Wreszcie doczekaliśmy sie wydawania w Polsce komiksów z linii Marvel Now – zapowiedziano 6 tytułów z bogatego portfolio Marvela (plus jedną powieść graficzną, która już jest do kupienia). Pytanie brzmi – po które z nich naprawdę warto sięgnąć?

Najpierw powiedzmy sobie krótko, co wiemy na temat marvelowej ofensywy Egmontu. Po pierwsze i najważniejsze, zapowiedziane sześć serii to dopiero początek. Jeśli te sprzedadzą się w zadowalającej liczbie, wydawnictwo wprowadzi na rynek kolejne tytuły (Tomasz Kołodziejczak mówił też o tym we wczorajszym wywiadzie). Wydawnictwo rozpisało sobie wszystkie potencjalne tytuły na trzech listach. Pierwsza obejmuje pozycje zaplanowane do wydania już w tym roku (o nich więcej poniżej). Druga to tytuły, od jakich Egmont zwyczajnie nie chciał zaczynać, ale które mają szansę na sukces komercyjny i pojawią się w następnej kolejności. Trzecia grupa to komiksy, które pojawią się na rynku, jeśli sprzedaż linii Marvel Now będzie osiągać satysfakcjonujące wyniki.

Bez-nazwy-1

Dowiedzieliśmy się też, jak wyglądać będą same tomy – wszystkie drukowane będą w miękkiej oprawie ze skrzydełkami (by zbić cenę – ta ma trzymać się 39,99 zł bez rabatów; w preorderach i tanich księgarniach może być nawet taniej) i zawierać będą od 120 do 144 stron – czyli jak standardowe tomy SC wydawane na rynek amerykański. Od czasu do czasu mają pojawiać się grubsze wydana (planowane jest Age of Ultron Bendisa), za proporcjonalnie wyższą cenę.

Plan zakłada, by wydawać zapowiedziane serie (i ewentualne nowe pozycje) konsekwentnie i trzymając się jednocześnie chronologii (stąd pewnie np. przyjdzie nam poczekać na Ms. Marvel aż do zakończenia eventu Infinity – o tym na konferencji nie było powiedziane, to akurat mój wniosek). Celem jest wprowadzenie w świat współczesnego uniwersum Marvela (no, teraz to już w sumie byłego, ale to wciąż całkiem świeże historie) nowych czytelników i zaprezentowanie im tych najważniejszych bohaterów, jacy współcześnie odgrywają (czy raczej odgrywali) dużą rolę w tym świecie.

Moj pierwszy komiks po polsku w kolekcji :) #marvel #egmont #avengers #mamija

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ichabod (@lstelmach89)

Przejdźmy zatem do samych serii. Pozwolę sobie na razie pominąć Avengers: Wojna bez końca, powieść graficzną, wydaną by skorzystać na zainteresowaniu Avengers: Age of Ultron oraz wprowadzić czytelników w uniwersum zamkniętą, spójną historią, niejako przygotowującą fanów na nadchodzące serie. O tym tomie napiszę niebawem, tym bardziej, że mój egzemplarz już sobie stoi na półce, czekając na swoją kolej. Swoją drogą, Egmont póki co nie ma planów wydawania pozostałych OGN-ów (Original Graphic Novels) Marvela – a szkoda, bo świadomość historii zamkniętej w jednym tomie chyba zachęciłaby mniej zaangażowanych fanów komiksu do kupna.

W lipcu pojawią się następujące tomy:

2

All-New X-Men: Wczorajsi X-Men
scen. Brian Michael Bendis

Dla wszystkich próbujących ogarnąć co się aktualnie dzieje w świecie mutantów (a jest to zadanie karkołomne, zapewniam), jest to pozycja, którą poleciłbym chyba w pierwszej kolejności. Wszystko opiera się na szalonym koncepcie, gdzie grupa oryginalnych X-Men (tych z komiksów Jacka Kirby’ego i Stana Lee) zostaje przeniesiona do teraźniejszości, by współczesny Scott Summers, który nagle postanowił zostać ciekawym bohaterem, zobaczył pełnego ideałów, nudnego Scotta z przeszłości i wrócił do bycia harcerzykiem z kijem w tyłku. Innymi słowy, mamy podróże w czasie i telenowelową dramę, wszystko co esencjonalne w X-Men, na dodatek w świetnym wydaniu. Niewiele się w tym komiksie tak naprawdę dzieje, ale raz, że Bendis pisze świetne, naturalne dialogi, w których idzie się zakochać, a dwa, że to relacje między postaciami są tym, co tę pozycję napędza i czyni tak przyjemną w odbiorze. Innymi słowy, jeśli chcesz przekonać się czy lubisz współczesnych X-Men, wybierz ten właśnie tom, bo jest mimo swojej dziwacznej fabuły całkiem reprezentatywny.

3

Avengers: Świat Avengers
vol 5, scen. Jonathan Hickman

To również jest bardzo dobry tom na start swojej przygody z bohaterami Marvela – w tym przypadku z Avengers. Zaczynamy bowiem od ekipy, którą kojarzycie na pewno z pierwszego filmu Whedona. Tyle, że szybko okazuje się, że z tak wydumanymi i przeszarżowanymi zagrożeniami, jakie stawiają przed superbohaterami współczesne komiksy, tak wąski skład Avengers sobie nie poradzi. Rozpoczyna się zatem rekrutacja i nagle mamy jakieś dwa tuziny ludzi w śmiesznych kostiumach, których warto poznać, bo będą odgrywać coraz większą rolę w całym uniwersum, szczególnie jeśli Egmont planuje kiedyś wydawać Time Runs Out i Secret Wars. Sama seria (ten pierwszy tom również) to takie klasyczne superhero, z masą obijania mord przeciwnikom, latania, strzelania laserami z oczu i tergo typu rzeczy. A za tym wszystkim Hickman tworzy całkiem fajną kosmiczną mitologię i zasiewa ziarenka pod przyszłe, spektakularne wydarzenia. Innymi słowy – warto.

W sierpniu na rynku pojawią się natomiast:

5

Guardians of the Galaxy: Kosmiczni Avengers
vol 3, scen. Brian Michael Bendis

No cóż, nie jest to najlepszy tytuł wydawany przez Marvela i jest on całkiem mocno krytykowany przez oddanych fanów poprzedniej serii Guardians of the Galaxy (wierzcie mi, są tacy). Głównie dlatego, że jest on pretekstem do dużych zmian w zespole pod kątem hitowego filmu Jamesa Gunna, który wówczas był w produkcji. Nagła zmiana kostiumów na takie wzięte żywcem z filmu to jeszcze niewielki problem (tym bardziej, że odbywa się dopiero po kilkunastu zeszytach), ale masa ludzi narzekała na kompletnie inne charaktery postaci – przede wszystkim Petera Quilla. I jest to w sumie dopiero wierzchołek góry lodowej zarzutów. Tyle, że jeśli nigdy nie czytaliście nic z Guardians of the Galaxy, a wasze pojęcie o tej ekipie pochodzi z filmu, to macie szczęście – bo seria ma szansę się wam naprawdę spodobać (a wręcz jestem pewien, że się spodoba). Ma ten starwarsowo-awanturniczy klimat, jest pełna humoru i zabawnych dialogów, do tego w składzie Guardians akurat znajduje się też Iron Man. Tytuł z czasem łapie niezłą zadyszkę i rozłazi się przez rozmaite crossovery, ale akurat pierwsze 2-3 tomy są warte polecenia, o ile nie macie żadnych oczekiwań podyktowanych przygodami Strażników w wydaniu Abnetta i Lanninga.

4

New Avengers: Wszystko umiera
vol 3, scen. Jonathan Hickman

To jest tom, po który sięgnąłbym w pierwszej kolejności, jeśli byłbym (a jestem) zainteresowany tym, co aktualnie dzieje się w uniwersum Marvela, tj. w amerykańskich wydawnictwach. Hickmanowi udaje się całkiem przystępnie i relatywnie jasno przedstawić koncept zderzania się ze sobą alternatywnych rzeczywistości, prowadzący do zagłady tych światów. Mówiąc krótko – kosmos Marvela, całe zapełnione niezliczoną liczbą światów multiwersum powoli umiera, a poradzić coś na tę drobną niedogodność próbuje grupa Illuminati, zbierająca najtęższe umysły i najważniejszych herosów tego świata. Czyta się to bardzo dobrze, bo tak się składa, że Illuminati to przy okazji banda nieprawdopodobnych buców z przerośniętym ego, których starcia i intrygi śledzi się wcale nie mniej przyjemnie niż całą tę akcje ze zderzającymi się Ziemiami z rozmaitych uniwersów. Do tego, jeśli jesteście fanami Doctora Strange’a czy Namora, to jest to póki co najlepszy wybór, by poznać lepiej te postacie we współczesnym uniwersum Marvela. (A jeśli nie jesteście fanami Namora, to zostaniecie.)

I na koniec, we wrześniu, do sklepów trafią:

6

Superior Spider-Man: Ostatnie życzenie
scen. Dan Slott

Mówiąc o ryzykownych konceptach w głównym continuity uniwersum Marvela, pierwszym co przychodzi na myśl, są właśnie wydarzenia stojące za powstaniem serii Superior Spider-Man. Co powiecie na pomysł, by Otto Octavius a.k.a. Doctor Octopus wyzionął ducha, ale na krótko przed śmiercią zamienił się ciałami z Peterem Parkerem? Innymi słowy, osobowość Petera umarła w ciele Otto, natomiast nowym Spider-Manem został “ukrywający się” w ciele Parkera były Doc Ock. Mało tego, nasz Otto/Peter postanowił, że będzie o wiele lepszym Spider-Manem, niż swój poprzednik i powolutku realizuje swój cel. Pierwszy tom tej serii wydany na rynek polski będzie jednak ukazywał wydarzenia prowadzące do tej zamiany ciał, tak by nikt nie pogubił się, zastanawiając się czemu do cholery Spider-Man buduje patrolujące miasto drony albo dlaczego nagle jest kompletnym dupkiem dla wszystkich w swoim otoczeniu. W każdym razie, to zupełnie nowe i oryginalne spojrzenie na postać Człowieka-Pająka i zdecydowanie warto zobaczyć jak do tego doszło, a potem dać mu szansę. Osobiście nie cierpię rysunków Humberto Ramosa i Ryana Stegmana, ale sama fabuła wystarczyła by trzymać mnie przy tym tytule.

7

Wolverine and the X-Men
scen. Jason Aaron

To tytuł, odnośnie którego mam największe wątpliwości. To znaczy nie zrozumcie mnie źle, naprawdę uwielbiam tę serię, przeczytałem ją od deski do deski ze dwa razy i kocham miłością czystą (i platoniczną) wszystkich bohaterów, jacy się tutaj pojawiają w ich pełnej absurdalnej krasie. Problem w tym, że z tego co zrozumiałem, Wolverine and the X-Men będzie w Polsce wydawane od zeszytów dziejących się po Avengers vs X-Men, czyli tych włączonych już do brandingu Marvel Now. To ma sens, bowiem nie trzeba się wtedy angażować we wspomniany event, ale z drugiej strony… to jest gdzieś połowa tej serii. I nie wiąże jej co prawda jakaś skomplikowana fabuła, więc śmiało można sięgnąć za pierwszy lepszy story arc z tej serii i czytać (do tego po AvX dostajemy tutaj taki mały recap dla nowych czytelników), ale ten tytuł ma dość stałą grupę pierwszoplanowych bohaterów, których poznajemy od pierwszego zeszytu i którzy razem z tą serią zmieniają się i ewoluują. Zaczynanie czytania od połowy z oczywistych względów nie pozwala tak dobrze tych bohaterów poznać, a właśnie na postaciach tych wszystkich młodocianych mutantów opiera się ten tytuł. Także miejcie to na uwadze (warto np. poszukać pierwszych dwóch tomów na Atomie czy Multiversum i przeczytać sobie najpierw – oba są niesamowicie zabawne i gorąco je polecam). To powiedziawszy, to wciąż pozostaje naprawdę lekka, przyjemna i wciągająca seria, pełna znakomicie napisanych bohaterów. Zresztą, pierwszy story arc z Marvel Now opowiada o Morderczym Cyrku, z którym przyjeżdża Potwór Frankensteina (serio), natomiast członkowie X-Men zostają wciągnięci w odgrywanie członków tego cyrku – stąd np. Wolverine większość czasu biega w makijażu klauna. A to nie jest najdziwniejsza i najbardziej szalona historia z tej serii.


Jak widać, line-up jest całkiem mocny i w zasadzie każdą pozycję, z mniejszymi i większymi zastrzeżeniami mogę z czystym sumieniem polecić. Zatem jako fan wszystkich tych pozycji zachęcam, by spróbować… no właśnie, najlepiej wszystkich propozycji i zobaczyć, jakie klimaty leżą Wam najbardziej. A macie tu pełen przekrój, od czysto komediowego Wolverine and the X-Men po katastroficzne i pisane zupełnie na serio New Avengers.

[one_third]
a
[/one_third]

[one_third]
b
[/one_third]

[one_third_last]
c
[/one_third_last]

Tym niemniej, jeśli mogę sobie pozwolić na parę wątpliwości, nie jest to też zestaw pozycji, jakie ja bym sobie wymarzył na start. Osobiście zamieniłbym Wolverine and the X-Men i Superior Spider-Mana na Hawkeye i Thor: God of Thunder. Dlaczego? Po pierwsze, mimo mojej sympatii do serii, które dostaniemy, wspomniane komiksy o Clincie Bartonie i Odinsonie są moim zdaniem lepsze, bardziej przystępne dla nowych czytelników i mimo wszystko dają lepszy przekrój różnorodności panującej w portfolio Marvela. W końcu pierwsza to bardzo przyziemna, nowatorska i nowoczesna historia o dwójce łuczników, natomiast druga to spektakularna, dziejąca się na trzech płaszczyznach czasowych opowieść o mordercy bogów (i są w niej kosmiczne rekiny, jeśli kto kogoś przekona). No i dziwi mnie trochę fakt, że Egmont uznaje Deadpoola za niewystarczająco popularnego bohatera, by trafił do pierwszej fali nowych pozycji – polemizowałbym z tym gorąco. Ponoć jest w kolejne do wydania w drugiej kolejności – no i z drugiej strony, może to i lepiej, że Egmont z nim czeka, w końcu już w lutym będziemy mieli film kinowy, czyli porządny boost popularności dla tej postaci. Osobiście chciałbym też zobaczyć po polsku Uncanny Avengers Remendera i Daredevila Waida – obie serie mają szansę na sukces komercyjny. Pierwsza choćby ze względu na ciekawy skład osobowy, a druga ze względu na serial – choć oczywiście Daredevilów ci u nas ostatnio dostatek.

Tyle mojego jęczenia, natomiast mimo tego i tak jestem niesamowicie z tych wyborów zadowolony – podobnie jak i w ogóle z faktu, ze Marvel Now trafi do rodzimych sklepów w rodzimym języku. Jak często powtarzałem, wole czytać komiksy w oryginale, ale fakt dostępności tych komiksów po polsku ma ogromne znaczenie dla popularyzacji bohaterów i pozycji od Marvela w naszym kraju. I całego medium również. Trzymam zatem kciuki, by się to powiodło.