Poza tym, że sam coś tam dłubię w Premiere Pro i wrzucam to do sieci, od wielu lat jestem przede wszystkim odbiorcą treści publikowanych na YouTube.

Czas nie pozwala mi oglądać wszystkiego jak leci, ale poza twórczością moich ulubionych vlogerów i producentów, staram się być w miarę na bieżąco, jeśli chodzi o youtubowe trendy. Paru z nich nie rozumiem, kilku bardzo nie lubię, a najgorszymi moim zdaniem chciałbym się z Wami podzielić w tym tekście.

Żebranie o „łapki w górę”

Z niewiadomych mi przyczyn wielu youtubowych twórców traktuje swoich widzów jak kompletnych idiotów, którzy nie kumają jak działają podstawowe opcje serwisu internetowego odwiedzanego przez nich pewnie codziennie. W związku z tym przy okazji każdego filmu słyszymy prośby i błagania, żeby kliknąć w przycisk z kciukiem w górę, bo to magiczny sposób na to, by dany twórca dostał zastrzyk motywacyjny i dzięki youtubowym algorytmom trafił pod strzechy wszystkich polskich domów. Jedni starają się poruszyć uczucia swoich widzów, wywołać wspólczucie albo poczucie misji, inni natomiast racjonalnie tłumaczą, że każdy klik w kciuk to namacalne profity dla promocji kanału. Zapominają przy tym, że YouTube nie istnieje od wczoraj i trudno sobie wyobrazić, by jego przeciętny odbiorca nie wiedział do czego służy para ikonek z kciukami. I że żaden widz nie ma obowiązku lajkowania filmu – jest to z zasady dobrowolne. Szantaż emocjonalny, czyli mówienie, że bez łapek nie będzie nowego filmu albo motywacji ich tworzenia jest żenujący. I nie wspominam nawet o praktyce publikowania filmów dopiero po przekroczeniu odpowiedniej liczby kciuków, bo to już jest patologia.

The YouTube Challenge Challenge!

The YouTube Challenge Challenge!

Rzyg czelendży

Kiedyś typowy kanał YouTube wyglądał po bożemu – kilka serii letsplayów (przynajmniej jeden koniecznie z Minecrafta), do tego od czasu do czasu jakiś vlog o dupie Maryni. Z czasem jednak publika zaczęła się nudzić i nastała nowa era – rzesze twórców postanowiły bowiem zabawić się w pokonywanie rozmaitych wyzwań. Challenge solo, z kolegą, innymi youtuberami, mamą, dziadkiem – a wszystko to i tak polega zazwyczaj na jedzeniu dziwnych rzeczy. Niektórzy postanowili nawet sięgnąć dna i wymiotować tym co zjedli prosto do kamery. Ba, było już nawet zakładanie sobie prezerwatyw na głowy, jeśli publiczne rzyganie dla uciechy małoletnich widzów wydawało się komuś za mało poniżające. Zero w tym treści i jakiejkolwiek wartości, a i walory rozrywkowe są mocno dyskusyjne.

Komentatorstwo

Jeśli jest zjawisko, które naprawa mnie szczególnym obrzydzeniem, to są to ci wszyscy domorośli komentatorzy, którzy wznoszą się na wyżyny złośliwości czy sarkazmu, biorąc na warsztat jakieś nieszkodzące nikomu filmiki wrzucanie do sieci przed dzieciaki. Boki zrywać, jakiś dorosły (lub niemal dorosły, przynamniej wiekiem) twórca wynajduje gdzieś w zakątkach YouTube głupawe filmiki publikowane przez bogu ducha winne dzieciaki, które zwyczajnie nie kumają jeszcze z czym to się wiąże, a potem wyzłośliwia się, śmiejąc z tego, że nie są to delikatnie mówiąc, produkcje najwyższych lotów. Zresztą, zazwyczaj wspomniani komentatorzy sami nie mają nic wspólnego z humorem i jakąkolwiek elokwencją, wobec czego jakimś cudem wypadają nawet bardziej żenująco niż popisy małoletnich youtuberów, których zabawy z kamerą można przynajmniej zakwalifikować jako błędy młodości.

Dramy

Z jakiegoś powodu wielu twórców uważa, że jeśli wytworzy się jakiś konflikt między jednym youtuberem, a drugim, to skala tej utarczki automatycznie wzrasta na tyle, że koniecznie trzeba na ten temat nagrywać filmy, informować o tym cały świat, a najlepiej jeszcze tworzyć całe stronnictwa, gdzie rozmaici ludzie nagrywający jakieś filmy czują się w obowiązku opowiedzieć po jednej ze stron, zupełnie jakby kogokolwiek to obchodziło. Po ostatnich cyrkach w związku z konfliktem dwóch youtuberów, gdzie o sprawie informował nawet TVN w swoim tragikomicznym materiale, chyba doszło do jakiegoś przesilenia i ostatnimi czasy jest dość cicho – ale prędzej czy później ktoś znowu postanowi użyć takiej dziecinnej publicznej utarczki by narobić trochę szumu.

Branżowy magazyn

Branżowy magazyn

Eksperci wszędzie

Jest na YouTube kilka naprawdę wartościowych kanałow popularnonaukowych, gdzie autorzy stosując porządny research opowiadają o naukowych zagadnieniach w przystępny i ciekawy sposób. Na tej fali wyrósł jednak szereg domorosłych ekspertów i specjalistów, którzy z poruszanym przez nich tematem mają niewiele wspólnego, ale nie przeszkadza im to służyć tysiącom internautów dobrą radą. Oczywiście przychodzi to ciężko, gdy potrzeba do tego jakiejś konkretnej książkowej wiedzy, dlatego nie mamy wielu nowych zdolnych youtubowych fizyków, biologów czy historyków, ale już domorosłych psychologów narobiło się całkiem sporo. A i pewnie seksuologa o dyskusyjnym przygotowaniu merytorycznym będziecie w stanie podać. Do tego wyrósł nam tez cały legion internetowych motywatorów i trenerów psychologii biznesu czy jakkolwiek się ta fucha człowieka mówiącego truizmy fachowo nazywa. Niestety, depresji nie wyleczysz na youtube, a ten mityczny nieokreślony „sukces” też nie przyjdzie sam z siebie.

Ciekawostki

Ostatnia plaga, która szturmem zdobywa ogromną publikę. Mechanizm jest prosty – znajdź w sieci kilka mniej lub bardziej prawdziwych informacji bez kontekstu (nie sprawdzaj ich, nikt z widzów przecież tego nie zrobi), zrób z tego listę 10 SZOKUJĄCYCH CIEKAWOSTEK, KTÓRE SPRAWIĄ, ŻE JEBNIESZ NA ZAWAŁ i ciesz się z tworzenia wartościowej treści na YouTube. Możesz też poszukać jakichś fake’owych filmów o duchach i potworach, a potem zaprezentować je z enigmatycznym komentarzem dającym do zrozumienia, że to wszystko jest niewyjaśnione i nikt nie wie czy to prawda… Nie zrozumcie mnie źle, są w sieci kanały specjalizujące się w tego typu wyszukiwaniu ciekawostek, które jednak w formie filmu stanową jakąś spójną całość, są fajnie zaprezentowane i mają autorski komentarz, ale większość tego typu filmów to takie minimum jakiegokolwiek wysiłku, że aż przykro się to ogląda.

Montaż

Są twórcy, którzy świadomie używają bardzo, no cóż, nieortodoksyjnego montażu. Szybkie cięcia, szerokie wykorzystanie rozmaitych klipów, zabawa poziomami głośności i efektami – może się to podobać lub nie, ale od razu widać kiedy podobne chwyty są używane z rozmysłem i jakimś celu, którym nie jest tylko zwiększenie dynamiki swojego wywodu. To jednak mniejszość – częściej widuję raczej losowe cięcia byle jak i byle gdzie, które wręcz zaburzają tempo wypowiedzi. Kamera zachowuje natomiast się jakby się naćpała kokainy – kadr przybliża się i oddala w losowych momentach, jakby założenie było takie, że młoda youtubowa publika no nie wysiedzi na paruminutowym filmie jeśli kadr będzie statyczny przez parę sekund. Do tego takie materiały są jeszcze upstrzone naklejkami i innymi ozdobnikami przypominającymi nam o lajkach, subach, instagramach i fejsbukach.

Pranki

Jest coś naprawdę wyrachowanego w zabawie kosztem innych, a potem jeszcze wrzucania zapisu wideo na YouTube ku powszechnej uciesze szerokiej publiki. Jak widzę te wszystkie śmieszne żarciki polegające na straszeniu ludzi, zatrzymywaniu tramwaju, którym jada do pracy czy łapaniu zaskoczonych kobiet za piersi, to mnie wzdryga. Na pewno są prankskterzy, którzy zamiast wkurwiać wszystkich dookoła, preferują pranki poprawiające humor „ofiarom”, ale niestety muszą być w mniejszości.


I to tyle moich zarzutów. Nie wymieniam konkretnych kanałow celowo, bo to nie ma być krytyka poszczególnych ludzi, a raczej trendów czy zjawisk, które widuję odpalając jakieś popularniejsze filmy na YouTube.

Jestem ciekaw czy to tylko ja jestem dziwny, czy może i Wam coś z powyższej liczby przeszkadza albo męczy podczas sprawdzania zasobów tej najpopularniejszej platformy do publikowania plików wideo.