Jurassic World to film o wielkim, stworzonym w probówce potworze na wolności. Do tego mamy jeszcze wojsko próbujące zamienić drapieżniki w broń, dzieciaki będące o złym czasie w złym miejscu i wymuszony wątek romansowy między głównymi bohaterami, którzy nijak do siebie nie pasują. Przypomina Wam to coś? Tak, to dokładnie każdy inny monster movie, jaki powstał.

Żałuję, że zapomniałem wspomnieć w materiale o tym żenującym romansie, wobec tego dodam tutaj, że jest to wątek zbędny i wciśnięty tam na siłę.

Materiał o opierzonych raptorach.

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty
  • Jaki dobry materiał <3
    Pozwolę sobie się do niego odnieść, bo od paru dni piszę notkę (epopeję) o Jurassic World i chciałam się odnieść do kilku poruszonych przez Ciebie kwestii.

  • Mi się film bardzo podobał, dawno tak dobrego filmu o dinozaurach nie oglądałem, no i aktorzy dobrze dobrani poza starszym bratem moim zdaniem, ale można się przyzwyczaić. Czasem też przeszkadzały na siłę komentarze w sytuacjach niebezpieczeństwa. VELOCIRAPTOR CHCE ICH ZJESĆ, A CI SIĘ ZASTANAWIAJĄ CO TO ZA FACET, albo te latające w okół, to tak jakby ich w ogóle nie było. Ale i tak dostał 10/10 i mam na to argumenty :) Ale to moje zdanie.

  • Kurisu Kussitofu Shori

    Dobra nie będę się rozpisywał bo długo bym mógł(chociaż z góry zaznaczę, że zgadzam się z tezą, że to “głupia”[dumb-po angielsku lepiej brzmi aniżeli stupid] produkcja, chociaż nawet jedynka taka była), ale chciałbym odnieść się do dwóch rzeczy. Wątek rozwodu jest moim zdaniem mocno marginalny i stanowi pretekst do pokazywania w ogóle tych dzieciaków na ekranie, bo inaczej jaki byłby tego w ogóle sens ?? Druga sprawa to zabijanie “nie złych” postaci. Uważam za strzał w dziesiątkę, bo wywołuje to znacznie mocniejszy efekt, aniżeli ograne ubijanie czarnych charakterów widywane już przez ludzi setki razy, a które tutaj również mają miejsce. Kończąc chciałbym zwrócić uwagę, że pomimo tych błędów natury logicznej i nieścisłości fabularnych to film idealnie spełnia swoją rolę dynamicznego, trzymającego w napięciu blockbustera ze świetnym zakończeniem. Uważam Jurassic World za znacznie lepszy od innych tegorocznych, wysokobudżetowych tytułów i osobiście polecam.

    • Nie wywołuje mocniejszego efektu, bo nie są to wcale istotne postacie. Zabili w wyjątkowo brutalny sposób tę asystentkę, ale prawda jest taka, że i tak była na ekranie ledwie kilka minut i mieliśmy ją gdzieś. Ani więc nie robiło to wrażenia, bo zginął ktoś, na kim mogłoby widzowi zależeć, ani nie było funu w oglądaniu jak dinozaury rozszarpują kogoś kogo mielibyśmy nie lubić (Kingpin np. zginął szybko i off screen, wtf). Ot, bez sensu.

      • Kurisu Kussitofu Shori

        To już zależy od podejścia do oglądania filmu. Dla mnie to było dobre zobrazowanie natury zwierząt, którymi notabene są dinozaury, a nie potworami(tak btw nie rozumiem tego argumentu. Jaka cecha tych wymarłych stworów czyni je takimi bestiami ?? Ich zachowanie w filmie jest oczywistą interpretacją twórców przerysowaną na potrzeby kina akcji). I ja jestem zadowolony, że sceny śmierci ograniczono w dużej mierze do domysłów co idzie z duchem serii. Te filmy najzwyczajniej nie potrzebują mięsa w postaci niepotrzebnie wyeksponowanej brutalności.

        • Dude, ale chyba nie załapałeś idei tego materiału. :) Dla mnie ten film ma o wiele więcej wspólnego z Cormanem niż Spielbergiem i właśnie w kontekście takiego klasycznego b-klasowego monster movie go tutaj oceniam – nie dbam o to, jak powinny się zachowywać dinozaury w rzeczywistości, tylko jak je napisano tutaj. Więc z “Te filmy najzwyczajniej nie potrzebują mięsa w postaci niepotrzebnie wyeksponowanej brutalności” sie wyboitnie nie zgadzam, bo te filmy, których przedstawicielem jest JW, zawsze były pełne scen śmierci (chyba, że budżet nie pozwalał :P) – i tutaj zresztą też jest ich masa, od samego początku.

          Ale jasne, wszystko “zależy od podejścia do oglądania filmu”, więc nie polemizuję, tylko wyjaśniam o co mi chodziło z tym wątkiem.

          • Kurisu Kussitofu Shori

            Nie no ok, chodzi mi nie o same sceny śmierci bo ta w filmach zawsze byłą obecna. Tylko te filmy nigdy nie epatowały flakami. Własciwie to wysunę nawet tezę, że JW jest najbrutalniejsza częścią pod tym względem, ale rozgadywanie się może zostawię na czas spoilerów.

  • Myss Monnster

    Fajna recenzja. Film zdecydowanie nie dla mnie, ale ten post o największych niedociągnięciach to koniecznie poproszę :>

  • Doraril

    Mnie się film podobał, nawet jeśli fabułę można zaliczyć do kategorii “meh”. Zakończenie jednak – moim skromnym zdaniem – było świetne. No bo proszę, tak efektownej walki dinozaurów nie widziałem nigdzie. Ponadto, hej, raptor jeżdżący na tyranozaurze. RAPTOR JEŻDŻĄCY NA TYRANOZAURZE. Niby kiczowate, a zarazem pełne zajebistości. :)
    Jedna uwaga tylko a propo przekazu między wierszami co do kobiet. Nie zgadzam się z Tobą dość silnie, by film próbował przemycić jakieś ukryte przesłanie. Ot jedna postać mówi innej na temat swojego doświadczenia. Ani to wyrwane z kontekstu, ani nienaturalne względem okoliczności i patrząc z perspektywy postrzegam to jako część ogólnego motywu “relacje, przywiązanie i więzi miedzy stworzeniami”. Ostatecznie kwestia stereotypów i płci w filmie jest widoczna tylko, gdy jest się na nią albo wyjątkowo wyczulonym, albo się jej doszukuje.

    • Ale przecież cały character arc Claire to było odkrywanie, że jest coś więcej niż jej praca, że potrzebuje w życiu chłopa i gromadki dzieci do opiekowania się, a w uświadomieniu sobie tego pomaga jej oczywiście permanentnie zapłakana siostra. Film kończy się przecież tak, że Claire widzi dzieciaki z ich matką, robi jej się ciepło w serduszku, a potem idą ze Star-Lordem zapewnić przetrwanie gatunku, hehe. Nie wiem skąd ten trend w filmach, ale to już drugi. Nie wiem, może bym nie zauważył gdyby Avengers 2 nie było ledwie miesiąc temu, ale od razu mi się rzuciło w oczy.

      Co do zakończenia – nie chodzi mi o sam pojedynek, co jego zakończenie w postaci deus ex machinozaura wyskakującego z basenu. I faktu, że jak już Indominus został zjedzony, to T-Rex z raptorem zostali najlepszymi bros i poszli sobie w pokoju, zostawiając też bezpiecznych bohaterów – wtf.

      • Doraril

        Ależ nie mówię, że w przypadku protagonistki ogólny motyw więzi skupił się na dzieciach, chodzi mi raczej o to, że jako kobieta postrzegana jest z piętnem “uwaga stereotyp”. Gdyby Claire była facetem i to on uświadomiłby sobie przez zapłakaną siostrę, że jest coś więcej niż praca i może warto założyć rodzinę nikt by nie mrugnął. Żyjemy jednak w takich czasach, że pisanie roli kobiety jest niczym stąpanie na palcach między uczynieniem jej nierealistycznie twardej, a zbyt stereotypowo słabej. Mężczyźni w filmach mogą grać całą gamę ról – od ciap po twardzieli, od emocjonalnych po wyprutych z emocji; robić z nich comic relief, seksualizowac, czy czynić mięsem armatnim. W przypadku płci pięknej, o ile nie uda wstrzelić się w złoty środek, ktoś zawsze będzie oburzony.

        Zgodzę się też, że koniec filmu, gdy raptor z t-rexem niemal ukłonili się sobie niczym w filmie o samurajach i odeszli każde w swoją stronę był naiwny i pozbawiony sensu. Acz jak wspomniałeś w recenzji, odbiór zależy od nastawienia :) Ja Jurrasic World, podobnie jak Jurrasic Park lata temu, poszedłem w jednym bardzo konkretnym celu – popatrzeć na dinozaury :)

        • “kobieta postrzegana jest z piętnem “uwaga stereotyp”

          Owszem, ale nie bierze się to z powietrza, tylko długiej historii pisania ról kobiecych jako ozdobników do ról męskich. Kobiety (poza chlubnymi wyjątkami) tak długo służyły głównie jako ktoś kto ma dać całusa głównemu bohaterowi kiedy ten uratuje dzień albo jako ktoś do uratowania, że dzisiaj się wreszcie zwraca na to uwagę i imo nic dziwnego, że tak alergicznie reaguje na role, które do tego schematu wracają.

          “pisanie roli kobiety jest niczym stąpanie na palcach między uczynieniem jej nierealistycznie twardej, a zbyt stereotypowo słabej”

          I o to właśnie chodzi, by pisać je realistycznie, nie wpadając ani w jedno, ani w drugie. Imo z Claire się udało (choć z tego co widziałem, masa ludzi się nie zgadza), więc nie czepiam się tutaj samego charakteru postaci, etc, tylko tego wątku, który jest niejako na doczepkę, a zbudowali z tego cały character arc. Śmiało mozna by wywalić z filmu romans z Prattem i te scenki jak wzdycha nad własną gromadką dzieci, a na postać by tylko na tym zyskała.

          A swoją drogą, to męzczyźni w tym filmie są napisani o wiele gorzej, jak chodzące schematy – właśnie albo ciapy, albo twardziele. To tez nie jest fajne. Sorry, Mad Max: Fury Road mnie rozpieściło w kwestii tego, że żaden bohater nie jest bezużyteczny i źle napisany ;)

          • Rarian

            Ale odnośnie MM, to musisz przyznać, że jedyny romans jaki się pojawił w Mad Maxie (Trepa z Rudą) był naprawdę fatalnie napisany, takie amare ex machina, im to też nie wyszło :D. Na szczęście to był wątek chyba nawet nie trzecio-, a czwartoplanowy, więc nic to nie zepsuło, ale jednak mała rysa na niemal nieskazitelnym obrazie filmu pozostała.

          • Nie muszę. :P Tam to miało sens, bo było częścią przemiany tego bohatera. I nie dziwi mnie specjalnie, że Capable i Nux od razu wpadli sobie w ramiona, oboje raczej nie spędzili swojego dotychczasowego życia w środowisku pełnym miłości. Mogę uwierzyć w to, że oboje tego w tamtym momencie potrzebowali. Nikt nie mówi, że to byłby związek na lata :P

          • Rarian

            Przemiana też była imo wymuszona, ogólnie cała postać Trepa była źle rozpisana, co prawda widziałem film tylko raz, ale jakoś brakowało mi momentu, w którym pokazane jest dlaczego z ultra zafiksowanego fanatyka stał się najwierniejszym pomocnikiem Maxa, tym samym romans był dla mnie bardzo, bardzo na siłę i wyszłoby filmowi na dobre gdyby go nie było.

          • Rarian

            To było trochę na zasadzie “kocham mojego szefa, jest bogiem, kocham go, oddam za niego życie!” -> “o oszukał mnie? teraz go zabiję! pomagam Maxowi!”, przypominało mi to Electro z pajączka dwójki.

          • To obejrzyj jeszcze raz, bo nie było tak :)

          • Doraril

            Poza chlubnymi wyjątkami – trylogia (Tak, trylogia, poprzestańmy na tym) Aliens mi się przypomina ;) Jasne, kiedyś kobiety pisane były inaczej, zwłaszcza w filmach bardziej dla mężczyzn. Podejrzewam, że spowodowane to faktem, iż od zarania dziejów płeć piękna była jednym z głównych motywatorów działań pospolitego faceta, a i który chłopiec nie fantazjował, by uratować kiedyś swoją księżniczkę. W przypadku Jurrasic World, masz rację, cały film jest dość szablonowy. Ma obligatoryjne złe wojsko, obligatoryjnego przystojnego twardziela z miękką stroną, obligatoryjną parę dzieciaków, obligatoryjnego czarnego, obligatoryjnego naukowca, ciapę dla humoru, ekscentrycznego bogacza, reszta to w zasadzie statyści. Jestem zwyczajnie zdania, że tak świat, jak i rynek filmowy jest dość duży dla wszystkich o każdym guście :) Nie widzę nic złego w fakcie, gdy najbardziej rozwinięta postać filmu popada w pewną stereotypowość, zwłaszcza gdy w tym samym miesiącu dla balansu wyszedł film tak zajebisty, jak Mad Max. Dla każdego coś innego i z mojej perspektywy rynek będzie tak samo uboższy, gdy jeden trend wypchnie całkowicie drugi, niezależnie od tego, który odpadnie.
            To powiedziawszy szanuję Twoje zdanie i wyjątkowo lubię Twe recenzje. Keep up the good work i dzięki za dyskusję :)

      • Rarian

        A ja nie do końca rozumiem czemu to jakieś złe przesłanie :D. Nie chcę wzbudzać jakiegoś hurr durr – ale no założenie rodziny to obiektywnie fajna kwestia i może być promowana – nie mam też absolutnie nic przeciwko temu by w filmach promowano inne przesłanie, by pokazywano samodzielne kobiety, które radzą sobie w życiu bez chłopa. Ot, dwa punkty widzenia – prorodzinny i projednostkowy.

        Jeżeli robi się to umiejętnie (niestety nie tak jak tu, bo tak jak pisałem powyżej, w tym filmie nie wyszło praktycznie nic) to rodzinę można promować i pokazywać, że posiadanie dzieci to fajna sprawa, która da radość przeciętnej kobiecie. Filmy zawsze proponowały i promowały jakieś postawy, kiedyś dużo bardziej nachalnie niż obecnie, ale to wciąż aktualna kwestia. I tak jak jedne filmy pokazują, że patriotyzm jest spoko, inne że tolerancja jest spoko, tak inne będą pokazywać, że założenie rodziny jest spoko. No i umówmy się – to nie jest złe przesłanie, o ile nie jest nachalne.

        • Gdyby to było subtelne, to pewnie nic bym nie mówił ;) Tutaj to zwraca uwagę, bo cały wątek jest strasznie nachalny, wygląda to tak jakby bohaterka miała swój plan na życie, ale cały świat usiłowałby ją przekonać jak zły jest to wybór. Poza tym, jestem jednak zwolennikiem, gdy filmy promują wiele różnych postaw, niekoniecznie jedyną słuszną.

  • Rarian

    Ależ ten film ssał :D no na każdej linii. Osobiście nie łapię się chyba w zarysowany przez Ciebie schemat, bo oczekiwań nie miałem niemal żadnych (no może liczyłem na fajną rolę Pratta) a i tak się zawiodłem, szedłem z myślą, że zobaczę w miarę klimatyczny monster movie, a dostałem blockbusterową papkę w najgorszym wydaniu. W tym filmie nie grało nic, był zmontowany z klisz, momenty, które miały budować napięcie i być straszne (co tak dobrze wychodziło w jedynce! baaa – nawet w cienkiej jak barszcz trójce sceny z raptorami wśród traw były lepsze), tutaj były śmieszne, główny bohater był tak rozpisany jakby miał rozdwojenie jaźni, śmierci villainów były mega niesatysfakcjonujące. No cóż, mógłbym tak wymieniać bez końca – to chyba najgorszy film na jakim byłem w kinie od czasów trzeciego Hobbita. Dodam jeszcze, że nie rozumiem czemu każdy film z dinozaurami potrzebuje negatywnych bohaterów, no wiecie, nie mogłyby nimi po prostu być dinozaury :D?

    Osobiście o niebo (a nawet o asgard i parę innych światów) podobała mi się Godzilla. Lepiej tonowała napięcie, a Quicksilver sprawdził się jako protagonista lepiej niż Star-lord (co mówię z ciężkim serce, bo uwielbiam Pratta). Jasne, że to były trochę inne filmy, ale jako, że ostatnio mało tych monster movie to można je chyba porównać.

    Mam wrażenie, że u Ciebie na odwrót, bo dużo bardziej sceptyczny byłeś w recenzji Godzilli i stąd moje pytanie – nie uważasz, że to lepiej zagrany, napisany i zmontowany film? Better pace, better climax, better monster :D. Ciekaw jestem Twojego zdania.

    • Na, w kategorii monster movie Jurassic World to o wiele lepszy film. Tak samo jedzie na schematach i kliszach, mając tez tak samo beznadziejnie nudnych bohaterów (chyba i tak z przewagą dla JW), ale przynajmniej jak idziesz go zobaczyć ze względu na “monster”, to je dostajesz. W Godzilli nawet nie było wystarczajaco dużo Godzilli.

      • Rarian

        No, nie zgadzam się, ale cóż – szanuję Twoje zdanie :) różnicy wielkiej nie ma, bo Godzilli na filmwebie dałem 6/10, a JW chyba 5, więc to nie tak, że była jakaś przepaść, po prostu uważam, ze wszystko od A do Z w Godzilli było zrobione lepiej i mieliśmy odpowiedni build-up do climaxu. Tego tu zabrakło.

  • Cześć, śledzę Twój kanał na yt od jakiś 2 lat, nigdy nic nie pisałem gdyż zwykle zgadzam się z Tobą w zupełności. Niestety po raz pierwszy
    jestem tak rozczarowany recenzją, że aż się zarejestrowałem żeby skomentować.

    Przede wszystkim nie rozumiem czemu cała recenzja zrobiona jest w tak negatywnym tonie, skoro film był dokładnie tym czego oczekiwałeś (wg tego co mówisz od 2:15). A w dodatku obejrzenie tego typu filmu było Twoim “skrytym marzeniem”. Również oczekiwanie filmu, który “odniesie się do postępu naukowego, roli człowieka w przyrodzie, etyki nauki” jest strasznie naiwne, więc nie wiem po co nawet sugerować coś takiego. Poza tym, trochę bredzisz. Bardzo dużo czytałem newsów w oczekiwaniu na film. Reżyser podkreślał że celowo chciał odejść od tego schematu “deserved kill”, czyli że giną tylko ci którzy na to zasługują. Dlaczego zawsze mieliby ginąć źli, a dobrzy przeżywać? Wybacz, ale nie na tym polega granie emocjami ani nie są to „podstawy gatunku”. Nie widzę też sensu opłakiwania każdego z raptorów (poza Blue ciężko mi było je rozróżnić w filmie).

    Druga sprawa. Irytujące jest to ciągłe zarzucanie postaciom (i filmowi) głupot. Patrząc z szerszej perspektywy, widzę też pewien brak konsekwencji. Mówisz co chwilę o kolosalnej ilości bzdur, mówisz że park zatrudnia samych idiotów którzy nie umieją upilnować dinozaurów itd. To samo jednak mogę powiedzieć np. o Pacific Rim. Dlaczego zamiast robotów walczących wręcz nie budowano gigantycznych dział, które rozwalały by potwory w pył? Dlaczego nie było jakiejś turbo-warty przy tym otworze, która ubijałaby wszystko co wyjdzie? Ano dlatego, że wtedy nie byłoby samego filmu – tak jak i w przypadku Jurassic World. Co do końcowego wniosku, to samo można powiedzieć np. “głupi film o gigantycznych mechach walczących na pięści z gigantycznymi potworami zawsze pozostanie głupi”. Chyba nie zaprzeczysz, że to trafna parafraza? Tylko proszę, nie próbuj wytłumaczyć tego konwencją, rozwojem akcji itd. bo jedno i drugie jest na tym samym poziomie głupoty. Tylko, że przypomniałeś sobie o tym dopiero przy Jurassic World. Przechodząc do sedna – mam wrażenie że krytyki używasz tam, gdzie Ci po prostu wygodnie. I żeby nie było – oba filmy bardzo lubię.

    Trzecia sprawa – część filmu chyba przespałeś. Np. mówisz że ludzie nie mogli być ewakuowani bo nie było łodzi na przystani. Tymczasem w filmie jest bardzo wyraźna scena, stłoczonych w jakiejś hali rannych ludzi i głos z głośników “następny prom odpływa za 45 minut, prosimy o cierpliwość”. Przypominam że na wyspie było 20 TYSIĘCY LUDZI. Chyba nie sądzisz że na przystani zawsze czeka 50 łodzi, które zabiorą wszystkich pasażerów na raz i wyspa opustoszeje w pół godziny?

    I jeszcze odnośnie zakończenia. Jestem w małym szoku że Ty jako osoba o dużej tolerancji na filmowe pierdoły czepia się tak zajebistego zakończenia, jakim jest Mozazaur wyskakujący z basenu. Jeden z najlepszych i najbardziej zaskakujących motywów jaki mogli wymyśleć. Owszem, może miałeś inne oczekiwania, ale pisanie o tym jako o “najgorszym zakończeniu od lat” i “tragedii” zakrawa na kiepski żart.

    Wybacz ten cały bulwers, ale po prostu jestem rozczarowany recenzją. Nie tyle Twoim zdaniem, bo każdy może je mieć, o tyle samą formą zarzutów, bo są po prostu niesprawiedliwe i niekonsekwentne. Żeby nie było – film ma swoje wady, głównie w postaci scen głupich (dzieciaki odliczające przed
    skokiem, naprawienie auta) albo kiczowatych (raptor biegnący na ratunek), ale ma dobrze zarysowanych bohaterów i potrafi tchnąć życie nawet w przetarte klisze i motywy. Jest zrobiony z szacunkiem, ma formę sequelo-reebota (którą ponoć uwielbiasz), świetną muzę i efekty. Mocne 8/10. Tylko nie bij :-)

    • Miałem początkowo nie odnosić się do tego komentarza z uwagi na to stwierdzenie “bredzisz”, ale powiedzmy, że będzie to tylko żółta kartka. :>

      “nie rozumiem czemu cała recenzja zrobiona jest w tak negatywnym tonie, skoro film był dokładnie tym czego oczekiwałeś”
      To poste – bo to słabo napisany film. Niezależnie od tego, czego się spodziewałem i czy mi się podobało, bo to są dwie zupełnie różne rzeczy.

      “oczekiwanie filmu, który “odniesie się do postępu naukowego, roli człowieka w przyrodzie, etyki nauki” jest strasznie naiwne, więc nie wiem po co nawet sugerować coś takiego”
      Bo robił to pierwszy film (JP). Wspomnienie o tym ma na celu powiedzieć oglądającemu, żeby nie oczekiwał tutaj powtórki z Jurrasic Parku, a czegoś bardziej w stylu klasycznych głupich monster movies.

      “Reżyser podkreślał że celowo chciał odejść od tego schematu “deserved kill”, czyli że giną tylko ci którzy na to zasługują. Dlaczego zawsze mieliby ginąć źli, a dobrzy przeżywać?”
      A niech giną wszyscy, ale pokazywanie z sadystycznymi szczegółami jak masakrowana na naszych oczach jest niewinna kobieta zakrawa na tanie exploitation. To zwyczajny błąd w sztuce, jeśli anonimowa postać ma efektowną i długą scenę śmierci, a główny villain jest ubity off-screen. Nieważne jaki kit może ci wstawiać reżyser ;)

      “Nie widzę też sensu opłakiwania każdego z raptorów”
      Ja też nie, nie wiem gdzie to wyczytałeś ;)

      “Irytujące jest to ciągłe zarzucanie postaciom (i filmowi) głupot.”
      To nie oglądaj. Serio, nie rozumiem tego zarzutu. Piszesz sie na recenzję głupiego filmu i dziwisz się, że wymieniane są rozmaite głupoty w scenariuszu? No błagam. Szczególnie, że to tej pory ci to nie przeszkadzało w innych materiałach – tutaj masz inne zdanie i od razu irytuje, co? :)

      “Dlaczego zamiast robotów walczących wręcz nie budowano gigantycznych dział, które rozwalały by potwory w pył?”
      Może budowano. Ale do filmu trafiamy gdy działają roboty i używa się ich, bo są skuteczne i działają. Ot, prosta sprawa. Tym się różni dobrze napisany film od tego słabego, ze można choćby zdawkowo wytłumaczyć działania bohaterów i jak ten świat funkcjonuje. W Jurassic World masz wielki park rozrywki bez procedur bezpieczeństwa.

      “Co do końcowego wniosku, to samo można powiedzieć np. “głupi film o gigantycznych mechach walczących na pięści z gigantycznymi potworami zawsze pozostanie głupi”. Chyba nie zaprzeczysz, że to trafna parafraza?”
      Jasne. Różnica jest taka, że Pacific Rim jest dobrze napisany, nie ma błędów ani dziur w scenariuszu, ani źle napisanych postaci. Taka subtelna różnica ;) Jurassic World daje sporo radochy (rozumiem, że to stwierdzenie z recenzji zignorowałeś będąc zirytowany listą zarzutów :P), ale jednocześnie ma masę niedociągnieć na poziomie scenariusza czy reżyserii. Pacific Rim natomiast – nie.

      “Dlaczego nie było jakiejś turbo-warty przy tym otworze, która ubijałaby wszystko co wyjdzie? Ano dlatego, że wtedy nie byłoby samego filmu”
      Po pierwsze, nie przypominam sobie nic o turbo-warcie w recenzji. Po drugie, tak ogólnie, niekoniecznie nawet w odniesieniu do JW, jeśli nie masz sensownego sposobu, by jakoś spowodować, by wielki potwór wylazł na wolność, to 1) próbuj mocniej i myśl dalej jak to zrobić 2) nie kręć tego filmu. Sorry, ale argument “nie byłoby wtedy filmu” jest pozbawiony sensu – w ten sposób wytłumaczysz absolutnie wszystko. Poza tym, nie przypominam sobie, by to był jakiś wielki zarzut w materiale – ot, dobrodziejstwo inwentarza w monster movies, mogę z tym żyć. Wspomniałem o tym, by oglądający wiedział z jakim filmem ma do czynienia. Sam sobie dopisałeś, że to wielka wada filmu. ;)

      “mam wrażenie że krytyki używasz tam, gdzie Ci po prostu wygodnie”
      Mam wrażenie, że masz butthurt tylko tam, gdzie Ci wygodnie :D

      “Chyba nie sądzisz że na przystani czeka 50 łodzi, które zabiorą wszystkich pasażerów na raz i wyspa opustoszeje w pół godziny?”
      Heh, ktoś buduje wielki kompleks rozrywkowy na wyspie wypełnionej groźnymi dinozaurami i innymi potworami, a potem nie dba o to, by była stąd jakaś droga ewakuacji. No, bo inaczej “nie byłoby wtedy filmu” :D Omg, to jest piękne.

      “Ty jako osoba o dużej tolerancji na filmowe pierdoły czepia się tak zajebistego zakończenia, jakim jest Mozazaur wyskakujący z basenu. Jeden z najlepszych i najbardziej zaskakujących motywów jaki mogli wymyśleć”
      Dobrze, że nie spadło na niego kowadło albo fortepian. Byłoby chociaż zabawniej i nawet bardziej niespodziewanie. A tak samo leniwie z punktu widzenia scenariusza.

      “ma dobrze zarysowanych bohaterów”

      :D :D :D No błagam

      Proponuję Ci wrócić do tego filmu za jakiś czas, jak początkowa fascynacja dinozaurami na ekranie trochę opadnie – wówczas pewnie zobaczysz więcej wad filmu jak na dłoni (bo nikt się specjalnie nie starał ich kryć). Nie mówię, że JW nie pozwala się dobrze bawić na seansie, ma też parę fajnie rozwiązanych rzeczy, ale na poziomie jakości scenariusza to jest nędza i no nie da rady tego wybronić. Ale to film klasy b, tyle, że z dużym budżetem, czego tu oczekiwać ;)

      • „Bo robił to pierwszy film (JP).” – Właśnie przypuszczałem że tak powiesz. Ale jak sam zauważyłeś, magii, pomysłu i efektu pierwszej części tutaj nie da się powtórzyć. Myślę że każdy rozsądnie myślący człowiek (zwłaszcza jeśli widział trailery) nie będzie łudził się że
        film spróbuje „przemycić coś więcej”. Ale na dobrą sprawę – czy JW naprawdę tego potrzebuje? Podobnie jak Ciebie, mnie też nic nie irytuje tak bardzo jak próba wciśnięcia banałów w tego typu rozrywkowy film.

        Co do opłakiwania raptorów – chodziło mi o sugestię, „że byle apatozaur dostaje pożegnanie, a raptory nie (…)”

        Co do tych „głupot”. Wiesz, samo ich wytykanie mnie nie dziwi (bo sam dostrzegam mnóstwo). Ale w tej recenzji notorycznie wręcz
        nachalnie przewija się coś o głupotach. Głupie to, głupie tamto. A mi cały czas chodzi po głowie, że w innych filmach które Ci się podobały, nie mówisz o głupotach ani słowa. Twoja obrona Pacific Rim i dość absurdalne stwierdzenie, że jest to dobrze napisany film tylko podkreśla to o czym mówiłem wcześniej: uwielbienie do tamtego filmu przysłania Ci wady, które zacząłeś dostrzegać dopiero tutaj, a które są analogiczne, by nie powiedzieć tego samego typu. Pacific Rim nie jest filmem dobrze napisanym, ani działania bohaterów nie są uzasadnione. Główny bohater który traci brata, zostaje zwolniony i już wiadomo że po niego przyjdą prosić żeby znowu wsiadł za stery. Japonka – już w połowie filmu miałem 100% pewności że pan dowódca w końcu zgodzi się żeby pilotowała mecha. Szalony naukowiec, który jak się pod koniec okazuje oczywiście miał rację. Normalnie szok. Cwaniak-hojrak – to samo, od pierwszego momentu widać że to oślizgła glizda (tak jak Hoskins w JW). No i oczywiście twardy Idris Elba o gołębim sercu, przy którego przemowach o anulowaniu apokalipsy miałem rumieńce wstydu w kinie. Rozjaśniam – ja nie hejtuję, tylko pokazuję że to ten sam poziom schematycznych postaci w obu filmach. Ten sam bezsensowny rodzaj scenariusza, ale ta sama frajda z oglądania. Najprostsza
        logika każe sądzić, że skoro jest jeden otwór z którego wyłażą potwory, to wypadałoby zrobić tam jakąś wartę i zabijać wszystko co wylezie (tego nie było w Twoich materiałach, sam „wymyśliłem”). Narażanie ludzi do wsiadania do mechów podczas gdy można skonstruować znacznie prostsze i skuteczniejsze działko, które rozpieprzyłoby potwora z 2 km. Czy budowali takie? Może, ale coś długo. Widzisz, więc to też są dziury logiczne, i to dość spore, kiedy widz wychodzi z kina i zastanawia się „a czemu po prostu nie zrobili właśnie tak?” Stąd to moje „wtedy nie byłoby filmu”, bo przecież tak i tutaj coś musi nawalić, żeby te dinozaury uciekły albo zaczęły rozrabiać. Przypominam że również w pierwszej części był pan Nedry, który wyłączył prąd w parku. Uh, podsumowując – bądźmy sprawiedliwi; wytykanie głupot tutaj i mówienie o dobrym scenariuszu tam jest niekonsekwencją. Co gorsze, chyba naprawdę
        jesteś utwierdzony w przekonaniu że tam było wszystko super, a tu nie. Widać nie przekonam Cię, trudno.

        „Heh, ktoś buduje wielki kompleks rozrywkowy na wyspie wypełnionej groźnymi dinozaurami i innymi potworami, a potem nie dba o to, by była stąd jakaś droga ewakuacji. No, bo inaczej “nie byłoby wtedy filmu” :D Omg, to jest piękne.”
        O masakra. Nie wiem co ma piernik do wiatraka. „Nie byłoby filmu” odniosłem do stwierdzenia, że pewne scenariuszowe głupoty trzeba zaakceptować gdyż są one pretekstem do rozwinięcia akcji, na którą czekamy. W żadnym wypadku nie odnosi się to do tej ewakuacji, która nota bene była przedstawiona realistycznie i prawidłowo. Cudów nie ma, łodzie się nie rozmnożą.

        Wciąż nie rozumiem co jest „leniwego” w uśmierceniu I-Rexa przez Mozazaura. Bardzo pomysłowe i ciekawe zakończenie mające wywołać „opad szczeny”. Pewnie wszyscy spodziewali się że T-Rex go zabije, a tu zonk. Nie widzę też sensu dalszego ciągnięcia tej walki, ale skoro to było leniwe, to zaproponuj ciekawsze rozwiązanie.

        I ostatnie – fascynację dinozaurami przechodziłem w latach 90-tych razem z pierwszymi JP, bo jestem w tym samym wieku co Ty. Więc nie muszę czekać żeby mi cokolwiek opadało (hmmm dziwnie to brzmi).

        • A Ty dalej z tym Pacific Rim ;) Nope, nic co wymieniłeś nie świadczy o tym, że obie produkcje (PR i JW) stoją na tym samym poziomie. Pominę fragment o postaciach, bo nie wiem co ma piernik do wiatraka. Piszesz, ze PR ma bohaterów, których działania nie są uzasadnione, a potem wymieniasz ich uzasadnione działania. No spoko. Idąc dalej, “logika każe sądzić, że skoro jest jeden otwór z którego wyłażą potwory, to wypadałoby zrobić tam jakąś wartę i zabijać wszystko co wylezie ” – to proponuję obejrzeć ten film jeszcze raz, bo to jest DOKŁADNIE to co robią. :D Mają system ostrzegania i gdy tylko pojawia się tam jakaś aktywność, wysyła się mechy by odparły atak. Kiedy aktywności nie ma, mechy są poddawane konserwacji. Proste i logiczne. I działa, więc proponuję skończyć z tym pomysłem działka, ile można? :P

          Krótko mówiąc, sorry, ale Pacific Rim to film, który jest dobrze napisany i trzyma się kupy, podczas gdy w zasadzie każdy fabularny zwrot w JR jest mocno naciągany i trzeba naprawdę dużej dozy dobrej woli, by to ignorować.

          Dalej jest o tej ewakuacji i odpowiadasz nie na temat (co ma rozmnażanie łodzi do tego?). Powtórzę zatem jeszcze raz – ciężko uwierzyć w odcięty od świata park rozrywki pełen niebezpiecznych dinozaurów (zawierający też morderczą hybrydę), który nie jest w stanie ewakuować zwiedzających. Od razu wiesz, że to tak na potrzeby historii, bo inaczej nie można by pokazać masakry stłoczonych w porcie ludzi (jak już nie są potrzebni, to błyskawicznie znikają w schronach czy gdzieś). Takie rzeczy po prostu psują złudzenie, że to wszystko jest realne.

          “Wciąż nie rozumiem co jest „leniwego” w uśmierceniu I-Rexa przez Mozazaura.”

          Bo równie dobrze mogłoby mu spaść na głowę kowadło, albo uderzyć piorun. Też byłby opad szczeki i i byłoby nawet bardziej pomysłowo. To po prostu kolejny błąd w sztuce, nie po to oglądasz (całkiem fajną) scenę pojedynku, by za chwilę kompletnie z dupy pojawił się trzeci gracz i skończył zabawę. To jakby w Pacific Rim podczas któregoś z pojedynków mechów z potworami nagle wtoczyło się to działko o którym piszesz i zaciukało kaiju w 5 sekund. ;)

          Tyle ode mnie, bo nie chce mi się już tego ciągnąć. Kolejny raz natomiast widzę ten dziwny trend, że wszystkie blockbustery ocenia się tak samo – no, jest spoko rozrywka, a że głupoty w scenariuszu, to nic, taka specyfika tych produkcji. Nikt natomiast nie zwraca uwagi na niuanse, na to jak konstruowani są bohaterowie, jak budowany jest świat, czy jest wiarygodny, co chce przekazać scenarzysta, jak to pokazuje reżyser, jakie są motywy przewodnie tego filmu i tak dalej. Blockbuster potrafią się naprawdę różnić właśnie takimi szczegółami, które sprawiają, że o filmie można powiedzieć czy jest dobry czy zły. I Jurassic World ma sporo atutów po tej rozrywkowej stronie i parę w kwestii budowania świata, ale cała reszta niestety leży. Nawet jak na letnią superprodukcję.

          I’m done, dzięki za dyskusję.

          • Też nie chcę tego ciągnąć w nieskończoność, więc krótko.

            – “Przyczepiłem się” do Pacific Rim bo to dobry przykład. Film który scenariuszowo jest na poziomie JW (czy tego chcesz czy nie), a który wiem że lubisz. Dlatego go tu przywołałem, żeby obnażyć tą niekonsekwencję. Aha, moim celem nie było przedstawienie uzasadnionych działań bohaterów, tylko pokazanie schematyczności w ich kreowaniu.

            – Nie to miałem na myśli, mówiąc o “warcie”. Chodziło mi np. o stado mechów/dział czatujących na dnie oceanu, tak jak w końcówce filmu. Powinny ubijać kaiju od razu jak się pojawią, tak żeby nie zdążyły wyleźć z morza i rozwalić miasta.

            – Dalej nie wiem, co tak przyczepiłeś się do tej ewakuacji. Była przedstawiona właśnie w realiach naszego świata. Na wyspę kursują ze 2 łodzie, które odpływają co 45 i po prostu nie są w stanie zabrać więcej ludzi. Z drugiej strony nie była to też jakaś katastrofalna sytuacja typu wybuch wulkanu. Po prostu uciekł dinozaur i zamknięto wyspę, priorytetem było odcięcie ludzi od parku.

            – Znowu ten nieszczęsny Mozazaur. Sama walka dwóch Rexów była świetna, ale nie mogła trwać w nieskończoność. Gdyby twórcy chcieli przeciągnąć walkę i zachować jakiś poziom realizmu, to prawdopodobnie niestety I-Rex musiałby w końcu zabić T-Rexa, a tego na pewno by nie chcieli fani. Wobec tego mamy rozwiązanie kompromisowe i widowiskowe.

            Zgadzam się z Twoim końcowym wnioskiem, ale przecież to jest dokładnie to co ja robię. Filmy takie jak blockbustery trzeba oceniać porównując je do siebie w szczegółach. I właśnie Jurassic World wybija się sporo ponad przeciętną w tych kwestiach co mówisz. Wykreowany świat jest wiarygodny, przypuszczam że park dokładnie tak by wyglądał gdyby istniał naprawdę (może poza mniej gamoniowatymi pracownikami). Postacie fakt, może nie są oryginalne ale da się je lubić. Bardzo wyraźnie widać co chcą przekazać twórcy filmu (że film jest po prostu dostosowany do dzisiejszych czasów), jak i to że mają szacunek do oryginału. Mnóstwo szczegółów, mrugnięć oka do fanów nawet w poszczególnych ujęciach kamery. Wszystko to jest po prostu dobre, ale jasne że “jak na letnią produkcję”. Amen.

  • Maciej Żbiku Żbik

    “No chodziłem w szpilkach to wiem” Padłem :D. Świetna recka jak zawsze ;)

  • Pingback: Są tylko dwa rodzaje filmów | IHBD()