Nowy komiks Nicka Spencera, nowy Kapitan Ameryka, nowa jedynka, nowa afera. O co chodzi i czy komiks jest w ogóle wart przeczytania?

Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek internet będzie wrzał w związku z komiksem o solowych przygodach Steve’a Rogersa. Kiedy to się działo ostatnio? A czy kiedykolwiek? Ba, mało tego, w tym samym tygodniu DC Comics przecież wysadziło w powietrze swoje uniwersum, przeorało cały lineup swoich herosów, uśmierciło Supermana, zaserwowało zawał Alanowi Moore’owi, przywróciło bohaterów, na których czekali fani od paru lat…

Zrzut ekranu 2016-05-27 15.18.07

…a mimo to i tak cały Twitter i Facebook (a przynajmniej komiksowe rejony tychże platform) mam zawalone wyłącznie jednym tematem.

Zrzut ekranu 2016-05-27 15.17.46

Oczywiście dalsza część tego tekstu będzie dotyczyła cliffhangera z rzeczonego komiksu (Captain America: Steve Rogers #1), więc są spoilery, ale screenshot z ostatniego panelu krąży już w sieci z taką szybkością, że i tak musieliście się nań natknąć. No nie ma innej opcji. W każdym razie ostrzegam dla formalności. Sam screenshot jest nieco niżej, żeby nie rzucał się w oczy tym z was, którzy zrezygnują w tym miejscu z lektury.

Wstęp, czyli skąd się to wszystko wzięło

Jakiś czas temu Steve Rogers został pozbawiony przez Ricka Remendera przeciwnika o imieniu Iron Nail serum super-żołnierza, które jak wiadomo, sprawiało, że Cap pozostawał młody, supersilny i w gotowości bojowej. Steve nam się wobec tego błyskawicznie postarzał i jako dziarski staruszek zaczął pełnić nieco inną role w uniwersum Marvela, służąc młodszym herosom swoim doświadczeniem i zmysłem taktycznym. Osobiście bardzo tę zmianę polubiłem, odpowiadał mi taki starszy Steve, widziałem go niedługo np. jako szefa S.H.I.E.L.D. czy taktycznego lidera Avengers, który siedziałby w bazie albo reprezentował naszych herosów.

Zrzut ekranu 2016-05-27 15.23.12

Szczególnie, że jego miejsce zajął jego dotyczasowy kompan, Sam Wilson, stając się lekko niekompetentnym (choć pełnym dobrych chęci) nowym Kapitanem Ameryką. Takim ze skrzydłami, sokołem-wampirem u boku i czymś do udowodnienia. Nick Spencer piszący tamtą serię, postanowił nadać też Samowi wyraźne poglądy polityczne, odnosząc się do współczesnych problemów społecznych, a cała serię ubarwić z drugiej strony masą absurdalnych motywów wyciągniętych ze starych komiksów z Capem (Sam parę zeszytów jest wilkołakiem, podobnie jak kiedyś Steve, walczy też np. z ekipą ludzi poprzebieranych za węże, czyli Serpent Society).

Niepokorne podejście Sama, który postanowił jako Cap być bliżej zwykłych ludzi, lekko go skonfliktowało ze swoim mentorem i przyjacielem, ale koniec końców panowie współpracowali ze sobą znów, np. podczas powstania w tajnym więzieniu Pleasant Hill, gdzie na jaw wyszło, że S.H.I.E.L.D. osadzała tam przestępców, używając samoświadomej comic cube, by kształtować ich życie i świadomość na nowo. Wydarzenia Standoff (crossoveru który o tym wszystkim opowiadał) powodowały też, że wspomniana Kobik (czyli comic cube, która przybrała formę małej, ciekawej świata, naiwnej dziewczynki) przywróciła Steve’owi Rogersowi jego młodość – i w tej pokręcony sposób Steve wrócił do swojej roli.

Zrzut ekranu 2016-05-27 15.25.11

Choć może nie do końca – Steve nie chciał odbierać Samowi tarczy, jednak urzędujący Cap postanowił, że „podzielą” się tym mianem. Co w sumie ma sens, Spider-Manów w tym uniwersum jest kilku i jakoś sobie z tym radzimy, więc spokojnie damy radę z dwoma Kapitanami. Tym bardziej, że Sam zajął się swoimi działaniami bliżej ludu pracującego miast i wsi, natomiast Steve dalej współpracował ze skompromitowaną ostatnimi wydarzeniami S.H.I.E.L.D.

Co w zeszycie?

I tutaj zaczyna nam się Captain America: Steve Rogers #1, pierwszy zeszyt nowej serii Nicka Spencera, czyli pana, który pisze też Sama Wilsona oraz odpowiadał za Standoff (tworzy on również genialnego Ant-Mana oraz swego czasu zrobił absolutnie kapitalną serię Superior Foes of Spider-Man). Zeszyt, który wywołał zaskakująco wiele kontrowersji i niezdrowych emocji. Zeszyt, który przeczytałem, stwierdziłem, że mi się podoba, a cliffhanger jest ciekawy i który zaraz po tym spokojnie odłożyłem – by dopiero potem zorientować się, że właśnie w sieci trwa wielka drama i kamienowanie Spencera (scenarzysta oczywiście zaczął otrzymywać rozmaite pogróżki).

Zrzut ekranu 2016-05-27 15.26.38

#1 kontynuuje nam nakreślone wcześniej nowe status quo, w którym Red Skull postanawia odbudować Hydrę, wykorzystując w tym celu radykalne, ksenofobiczne nastroje, jakie pojawiły się ostatnio w USA i na całym świecie. Co moim zdaniem jest naprawdę ciekawym wątkiem i dobrą decyzją, bo nie dość, że bardzo ładnie odnosi się do problemu istniejącego we współczesnym świecie, to jeszcze doskonale wiąże się z charakterem i poglądami Red Skulla, naszego archetypicznego nazisty, uosabiającego wszystko co najgorsze. Tutaj pojawia się kolejna kontrowersja, bowiem wystarczyłoby założyć Skullowi śmieszny tupecik, a dostalibyśmy wypisz-wymaluj Donalda Trumpa, który całkiem na serio rzuca przecież ksenofobiczne czy szowinistyczne komentarze, ciagle planując po wygranej w wyborach wybudowanie wielkiego muru przeciwko imigrantom z Meksyku.

Kapitan Lewak vol. 2

Łatwo tutaj odnieść mylne moim zdaniem wrażenie, że celem autora jest dokopanie ludziom o przeciwnych poglądach, przerysowując ich argumenty i wciskając je w takiej formie w usta Red Skulla. Po namyśle jednak, trudno określać jako winę autora, że taki Trump serio ma zbieżne poglądy z cholernym Red Skullem (serio, porównajcie sobie ich przemowy zanim jeszcze zaczął to pisać Spencer). Ale to akurat mało istotne – cała scenka gdzie przywódca Hydry chce zainspirować swoich zwolenników, pokazuje kompletnie inny problem i skupia się na zupełnie czym innym.

Zrzut ekranu 2016-05-27 15.28.14

Widzimy bowiem znany juz historii mechanizm w którym wszelkie radykalne ruchy swój początek biorą w problemach społecznych – biedzie, bezrobociu, braku perspektyw czy generalnie frustracji sytuacją w kraju. Ba, Spencer nawet dość mocno (i topornie, niestety) przedstawia nam bliżej jednego ze zwolenników Skulla, którego zamach udaremnić próbuje w tym zeszycie Kapitan Ameryka. To zwykły młody chłopak, doświadczony przez życie, bezrobotny, bez większej nadziei na poprawę swojego losu. Osoba, która ma pełne prawo być wkurwionym na swój kraj i swoją sytuację – co takie indywidua jak Red Skull zawsze wykorzystywali i wykorzystują, budując poczucie przynależności, szybko znajdując kozła ofiarnego i wspólnego wroga, winnego całej sytuacji. I o pokazanie tego zjawiska chodzi Spencerowi, o te całe zamienianie pokrzywdzonych ludzi i ich problemów w nienawiść, radykalizm i oferując proste, populistyczne rozwiązania. I właśnie tutaj pojawia się prawdziwa krytyka ludzi takich jak Donald Trump, wcale nie w kontekście tego czy lubi imigrantów i mniejszości, czy nie.

Na ten temat nagraliśmy całkiem interesującą moim zdaniem dyskusję w najnowszym Comics Weekly – zapraszam, odcinek pojawi się pewnie w niedzielę. (Update: Już jest!)

Zrzut ekranu 2016-05-25 15.21.33

Spencer nie byłby jednak sobą, gdy do tego wszystkiego nie dorzucił powrotów jakichś kompletnie zapomnianych superbohaterów oraz swojego firmowego toczenia beki z 3-ligowych złoczyńców, którymi tutaj posługuje się Zemo, również sprowadzony do rangi superłotra-fajtłapy. Co mi się bardzo podoba, bo od dawna miałem problem z traktowaniem poważnie kogoś z fioletową skarpetą na twarzy.

Kapitan Nazi

Najważniejszy wątek to jednak Steve i jego dwie misje – wpierw powstrzymanie wspomnianego zamachowca, a potem schwytanie Zemo. To z kolei przeplata się z flashbackami do przeszłości Capa, a konkretnie jego młodej mamy, która jednej felernej nocy zostaje wyratowana z opresji przez pewną kobietę. Na sam koniec dostajemy podwójny zwrot akcji – najpierw dowiadujemy się, że owa kobieta jest działaczką Hydry (co pozostawia nas z pytaniem czy w takim razie mama Steve’a skusiła się na pójście na spotkanie? Czyżby Steve zetknął się z tą organizacją jako dziecko?), a potem nasz gwóźdź programu.

Otóż Cap w którymś momencie walczy z Zemo na pokładzie jego pojazdu, gdy na scenie pojawia się Jack Flag i znienacka nokautuje Barona. Jak reaguje Steve? Ano wywala Jacka z samolotu (co wygląda na śmierć na miejscu), a następnie odwraca się do siedzącego tam związanego doktora Selviga i wypowiada słowa, które zmroziły krew wszystkim prawdziwym amerykańskim patriotom.

Zrzut ekranu 2016-05-27 15.29.17

Piekło zamarzło.

Ba, Tom Brevoort i Nick Spencer zgodnie powtarzają w wywiadach, dolewając oliwy do ognia, że tak, to jest ten prawdziwy Steve Rogers i tak, serio jest agentem Hydry, w domyśle: zawsze był. Co więcej, ponoć planowali to od dawna.

A co z tego?

Jasne, jest to moce zaprzeczenie czemukolwiek co kojarzymy z Kapitanem Ameryką. Jasne, te wszystkie memy są naprawdę zabawne. Jasne, to niezły trolling przywrócić Steve’a do łask, a potem zrobić z niego nazistę.

Ale co z tego? Przecież to już było. Ile razy znany bohater stawał się villainem? I to zwykle tylko na jakiś czas. Ile razy komiks sugerował nam jedno, by potem na skutek przekomplikowanego wytłumaczenia pokazać, że jest inaczej? Ile razy dostawaliśmy dziwaczne cliffhangery i zwróty akcji, które potem przepoczwarzały się w nader rozczarowujący finał?

Zrzut ekranu 2016-05-27 15.30.13

Nie wiem, może już jestem zbyt zblazowany by się tym ekscytować. A ja nawet nie czytam komiksów od dziesięciu czy dwudziestu lat – mimo to i tak na tym etapie zwyczajnie nie jestem w stanie zareagować inaczej niż „no, zobaczymy czy wyjdzie z tego coś lepszego niż gimmick na 3 zeszyty zakończony idiotycznym wytłumaczeniem”. Zresztą, pamiętajcie, że dopiero co mieliśmy akcję z Kobik, która pstryknięciem palców przywróciła Steve’a do formy, co chwilę ktoś tutaj podróżuje w czasie, klonuje wszystkich bohaterów po kolei, miesza im w mózgach i tak dalej. Ba, Red Skull jest przecież w posiadaniu mocy Charlesa Xaviera! Nie mówiąc już o tym, że to może być część jakiegoś dalekosiężnego planu Capa i S.H.I.E.L.D.

Możliwości by wytłumaczyć ten zwrot akcji jest po prostu nieskończona ilość – naprawdę nie ma co rwać szat i narzekać. Tym bardziej, że cała ta sytuacja może dać nam coś ciekawego do czytania – choćby z perspektywy Sama. Wyobraźcie sobie, że Cap Falcon dowiaduje się o tym, że Steve jest #TeamHydra, natomiast cały świat tego oczywiście nie wie. I co biedny Sam może w takiej sytuacji zrobić? Przecież nikt mu nie uwierzy, szczególnie, że jako Cap nie ma najlepszej renomy, a Steve to przecież symbol. Kto wie, co Spencer z tym zrobi.

Zrzut ekranu 2016-05-27 15.30.03

No i to tyle mojego komentarza – wcale mnie to nie ruszyło, natomiast ciesze się, że zrobiło się zamieszanie, bo pewnie odbije się to na sprzedaży tego tytułu – a przecież Cap nigdy nie sprzedawał się jakoś super. Może teraz zacznie.

Podsumowanie

Co do zeszytu ogólnie, to podobał mi się, mimo że nie ustrzegł się niedociągnięć. Scenariusz jest trochę rwany i mało płynnie przechodzi z jednego wątku w drugi, do tego oprawa graficzna jest co najwyżej poprawna – design postaci jest dziwny (pal licho okropny strój Capa, ale czemu ma włosy jak Dexter Holland z The Offspring?), a sceny akcji strasznie mało dynamiczne. Ogółem więc niby bez rewelacji – tyle, że ja bardzo lubię humor Spencera, lubię też jak porusza tematy społeczno-polityczne i łączy je z komiksowym absurdem. Choć przyznam, że nie jest to mieszanka dla każdego.

Zrzut ekranu 2016-05-27 15.32.35

Tym niemniej cieszę się, że komiks z Kapitanem Ameryką jest w ogóle przedmiotem dyskusji – poza aferką z Nazi Capem, także polityczny aspekt jest przecież szeroko komentowany. I niezależnie od tego czy się z autorem zgadzamy czy nie, bardzo fajnie, że właśnie ta postać jest bazą do wymiany poglądów na ten temat. I doceniam też fakt, że autor stara się mówić o tym, co jest dlań ważne (nie zapominając jednak tez o rozrywkowych walorach) – miło będzie wziąć taki komiks do rąk za – powiedzmy 10 lat – gdy już wszyscy będziemy pracować w jednym z globalnych kołchozów Donalda Trumpa i poczuć zeitgeist roku 2016.

Roku, kiedy internet nie nadążał z byciem oburzonym… czymkolwiek.

Komiks do wzięcia! (zakończone!)

Jeśli zainteresował was ten komiks, to chętnie oddam zeszycik w dobre ręce. Dajcie like pod tekstem i napiszcie komentarz co Wy sądzicie o Nazi Capie. Najciekawszy komentarz dostanie Captain America: Steve Rogers #1 + Captain America FCBD. Będzie też nagroda pocieszenia składająca się z Civil War II #0 + Civil War FCBD. Powodzenia! Czekam na odpowiedzi do końca niedzieli.

logo

Nagrody przysłał sklep Atom Comics, gdzie zresztą możecie zakupić omawianego tu Kapitana. O, tutaj. Polecam. :)

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty
  • kalisto_23

    A apropo rysunku jak Cap leje Hitlera. Dziwne że przy tak okropnych rysunkach ktoś wtedy te komiksy kupował. Większość dzieci lepiej rysuje nogą niż ówczesny rysownik ręką

  • Pingback: Dlaczego DC robi to dobrze, a Marvel nie – IHBD()

  • Sebastian Wolski

    Zaintrygowała mnie ta historia, która może mieć 2, a może i 3 dno. Teraz pozostaje tylko czekać na rozwój wydarzeń, może coś nas jeszcze zaskoczy? Może to taka ostatnia krucjata Steve’a?