Nie, to nie jest oficjalny powrót mojego dawnego blogowego cyklu – to raczej próba odniesienia się do paru informacji, które gdzieś mi umknęły w ostatnim czasie, gdy byłem zajęty czym innym i siedzenie z nosem w monitorze zeszło na drugi plan.

To w ogóle znak czasów, że wystarczy być poza obiegiem przez 2-3 dni i natychmiast zbiera się taka ilość informacji do przerobienia by znów być na bieżąco, że trudno to potem ogarnąć. Nic, tylko podłączyć się do sieci na stałe, najlepiej światłowodem prosto do mózgu.

Normalnie takie bieżące informacje komentuję na Facebooku (zapraszam do polubienia – zwykle też właśnie tam informuję o planach względem bloga i kanału), ale że uzbierało się tego tak dużo, to postanowiłem zebrać wszystko do kupy w tym właśnie wpisie. Wybaczcie zatem ten lekki chaos tematyczny, ale miało być krótko i zbiorczo – i nie ukrywam, że być może częściej będę wykorzystywał bloga w ten sposób.

W każdym razie, oto co się ważnego wydarzyło:

bowie

Pożegnania

To niesamowicie smutny początek roku, bowiem przyszło nam zmierzyć się z kolejnymi pożegnaniami. Najpierw, 10 stycznia gruchnęła wiadomość o śmierci Dawida Bowie, legendy muzyki pop, jednego z tych wielkich muzyków, których wymienia się jednym tchem obok Freddiego Mercury, Johna Lennona czy Franka Zappy gdy tylko mowa o najważniejszych czy najbardziej wpływowych artystach w historii. Niestety, grono wciąż żyjących gwiazd z tak znakomitym dorobkiem wciąż się uszczupla, a pretendentów coś nie widać. Po Bowiem zostanie nam jednak ogrom doskonałych i bardzo różnorodnych albumów, z wydanym 8 stycznia tego roku Blackstar na czele. Swoją drogą, czy ktokolwiek jest w ogóle w stanie wybrać najlepszy album tego artysty? Tym bardziej, że Bowie słusznie uchodził za muzycznego kameleona, nie tylko świetnie odnajdującego się w wielu gatunkach, ale wręcz wyznaczającego przez długie lata trendy na rynku. I nie wspominam nawet o jego ciekawej karierze filmowej z pamiętnymi rolami króla goblinów w Labiryncie czy Nikoli Tesli w Prestiżu.

rickman

Cztery dni później, 14 stycznia, pojawiły się informacje o śmierci Alana Rickmana, znakomitego aktora, dzisiaj kojarzonego pewnie przede wszystkim wszystkim z roli Severusa Snape’a z serii filmów o Harrym Potterze – acz trzeba pamiętać, że Rickman miał na koncie szereg naprawdę świetnych i charakterystycznych ról, od Hansa Grubera, kapitalnego antagonisty w Die Hard, po Szeryfa z Nottingam w Robin Hood: Książę Złodziei. Choć ja osobiście największą sympatią darzę jego występy w Sweeney Todd (zdecydowanie najlepsza rola w całym tym średnio udanym filmie) oraz w zapomnianym, choć znakomitym Galaxy Quest. No i biorąc pod uwagę, że dopiero co pożegnaliśmy sir Christophera Lee, chyba po prostu wszechświat chce nas pozbawić najlepszych głosów, jakie mieliśmy na planecie.

lemmyA przecież zaraz przed końcem poprzedniego roku zmarł też – wydawałoby się, że nieśmiertelny – Lenny Kilmister, wokalista Motörhead, którego niezbyt urodziwa facjata i rockandrollowy styl życia juz dawno stał się symbolem popkultury. Ba, gdyby ktoś miał wątpliwości czemu warto wspomnieć o Lemmym w tym miejscu, to dodam, że Kilmister był przecież urzędującym burmistrzem Tromaville. :)

hunter

Spin-off Agents of S.H.I.E.L.D… po co?

Z innych złych wieści… okej, trochę tutaj przeginam, ale naprawdę zupełnie nie rozumiem czemu ABC chce wyprodukować spin-iff do Agentów S.H.I.E.L.D., pod tytułem Marvel’s Most Wanted, z Bobby Morse (aka Mickingbird) i Lancem Hunterem, parą agentów występujących w tymże serialu. Lubię Agentów, lubię Bobbi i Huntera, ale ciężko mi wyobrazić sobie serial opierający się na tych postaciach. Oby to też nie oznaczało odejścia z obsady oryginalnej produkcji, bo wówczas cały serial na tym mocno straci. Pilot ponoć w drodze. Mówi się też o innym serialu osadzonym w MCU, komediowym – na razie jednak brak na ten temat szczegółów.

poe

Poe Dameron z własnym komiksem

Wygląda na to, że Poe Dameron awansuje z bezosobowego popychacza fabuły, którego charakter miało zastąpić uśmiechanie się i poklepywanie ludzi po ramieniu, do miana nieco bardziej rozbudowanej postaci – przynajmniej dla tych z Was, którzy czytają komiksy. W planach jest bowiem seria komiksowa poświęcona Poe, która ma być kolejną pozycją wypełniającą lukę między Powrotem Jedi a Przebudzeniem Mocy. Komiks rusza już w kwietniu, a tworzyć go będą Charles Soule (opiekujący się aktualnie Inhumans i Daredevilem, mający na koncie też świetną miniserię o Lando – aktualnie natomiast pisze też Obi-Wana & Anakina) oraz Phil Noto (rysował Chewbaccę, a wcześniej np. Black Widow). O poziom można więc być spokojnym.

A propos komiksów – Marvel zapowiedział tez Civil War II. Dlaczego ten pomysł jest kompletnie z dupy mówiliśmy w ostatnim podcaście.

phonogram

Komiksy do wzięcia za bezcen

Wszystkim, którzy pytają, skąd tanio brać komiksy, odpowiadam – z Humble Bundle. Image przyszykowało tam taką pakę, że wstyd nie brać. Za uiszczenie jakiejkolwiek kwoty do wzięcia są takie cudności jak pierwsze tomy Wytches (świetny horror Scotta Snydera), Phonogram (coś dla fanów britpopu i nie tylko od Gillena i McKelviego) czy ODY-C (psychodeliczna Odyseja autora Matta Fractiona). Po zapłaceniu około 16 dolców dostajecie tez pierwsze tomy Outcast, Trees (polecam!) czy Injection, a także czwarty tom Sagi do skompletowania całości po poprzednim bundlu. Za $20 macie już pełny pakiet z ponad 40 zeszytami Invincible Kirkmana i Stray Bullets, pierwszym tomem Bitch Planet czy Low. Innymi słowy, za 20 dolców dostajecie tyle komiksów, ba – świetnych komiksów, że nie przeczytacie tego wszystkiego do następnego bundle’a od Image. Wszystko oczywiście cyfrowo, ale w plikach pdf czy cbr, więc śmiało można czytać na dowolnym tablecie czy komputerze. I żeby tego było mało, wasze wpłaty idą na cele charytatywne. Och, a to też nie koniec, bo dorzucane będą kolejne pozycje.

Więcej o godnych uwagi komiksach – w ostatnim materiale wideo.

jon

Punisher od Netflix?

Ponoć Netflix rozważa stworzenie serialu o Punisherze. Brakuje mi słów by określić, jak bardzo mnie ta informacja ni ziębi, ni grzeje (choć w zasadzie wiąże się to z lekkim rozczarowaniem, bo wolałbym w to miejsce serial o jakiejś ciekawszej postaci, jak np. Moon Knight). No, ale z kronikarskiego obowiązku i tak dalej… Aha, rolę grałby oczywiście Jon Bernthal, który pojawi się właśnie jako Frank Castle w drugim sezonie Daredevila (już w marcu).

oscars

Nomincje do Oscarów rozdane

Złote Globy sobie pominiemy, bo jakoś nie chce mi się pisać o ceremonii, gdzie nagrodę za najlepszą piosenkę dostaje Sam Smith, ale na sam koniec zostawmy sobie nominacje oscarowe. Oczywiście od razu pojawiły się dośc celne spostrzeżenia, że znowu prawie wszyscy nominowani do najważniejszych kategorii to biali mężczyzni (poza kategoriami tylko dla kobiet oczywiście) i że większość nominacji to produkcje bardzo bezpieczne i nudne. Czyli nic nowego, więc nawet nie ma co się na tym rozwodzić, natomiast zasadniczo wszyscy są pewni, że to będzie rok, kiedy Leonardo DiCaprio otrzyma swojego upragnionego Oscara. Nawet nie dlatego, że był znakomity w The Revenant (film ciągle przede mną, więc nie mam pojęcia, może był), ale głównie dlatego, że nie ma zbyt mocnej konkurencji w tym roku. I powiem tak – dajcie mu tego Oscara i może wreszcie za rok przestanie to być temat numer jeden każdej kolejnej ceremonii. Wyobrażam sobie, że sam Leo jest tym pewnie zmęczony najbardziej.

♦ ♦ ♦

I na sam-sam koniec, news ode mnie. Oczywiście jak co roku zamierzam rozdanie Oscarów celebrować jak się da. Nie dlatego, że jakaś bardzo ważna czy miarodajna nagroda, ale dlatego, że lubię atmosferę nocy oscarowej. Lubię to, że wszyscy rozprawiają wtedy tylko o filmach i okołofilmowych tematach, a przed ceremonią spędzam większość wieczorów albo oglądając filmy, albo o nich pisząc czy rozmawiając. I w tym roku będzie tak samo – i oczywiście możecie liczyć na moje wrażenia o nominowanych produkcjach czy filmach z udziałem nominowanych aktorów/twórców, a także relację z samej ceremonii.

Zapewniam, że warto czekać. :)