Wydawnictwo IDW kontynuuje wydawania serii komiksowych z najpopularniejszymi kaczkami i myszami popkultury. Dzisiaj na warsztat bierzemy Mickey Mouse.


Jeśli czytaliście kiedykolwiek naszego polskiego Kaczora Donalda, to prawdopodobnie nie przepadaliście za komiksami z Mikim. Nikt ich nie lubił – jeśli macie inne zdanie, to pewnie należycie do jakiejś ekstremalnej mniejszości. Co innego przygody naszego mysiego detektywa w Gigantach – tam odpowiadali za nie świetni włoscy twórcy i dostawaliśmy kapitalne historie o porywaniu całych miast przez kosmitów, duchach z innego wymiaru, ganianiu za przestępcami czy wielkie wyprawy Indiany Goofsa (który wtedy wyrósł na mojego ulubionego bohatera tych komiksów), jeśli weźmiemy pod uwagę też bohaterów jakoś powiązanych z Mikim.

Zrzut ekranu 2015-07-02 18.41.24

Jak może pamiętacie z mojego tekstu odnośnie Uncle Scrooge #1, wydawnictwo IDW zaczęło wydawać w USA regularnie serie z bohaterami Disneya – i w tym tygodniu na rynku zadebiutował komiks Mickey Mouse #1 (#310, jeśli kontynuować oryginalną numerację). Dobra wiadomość jest taka, że za główną historię zawartą w tym komiksie odpowiadają właśnie Włosi – a konkretnie Andrea Castellan a.k.a. Casty (scenariusz) oraz Giorgio Cavazzano (rysunki – zawsze najbardziej lubiłem kaczki w jego wykonaniu, ale z Mikim i Goofym radzi sobie równie dobrze). I co najważniejsze, robią genialną robotę.

Zrzut ekranu 2015-07-02 18.41.54

Czytuję te aktualnie wydawane komiksy z bohaterami Disneya naprawdę chętnie, głównie dlatego, że czuję się podczas czytania jakieś 10-15 lat młodszy. Wcale nie dlatego, że są infantylne (serio, wróćcie choćby do swoich Gigantów, nic się te historyjki nie zestarzały) czy że wiąże mnie z nimi jakaś nostalgia. To znaczy jasne, że wiąże, zaczytywałem się w tych komiksach jak uzależniony swego czasu, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, że te komiksy są tak wciągające i bezpretensjonalne, że migiem tracisz kontakt ze światem, czytając o przygodach myszy czy kaczek, niezależnie do tego ile masz lat i co tam sobie czytujesz na co dzień. To ciągle działa.

Zrzut ekranu 2015-07-02 18.42.22

Wracając jednak do samego komiksu – tak jak wspominałem, mamy tutaj jedną, porządną historię oraz kilka wypełniaczy. The Lost Explorers’ Trail, czyli ta główna fabuła, opowiada o grupie podróżników, którzy zaginęli gdzieś w dżungli. Wysyłają oni wiadomość dla swojego dawnego kompana, ale ta przypadkowo trafia w ręce Mikiego, który razem z Goofym oraz siostrzenicą adresata wiadomości (Eurasią Toft, strasznie fajną parodią Lary Croft) wyruszają w podróż, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać. Historyjka jest absolutnie fantastyczna, ma świetnie napisanych bohaterów, zaskakujące zwroty akcji i oczywiście masę humoru, który zabijcie mnie, ale bawi tak samo jak kiedyś.

Zrzut ekranu 2015-07-02 18.43.50

Do tego mamy naprawdę fantastyczne rysunki. Ja wiem, że dla kogoś z boku to niby „tylko” komiks o Myszce Miki i z pozoru typowy uproszczony, przerysowany styl, w sumie nic specjalnego. Ale to ile ekspresji mają te postacie, jak dynamicznie prezentują się kolejne panele oraz ile emocji oraz humoru udaje się oddać artyście tymi rysunkami, to jest magia. Zobaczcie zresztą sami jak wyglądają załączone tutaj screeny.

Zrzut ekranu 2015-07-02 18.43.01

Do tego mamy jeszcze 2 jednostronicowe klasyczne komiksy o ptaku Ellsworthcie (albo Elku, jeśli wolicie polski odpowiednik) i jeden 6-stronicowy komiks z Pluto jako głównym bohaterem sprzed ponad pół wieku. Ellsworth jest okej z tą swoją niewypatrzoną gębą, ale fanem Pluto nigdy nie byłem – wolałem go gdy jeszcze był planetą. Ale to zawsze fajny skok w czasie i kolejny dowód na to, że te komiksy się ani trochę nie starzeją (a zerknijcie choćby do jakiegoś superbohaterskiego komiksu z lat 50., to zobaczycie o czym mówię).

Zrzut ekranu 2015-07-02 18.43.33

Czy warto kupić Mickey Mouse #1? Jasne. Pod fasadą komiksu dla dzieci macie prawdziwą Jakość, przez duże J. Zwyczajnie warto mieć to w kolekcji, szczególnie, że to numer #1 po relaunchu, za 10 lat będzie warty miliony dolarów. No, chyba, że jesteście w posiadaniu pierwszego Giganta Mamuta, bo tam był publikowany po polsku (wierząc Kaczej Agencji Informacyjnej). Tak czy siak, będę chyba sobie co jakiś czas dorzucał te komiksy Disneya z IDW do rozmaitych zamówień, bo to bardzo przyjemna odskocznia od tego, co czytam zazwyczaj. Trzeba będzie jeszcze dokupić Donald Duck #1…

Kup na Atom Comics

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty
  • Archanix

    Eee… przy włochach zbyt często zadaję sobie pytanie “jak to możliwe” i “czy naprawdę ci scenarzyści byli tacy durni by uwierzyć że to mnie rozbawi” i obie postawy nie zmieniły wcale od lat. Choć przyznaję że mają niektóre ciekawe pomysły i starają się podejść do niektórych postaci czymś świeżym ale to często tworzy dziury fabularne w innych komiksach tzn. skoro ci wpadli na taki pomysł to dlaczego ten ignoruje kompletnie podobny wątek. Choć przyznaję Superkwęk ma chyba najlepszą oprawę graficzną w komiksach… no może Rosa jeszcze ma większy wpływ na emocje. Ale w sumie sam Barks nie brał tych historyjek na poważnie(i dobrze bo Kaczogród jest najmniej spójnym universum jaki powstał).

  • Michał Kujawiński

    Zgadzam się w stu procentach i podpisuję się pod tym artykułem obiema rękoma. Kupując tygodnik i garściami chłonąc Giganty – za Myszką Miki nigdy nie przepadałem. Prócz tych komiksów, gdzie był detektywem, albo kimś więcej niż tylko Miki.

    Swoją drogą szkoda, że nie wykorzystuje się tych świetnych postaci i ich potencjału na dużym ekranie. Np. taki komiks jak “Dwa serca w Jukonie” Dona Rosy.

    • Archanix

      Biorąc pod uwagę ile ton shitu jest w tych komiksach nic dziwnego… raz widziałem historyjkę gdzie Diodak postanowił stworzyć maszynę do podróży do wnętrza monet…

      • Twixes

        Wat? :D

        • Archanix

          Adaptacja Fantastycznej Podróży tylko jeszcze durniej.

  • Rarian

    Zrobię trochę offtopu, ale jestem ciekawy, @Ichabod – czytałeś w dzieciństwie jakieś francuskie komiksy pokroju Asterixa czy Lucky Luke’a? Jeśli tak, to jakie masz o nich zdanie?

  • Radosław Koch

    “Donald Duck” #1 z całego serca polecam, ale jest tylko jedno “ale”. W tym numerze jest tylko pierwsza część komiksu Scarpy “Shellfish Motives”, więc jak już zamierzasz kupić, to kup od razu dwa pierwsze numery. Natomiast WDC średnio polecam – 1. część 12-częściowego komiksu. Średnio.

  • Radosław Koch

    No i oczywiście wrześniowy i październikowy “Donald Duck” #5 i #6 z pierwszym komiksem z Supekwękiem (i jego genezą).

    • Archanix

      Moim zdaniem pierwszy komiks jest mało ciekawy. Robi się lepiej dopiero po jakimś czasie.

      • Radosław Koch

        A czytałeś go? Chodzi mi o http://coa.inducks.org/s.php?c=I+TL++706-AP

        Nie wiem jak dla ciebie, ale jak dla mnie właśnie te najbardziej klasyczne komiksy z Superkwękiem są najlepsze (np. 7 w kolejności “Tajemnica trzech wież” z MGG 13). Z późniejszych bardzo wysoko cenię też komiksy Leoni’ego z lat 90-tych (u nas były ciut później), a także obecne komiksy Gervasio (tego, który robi też serię z Kwantomasem).

        A i nie liczę PKNA, do którego nigdy nie umiałem się zabrać.

        • Archanix

          Jeżeli w pierwszej historii stara się wrobić Gogusia w swoje zbrodnie to tak… widziałem. Ostatnia strona wskazywałaby że kuzynek zamordował kuzyna i spalił dowody.

          PKNA przynajmniej nie ma zrytego poczucia humoru.

          • Radosław Koch

            Tak o tą chodzi. Ale to jest oczywista oczywistość, że Guido Martina = mniej lub bardziej czarny humor. Ale u innych twórców wczesnych włoskich komiksów Disneya też tak było [chyba właśnie w komiksach ze scen. Scarpy najmniej, więc te stały się najbardziej popularne] i czytając wszystkie sprzed 1980 trzeba nastawić się na dziwne żarty. Mimo tego sądzę, że to właśnie pierwsze komiksy z Superkwękiem są jednymi z najlepszych w historii z tym bohaterem w ogóle.

          • Archanix

            No właśnie nie wiem. Wolałem jak trochę Donald zmądrzał nie będąc jescze takim debilem jak w późniejszych komiksach. Ultraheroes to kompletna porażka na przykład a Dziobas jest żyjącym przykładem dlaczego przywrócenie kary śmierci jest dobrym pomysłem. Kiedy od czasu do czasu czytam Mamuta lubię robić sobie ranking który komiks podobał mi się najbardziej a który najmniej to zawsze zakończenia mnie żenowały głównie dlatego że opierały się na tanim gagu. Czytanie tych komiksów jest jak Fast food. Przyznaję jednak że włożono w nie więcej wysiłku niż większość amerykańskich komiksów. Nawet u Barksa pojawiały się wtopy a Rosa działa najlepiej w ciężkich mentalnie historiach. No i zakochałem się w PKNA2 choć słyszę że to nie był sukces na jaki się spodziewali(ale to inna para kaloszy ponieważ całość wygląda jak komiks Marvela).

          • Cpt

            Dziobas nie jest zły, szczególnie w historiach z organizacją T.N.T.

          • Archanix

            To ci faceci w czerni czy szpiedzy? Od cholery jest tego wszystkiego tak że mam już absolutnie gdzieś co kto jest kim. To wszystko tak absurdalne że komiks Barksa gdzie 10 metrowy chłopiec szukał dziewczyny na Wenus wydaje się normalny.

          • Cpt

            Bardziej faceci w czerni – tzn nie noszą się na czarno, ale cele mają podobne :-)

          • Radosław Koch

            Dwie organizacje, CAP (TNT w oryginale), o której komiksy robi Egmont i KAWA (PIA w org.), o której komiksy robi Panini/Disney Italia. Za dużo? Przynajmniej większa różnorodność.

          • Archanix

            Dołóżmy do tego Superkwęka, Double Duck i pozostałe postaci z crossoverów to okaże się że Donald nie ma nic wspólnego z samym sobą.

          • Radosław Koch

            Jakie postaci z crossoverów? Nie wiem jak ty, ale dla mnie crossover w komiksach Disneya to jedynie komiks z myszami i kaczkami w jednym komiksie. A to nie jest za częste i nie psuje to postaci. Chyba, że miałeś co innego na myśli. Ale powiedzmy szczerze, CAP i KAWA nie są przesadzone, w komiksach z nimi Donald jest przedstawiony jako fajtłapa, który po prostu chce sobie dorobić/Sknerus mu każe. Superkwęk i Double Duck to inna sprawa. Są to przesadzone postaci, ale się przyjęły, więc trudno będzie z nich zrezygnować. Szczególnie w przypadku Superkwęka, bardzo rzadko postać w kostiumie wprost utożsamiam z Donaldem. I może to dobrze. Ale należy pamiętać, że taka różnorodność dotyczy tylko Donalda, bo po pierwsze jest najmniej konkretną postacią w świecie Disneya, a po drugie z nim jest najwięcej komiksów. Bez tego komiksy z Donaldem ograniczałyby się tylko do przygód fajtłapy Donalda w Kaczogrodzie.

          • Archanix

            Zdarzały się momenty gdzie rysownik nieprzyzwyczajony do danej wersji Donalda nagle wspomina o którymś alter ego. W tych komiksach Donald to już nie postać tylko archetyp dopasowywany do sytuacji i świata. To był dobry powód by przestało mnie obchodzić co się dzieje w tych historyjkach. Komiksy stają się przewidywalne i wtórne.

  • AsianHawk

    Świetny komiks, jeden z lepszych w tamtym mamucie. Opublikowany pod nazwą “Zaginiona ekspedycja”, zerknąłem na półkę by sprawdzić :D
    W pełni się zgadzam, te komiksy się nie starzeją.