No i zaczęło się! Wielki event Marvela, mający być czymś w rodzaju Crisis on Infinite Earths (który to swego czasu posprzątał i uporządkował uniwersum DC), wystartował i to z niezłym wykopem.


Odpuszczę Wam przybliżanie czym są Secret Wars, jak do nich doszło i o co tu w ogóle chodzi – pracę domową możecie odrobić zaglądając do tego tekstu, a szerzej o wszystkim co związane z tym eventem będę mówił już w sobotę, na poznańskim Free Comic Book Day (film na podstawie tej prelekcji trafi potem na kanał). Zamiast tego przejdę od razu do konkretów.

bez-nazwy

Secret Wars #1 zaczyna się dokładnie w momencie, gdzie zakończyły się ostatnie zeszyty Avengers (#44) i New Avengers (#33). Ziemia uniwersum 616 (tego głównego) za moment ma się zderzyć z Ziemią uniwersum 1610 (Ultimate) – kiedy to się stanie, obie rzeczywistości, ostatnie jakie się w ogóle ostały w marvelowym multiwersum, przestaną istnieć. Bohaterowie Earth-616 już pogodzili się z rozwojem wypadków – zamiast zapobiec katastrofie starają się teraz rzutem na taśmę uratować chociaż garstkę ludzi, którzy w specjalnej międzywymiarowej szalupie być może trafią do świata, który powstanie po tym globalnym kosmicznym kataklizmie. Tymczasem bohaterowie Earth-1610 szykują frontalny atak, mając nadzieję (ufając manipulującemu nimi Reedowi Richardsowi z uniwersum Ultimate) uratowania obu rzeczywistości. Tymczasem Doctor Doom staje twarzą w twarz z najpotężniejszymi istotami, jakie to uniwersum widziało.

2

Jak widzicie, dzieje się – przez cały zeszyt akcja nie zwalnia na moment, wciąż dając nam poczucie nadchodzącej, nieuniknionej zagłady. W pokazane tu wydarzenia angażują się wszyscy, od duetu Luke Cage – Iron Fist, po X-Men. Od Spider-Mana pomagającemu w ewakuacji ludności, przez Captain Marvel kopiącą tyłek Ultimate Iron Manowi, po Cyclopsa dowodzącego dwoma wielkimi sentinelami. Czuć ogrom tego wydarzenia i choć uniwersum Marvela dotykało do tej pory wiele kataklizmów i wydarzeń, które Zmieniały Wszystko™, tutaj natychmiast wiemy, że tym razem miarka się przebrała.

4

Jonathan Hickman jednak nie zapomina o tym, że nie pisze o zmaganiach tłumu kukieł, a bohaterów mających swoje charaktery, historię oraz… swoich fanów czytających ten komiks, dlatego mamy tutaj sporo emocji i dramatu, wiele momentów gdzie nasi herosi wypadają po prostu bardzo ludzko, kiedy okazuje się, że ich umiejętności to zbyt mało by uratować nie tylko świat, ale choćby swoich bliskich (szczególnie jeśli chodzi o narratora tego zeszytu – zobaczycie sami kto nim jest i co go spotyka), do tego znajdziemy w tym zeszycie też sporo sympatycznych mrugnięć dla fanów rozmaitych bohaterów. Myślę, że szczególnie miłośnicy komiksów z Punisherem czy X-Men (i słynnego Fastball Special) uśmiechną się od nosem na moment podczas lektury.

5

Bardzo dobremu scenariuszowi wtóruje też znakomita oprawia graficzna. Esad Ribić to jeden z moich ulubionych artystów, który nigdy nie schodzi powyżej wysokiego poziomu swoich prac, a jego częsty współpracownik, Ive Svorcina, robi doskonałą robotę nakładając kolory – efekt pracy tej dwójki jest naprawdę zachwycający. Akcja płynie gładko, a bohaterowie (a jak mówiłem, jest ich masa) prezentują się tak jak powinni – miałem jedynie wrażenie, że niekiedy mimika twarzy niektórych postaci jest nieco przerysowana, ale możliwe, że to tylko ja. Nie psuło mi to jednak przyjemności z delektowania się tym, jak ten komiks wygląda.

6

Mówiąc krótko – Secret Wars #1 zdecydowanie dostarcza. Komiks nie tylko sprostał (tym pierwszym zeszytem, póki co) dużym oczekiwaniom, ale i nakręcił mnie jeszcze bardziej na cały event, bo choć rozwój wydarzeń jest naprawdę szalony i zostawia czytelnika ze szczeną na podłodze, widząc, na co pozwala sobie Hickman, to mimo wszystko całość wygląda jak rzecz starannie zaplanowana – oby satysfakcjonująca na koniec. Wygląda na to, że tylko Jonathan Hickman wie ostatnimi czas jak stworzyć i zaplanować dobry event, który nie będzie jedynie pretekstem do zmiany status quo.

3

No dobra, ale żeby nie było, że jestem gołosłowny – poniżej macie kod na cyfrową wersję komiksu i sprawdźcie sobie sami. Wystarczy mieć konto na marvel.com i wpisać go na stronie marvel.com/redeem. Kto pierwszy, ten lepszy. :)

[code]FMCE870TM8IW[/code]

Komiks możecie kupić w wersji drukowanej na Atom Comics