edward Norton podkładający głos pod bajgla, czyli nasz żydowski stereotyp. Sama animacja jest poprawna – daleko całości do arcydziełek Disneya czy Pixar, ale momentami potrafi zaskoczyć dbałością o szczegóły.

3

Generalnie, Sausage Party jest bezkompromisowym, bezwstydnym maratonem najgorszych dowcipów – jest tutaj jednak na tyle dużo szaleństwa i radochy z nieliczenia się z niczym, że trudno mieć o to pretensje do autorów. Jeśli wasze poczucie humoru plasuje się gdzieś w miejscu gdzie Deadpool spotyka Family Guya, to będziecie zachwyceni. Jeśli nie, to raczej możecie sobie seans odpuścić. Sala na moim seansie lała równo ze śmiechu… choć akurat nie w momentach, kiedy ja się śmiałem. Ale może to wina tłumaczenia.

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty
  • Piekielna Strona Popkultury

    Właśnie mam mniej więcej podobne odczucia. Humor momentami był kloaczny, ale trzeba przyznać, że rzeczywiście film ma swoje momenty. Zgadzam się z tym, że dość odważnie została tutaj podniesiona kwestia religii, duże brawa za to.
    Finałowa scena, albo też raczej – nazywając rzeczy po imieniu – scena wielkiej orgii, nieco mnie zniesmaczyła, aczkolwiek, doszukałam się tam zasady carpe diem i ogólnie pojętego hedonizmu. Nie wiem czy słusznie. Być może tak bardzo chciałam wierzyć w to, że Sausage Party da nam, widzom coś więcej. Z niemałym zaskoczeniem jednak jestem skłonna powiedzieć, że nie bawiłam się na tym filmie źle. I nie wyszłam z poczuciem obejrzenie kompletnej klapy.

    • Hej, cały system religijny im się posypał, trzeba było odreagować ;)

      • Piekielna Strona Popkultury

        Nie no, wszystko spoko, ja nie marudzę. Biorąc pod uwagę jaki to był pułap, jeśli chodzi o samą produkcję, to wyszło wszystko bardzo spoko. Aż się sama zdziwiłam, że nie chciałam po 40 minutach wyjść z kina (tak, brałam taką opcję pod uwagę).

  • Paweł Byjos

    W zasadzie zgadzam się w 100%, w swojej recenzji wymieniłem praktycznie te same plusy i minusy co ty 😁
    Film po 40-50 minutach przez te fucki był już męczący. Czasem miałem też wrażenie, że za dużo razy słyszę ten sam żart, to było coś w stylu tego jak Suicide Squad co chwilę przypominało nam, że Harley jest szalona. No i przedostatnia scena wielkiej orgii całego sklepu była za długa, a przez to niesmaczna i męcząca, no przynajmniej dla mnie i większości osób na sali.
    Film mimo wszystko jest niezłą wakacyjną rozrywką i małym powiewem świeżości na ekranach kin.

  • Piotr Bocian

    A ja właśnie nie do końca się zgadzam. Bo z jednej strony piszesz o tym, że wszystko co najlepsze pokazano w zwiastunie, a z drugiej, że cała historia kładzie nacisk na coś innego, niż sugeruje zwiastun. I to właśnie według mnie oznacza, że zwiastuny nie pokazały wszystkiego. Bardzo się obawiałem, że to właśnie będzie film z rodzaju tych, które pokazały w zwiastunie wszystko co najlepsze. Tymczasem film zaprezentował nam fenomenalną postać Lawasza muzułmanina, antagonistę żel intymny, rozbicie akcji na osobę Barry’ego oraz Franka i spółki, i oczywiście mamy całą tą subtelną aluzję do religii, a oprócz tego znacznie więcej mniejszych smaczków.

    Największy minus, to tak jak napisałeś – kiepskie polskie tłumaczenie, które nie tylko nie radziło sobie z tłumaczeniem nieoczywistych żartów, ale również było zdecydowanie zbyt ugrzeczniono w porównaniu z oryginałem.

    Ale tak czy siak jest do dla mnie jedno z największych odkryć ostatnich miesięcy w kinach. Nie jest to film wybitny, ale w moim przypadku rzeczywistość zdecydowanie przebiła oczekiwania. Polecam.

    • Trailery nie pokazały wszystkiego i jest przecież o tym mowa w tekście, natomiast najlepsze sceny (ta w mące czy w domu) były w trailerze i przez to niestety nie bawiły w połowie tak jak mogły, gdybym je widział pierwszy raz. To dwie odrębne kwestie, nie wiem gdzie tu widzisz sprzeczność.

      • Piotr Bocian

        Dla mnie najlepszą rzeczą w filmie była właśnie jego nieprzewidywalność i zaskakujące odejście od tego, co widzieliśmy w trailerze – mało subtelna aluzja do religii i bardziej subtelne aluzje i żarty, niekoniecznie kloaczne, paru świetnych bohaterów nieprzedstawionych w zwiastunie, brak poprawności politycznej. Myślałem, że dla Ciebie również.

        Biorąc pod uwagę powyższe, fucki i kolejne wymyślne uśmiercanie produktów spożywczych jest tylko dodatkiem.

        • Dla mnie również, ale to ponownie nie ma związku z tym, że najzabawniejsze sceny są właśnie w zwiastunie. :) Chciałbym przy tym zauważyć, że wspominam o tym w jednym akapicie na samym początku w formie płynnego przejścia od wstępu do reszty tekstu.

          I wow, wreszcie można mówić o poprawności politycznej w poprawnym kontekście, dziwne uczucie :)

          • Piotr Bocian

            Nie no, jasne, być może za bardzo zwróciłem na to uwagę, ale odczuwałem zbyt dużą potrzebę porozmawiania o tym filmie (znajomi niestety póki co wciąż nie wybrali się do kina) i uznałem, że taka mała zaczepka będzie dobrym wstępem do dyskusji.
            ( ͡° ͜ʖ ͡°)

          • Piekielna Strona Popkultury

            To ja też dorzucę swoje trzy grosze. Jakkolwiek, miałam duże obawy, jesli chodzi o ten film, to jestem mile zaskoczona. To film, może nie doskonały, ale na pewno oryginalny, jeśli chodzi o swój gatunek i klasę. Lawasz <3
            I tak, Łukaszu, mówienie o poprawności politycznej w poprawnym kontekście, to zdecydowanie nowe dla mnie uczucie.

  • michał

    Do kina na film “Sausage Party” poszedłęmz pewnymi nadziejami. Na podstawie zwiastunu pozwalałem sobie na stwierdzenie, że zapowiada się dobrze. Oryginalny, zabawny, nieszablonowy, specyficzny, trochę “niegrzeczny” i z klimatem “deadpoolowym”… Te wszystkie przymiotniki można przypisać właśnie zwiastunowi, ale już na pewno nie filmowi. Nie napiszę, że seans był zły. On był tragiczny. Już dawno nie żałowałemtak wydanych 21 złotych. Szczerze mówiąc, już wolałbym gubić tę samą kwotę, niż mieć przez jakiś czas sceny z tego “dzieła” w pamięci.

    Dlaczego on mi się nie podobał? Zacznijmy od początku.

    1. Scenariusz.
    Właśnie o to chodzi… Tutaj chyba nie ma scenariusza. Bohaterowie błąkają się bez sensu w różnych sceneriach. Gdybym miała streścić fabułę, albo napisać plan akcji, to miałabym spory problem. W moim mniemaniu ten film był o niczym – ot taki zlepek scen, które są ze sobą luźno związane. Wszystko jest proste, jak konstrukcja przysłowiowego cepa. Animacje dla dzieci mają o wiele bardziej bogatą fabułę, niż to coś (podobno dla dorosłych). Mi się wydaje, że raczej powinno być odwrotnie, ale jak widać myliłam się…

    2. Wulgarność.
    No tutaj autorzy pojechali po całości. Przekleństwa, liczone w kilogramach podteksty, dosadne sceny seksu między produktami żywnościowymi, epatowanie erotyzmem i całkowity brak moralności. Takiego nagromadzenia wulgarności nie widziałam jeszcze w żadnym filmie. Seks, podteksty, czy przekleństwa występowały w wieku filmach (często nagrodzonych) i nie mam absolutnie nic przeciwko nim. Ale nie wtedy, gdy są bardzo prymitywne, jest ich za dużo (momentami sprawiały odruch wymiotny) i praktycznie na nich opiera się film. A tak właśnie jest w przypadku “Sausage Party”.

    3. Komedia.
    Tutaj stwierdzę krótko: jeśli kogoś śmieszą słowa: c**a, ch*j, p***rzyć, r***ać, d**a, g**no itd, to na tym filmie będzie miał ubaw po pachy. Jeśli kogoś to bawi nie bardzo – rozczaruje się. Inteligentnych żartów nie zauważyłam. Jest kilka zabawnych scen (z czego 90% można zobaczyć w zwiastunie), więc uśmiechnąłem się ok. 3 razy. I to wszystko…

    4. Wiara w Boga jest głupia.
    Takie jest przesłanie “Sausage Party”. Prawie od pierwszych minut filmu zauważyłam mocne i oczywiste odniesienia do wiary w Boga w ogóle. Jedzenie = wierni, Pan Ognista Woda i inni = władze kościelne, piosenka na wejście = zasady wiary itd… Generalnie wychodzi na to, że to pewni ludzie wymyślili sobie “boga” po to, żeby inni nie bali się odchodzić z tego świata, bo myślą, że wejdą do nowego, lepszego. Wszystko jest oczywiście bujdą na resorach, a sami wierni przekształcili po swojemu pierwotne zasady wiary, tak, że teraz nie ma ona nic wspólnego z tą pierwotną. Okazuje się, że jesteśmy głupi, bo wyznajemy zasady moralne zamiast r***ać się z kim popadnie. A przecież tak jest fajnie, co pokazuje jasno końcówka filmu. “Bogowie” są głupi i okrutni. Mają jedzenie (czyli nas) w głębi swych bezdennych, boskich d*p. A za każde małe przewinienie (np. stosunki przedmałżeńskie) zaraz karzą. Takie jest właśnie przesłanie tego filmu. Moralność i wiara = smutne życie, a brak jakichkolwiek hamulców i zasad oraz ateizm = dobra zabawa. Większego nonsensu nie słyszałam. Nie będę pisać tutaj pracy magisterskiej pt. “Dlaczego moralność jest potrzebna?”, bo myślę, że każdy myślący człowiek wie, iż życie bez zasad nie ma sensu. Film ten jest ukierunkowany głównie na widownię w wieku 15-20 lat (którzy “wyrośli” już z Pixar’a” i chcą “dorosnąć”) i robi im takimi nonsensami wodę z mózgu. Jeden z własnym pojęciem o świecie oleje taki potok głupoty wypływający z ekranu, a drugi weźmie sobie coś z tego do serca. Niestety są takie przypadki. Podejście do wiary w tym filmie przypomina mi nieco opowieść o całowaniu d**y Henryka (dla zainteresowanych: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1546). Jednak tam wszystko przedstawione jest inteligentnie, umiejętnie, delikatnie, zwięźle i logicznie. Zupełnie przeciwnie jest w “Sausage Party”. Jest tam tylko obrażanie wierzących i fałszywy obraz Boga. Bóg nikogo nie karze i mając wolną wolę możemy sobie robić bezkarnie co nam się podoba. A co jest “po drugiej stronie” tego tak na prawdę nie wie nikt.

    5. Zakończenie.
    Zdaje mi się, że koniec filmu powstał mniej więcej tak:
    – Hej… Ale żeśmy namieszali teraz lol xD Ja już nie wiem o czym jest ta animacja.
    – Ej no fakt xD To weź jakoś trza to skończyć…
    – Ale jak??? K***a… Przecież wypadałoby ogarnąć coś, że podobne przebudzenie i uświadomienie jedzenia będzie na całym świecie, będzie wojna między produktami i ludzkością itd…
    – A po ch*j?
    – No to jak?
    – A skończymy to tak, że oni się dowiedzą że są kreskówką i tyle.
    – E no ale to bez sensu… Pójście na łatwiznę…
    – To wolisz główkować jak zrobić logiczne ciekawe ostateczne rozwiązanie?
    – No nie…
    – No ja też nie zamierzam. I tak to wszytko już długo trwa. Cała animacja jest głupia, to zakończenia mądrego i logicznego robić nie trzeba. I tak zlezie się do kin masa dzieciaków co ledwo tą 15-stkę ma, żeby obejrzeć coś “dorosłego”.
    – No fakt… Dobrze, że ten zwiastun zrobiliśmy spoko, bo nikt by na to nie poszedł.
    – No fakt. Co myśmy od***ali xD lol?
    – NWM xD heh

  • Darth sheldon

    Jak to możliwe, że Sausage Party, film za 19 mln ma lepszą animację (przynajmniej na trailerach) niż Foodfight który kosztował 50 mln.