Praktycznie co tydzień przez internet przetacza się jaka mini-aferka, która co prawda wychodzi od popkultury, ale kończy się zazwyczaj na wielkiej społeczno-politycznej dyskusji o braku wrażliwości czy upadku zasad.

Zwykle obie strony zwyczajnie okopują się po swoich stronach frontu, wojując potem oskarżeniami czy ironicznymi uwagami. Nikt nie jest święty, każdego pewnie poniosły emocje w jakichś internetowych dyskusjach.

x-men_billboard_h_2016

Punktem wyjścia dla tego mojego dzisiejszego gadania jest ostatnia drama odnośnie billboardu reklamującego X-Men: Apocalypse, gdzie tytułowy szwarccharakter trzyma niebieskoskórą Mystique za gardło. Okazało się, że owa reklama filmu jest wg sporej liczby osób naprawdę niefortunna, bowiem bez filmowego kontekstu wyglada po prostu jak wielki pomnik wystawiony ku pamięci przemocy wobec kobiet, stojący sobie w środku miasta. Wiele kobiet, które na codzień walczą o zwiększenie świadomości wobec wspomnianego problemu zwróciło uwagę na ten problem, studio zorientowało się, że nie ma co promować swojego nowego filmu obrazkiem wywołującym takie skojarzenia i billboardu się pozbyło. Ot, problem rozwiązany.

Tyle, ze naturalnie w internecie dalej trwa burza na ten temat. Jest spore grono ludzi, którym wspomniany plakat nie przeszkadzał, a wręcz przeciwnie — robił odpowiednie wrażenie. W końcu pokazywał nikczemność głównego villaina tego filmu. Poza tym, sama Mystique też bezbronną kobietą nigdy nie była, a jeśli ktoś jeszcze zna wcielenie z pierwszych filmów Singera albo — szczególne — wydanie komiksowe, to doskonale wie, że normalnie pewnie częściej można ją zobaczyć właśnie w tym miejscu, w którym na plakacie widzimy En Sabah Nura, aniżeli w położeniu ofiary.

I oczywiście jest w tym sporo racji, szczególnie, że idąc krok dalej, może nieodpowiednie będzie niedługo też pokazywanie przemocy wobec kobiet w trailerach (też można argumentować, że również pokazane bez kontekstu) albo nawet w filmach? Pamiętam, że na seansie Hateful Eight trafiła mi się publika, która ryczała ze śmiechem za każdym razem, kiedy bohaterka Jennifer Jason Leigh dostawała po twarzy albo była dosadnie obrażana. Nieswojo się czułem wokół podobnych ludzi, ale czy to wina filmu? Wiadomo, że nie.

bat1

Podobna dyskusja toczyła się też np. jakiś czas temu odnośnie okładki Rafaela Albuquerque do Batgirl #41 — pisałem o tym wówczas, starając się podejść do tematu na spokojnie i bez oskarżeń. Tyle, że wówczas mowa była o dziele sztuki, artystycznym wizerunku, na który nikt nie powinien wpływać. DC w związku z kontrowersjami okładki nie opublikowało (i to na prośbę samego autora), co wydaje mi się zupełnie zrozumiałe, natomiast jednocześnie kompletnie nieuzasadnione były jakiekolwiek oskarżenia wobec Albuquerque. Jego koncept, jego (znakomite swoją drogą) wykonanie — a kontrowersje idą sobie swoją drogą.

W przypadku billboardu nie ma mowy o jakikolwiek artystycznym aspekcie — to zwykłe foto, lekko obrobiona klatka z filmu, z dorzuconym logo i szczególnie niefortunnym w tym kontekście tagline „Przetrwają tylko silni”. To nie jest sztuka, to jest czysty marketing, rzecz mająca nawet mniej artystycznej wartości niż plakat, gdzie ktoś jednak pracuje nad kompozycją i ogólnym konceptem (mowa o tych wszystkich typowych plakatach kinowych, nie cudeńkach, które nigdy nie trafiają do multipleksów). Taka grafika ma po prostu spełniać ileś tam warunków jakie postawi sobie dział marketingu, zwracać uwagę, zachęcać do obejrzenia filmu i na tym się jego rola kończy.

Wobec tego, pozwólcie, że to podkreślę, sytuacja jest tutaj dość jasna — studio uznało, że w związku z protestami wielu potencjalnych odbiorców filmu, billboard nie spełnia swojej roli, a wręcz robi czarny pijar produkcji, którą ma reklamować. I owe studio, jak każda rozsądna firma, szybko podjęło odpowiednie kroki. I już. Nie mówimy tutaj o cenzurowaniu sztuki, ograniczaniu swobody artystycznej i tak dalej, tylko dlatego, że kogoś to w internecie obraża, bo to już jest kompletnie odmienna kwestia. Ale właśnie. Czy jest jakaś granica? Czy jest ten jeden moment kiedy już trzeba się zainteresować tym, czy dana twórczość kogokolwiek obraża, bo wcześniej to niekoniecznie?

Frank Cho i jego komentarz
Frank Cho i jego komentarz

Ano takiej granicy oczywiście nie ma, zawsze ktoś będzie czymś urażony i nie ma szans na jakąkolwiek jednomyślność w tej kwestii. Dlatego proponuję w tej kwestii bardzo zdroworozsądkowe podejście. Po prostu nie bądź chujem. To jest moja autorska filozofia, którą gorąco polecam w takich światopoglądowych debatach. Jest naprawdę prosta, pomaga podejść do wielu takich niepotrzebnie nerwowych wymian zdań z odpowiednim dystansem.

No bo słuchajcie, jest sobie grono osób, których taka pozbawiona żadnego kontekstu scenka przemocy na wielkim billboardzie razi. Wywołuje negatywne emocje, związane z mocno nieprzyjemnym problemem ciagle obecnym i w popkulturze, i poza nią. Czemu więc być chujem i robić za falę sprzeciwu… bo tak? Czy jest jakikolwiek sensowny powód by niczym Rejtan rzucać się przed wspomnianym plakatem i bronić tego plakatu?

Nie ma.

Oczywiście, w przypadku gdy mowa by była nie o reklamie filmu, tylko dziele sztuki, wówczas trzeba by wziąć też pod uwagę punkt widzenia autora. Nie warto też być chujem dla wspomnianego Rafaela Albuquerque, Milo Manary (czy Nicka Spencera ostatnio!) czy kogokolwiek, kto swoją twórczością sprowokował czy nawet uraził jakąś grupę ludzi. Oczywiście nie można nikomu odmawiać prawa do sprzeciwu wobec jakiejkolwiek twórczości, ale jeśli sztuka czy np. satyra albo komedia nie będą miały zupełnie wolnej ręki i kompletnej artystycznej swobody, to przestaną w ogóle mieć jakikolwiek sens.

Bez nazwy-3

Odnosząc się do innych sytuacji, nie warto być chujem i krzyczeć w internecie, że czarnoskóra Hermiona to jakiś skandal i w ogóle zdrada ideałów czerwca. Dlaczego? Bo ktoś się przyzwyczaił do tego, że do tej pory ta fikcyjna bohaterka była biała? Adaptacje rządzą się swoimi prawami. Jeśli aktorka, którą wybrano do roli dorosłej Hermiony była najlepsza na castingu i pasuje do roli czy konceptu reżysera, to po co być chujem i sprzeciwiać się temu bo tak? Albo kreować teorie spiskowe, że to na pewno po to by przypodobać się Wielkiej Loży Czarnoskórych, która jak wiadomo, rządzi światem, stopniowo wprowadzając New World Order Polityczną Poprawność.

Z drugiej strony nie warto być chujem i za każdą negatywną subiektywną uwagę na temat castingu czy zmiany koncepcji jakiejś postaci oskarżać autora o rasizm czy podobne godne pożałowania postawy. Każdy ma prawo do swojego zdania i o ile nie jest to opinia oparta na nienawiści czy irracjonalnych uprzedzeniach odnośnie grup ludzi, to czemu po prostu o tym nie podyskutować? Fakt, że nie lubię Daniela Craiga w roli Bonda, nie oznacza, że nienawidzę wszystkich blondynów.

Nie bądź chujem i nie tocz piany z ust, że w filmach czy komiksach jest większa reprezentacja mniejszości — ktoś dzięki temu będzie mógł czytać o bohaterach wywodzących się z podobnej kultury, mających podobne problemy i doświadczenia. Nie bądź chujem i nie narzekaj, że coraz większą rolę w popkulturze odgrywają kobiety — te przecież długo traktowane były głównie jako ozdobnik albo nagroda dla protagonisty (oczywiście z chlubnymi wyjątkami, ale wiadomo jak to jest z wyjątkami). Teraz wreszcie mamy masę kobiecych postaci, które inspirują i pokazują wszystkim odbiorcom, że płeć wcale nie skazuje nikogo na gorszą rolę. Nie bądź też chujem i nie narzekaj za każdym razem gdy nowa czy nowo-obsadzona postać jest rasy białej, że to zmarnowana szansa — zostaw tę decyzję twórcom.

Lancelot

Nie bądź chujem i nie czepiaj się twórców gry, że w ich fikcyjnym, opartym o konkretną kulturę świecie nie ma wielkiego zróżnicowania etnicznego — tak sobie to wymyślili i tak to działa. Szczególnie, gdy ów tytuł kładzie ogromny nacisk na motyw niesłusznej i krzywdzącej dyskryminacji rozmaitych ras. Nie bądź też chujem i nie trać czasu na wyrażanie oburzenia, że w podobnym fikcyjnym świecie twórcy postanowili wprowadzić bohaterów o innym kolorze skóry niż biały. Szczególnie, gdy w tym samym świecie są też smoki i magowie, o których pewnie było jeszcze trudniej w, przykładowo, średniowiecznej Europie.

Nie bądź chujem i po prostu nie wyrażaj świętego oburzenia, nie zwalaj wszystkiego na wyimaginowane zagrożenia dla status quo, nie nadużywaj słów-kluczy, które tak kochają dyskutujący w internecie, nie traktuj drugiego rozmówcy jak wroga. Po prostu uświadom sobie, że zamiast walczyć jak lew za swoje przyzwyczajenia i swój subiektywny, wąski punkt widzenia, może lepiej będzie cieszyć się tym, że popkultura jest inkluzywna, ciągle się zmienia i angażuje coraz więcej osób. I jest na tyle ważna dla masy osób, że potrafi dotknąć, urazić i sprowokować do działania czy bronienia jej jak lew.

Konfliktów więc nie unikniemy, ale zawsze można nie być chujem.

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty