12 listopada 2016 Chan Kong-sang, znany lepiej jako Jackie Chan, człowiek, który boi się tylko igieł oraz publicznych wystąpień, będzie musiał przezwyciężyć strach wobec tego drugiego, by odebrać zasłużonego Oscara za całokształt twórczości.

Zdziwiło mnie trochę, że pojawiły się tu i tam (m.in. na moim asku) jakieś wątpliwości czy aby aktor specjalizujący się w kopaniu tyłków zasłużył na takie wyróżnienie. Po pierwsze – Jackie Chan to nie tylko jakiś tam aktor, a po drugie – rozsądźcie się wygodnie, dzieciaki, zaraz Wam powiem, dlaczego wyróżnienie Akademii trafia do właściwego człowieka.

Jackie Chan

Oczywiście nie wiem jakimi kryteriami kierowali się Akademicy (dostaliśmy tylko ogólnikową wypowiedź Cheryl Boone Isaacs o pionierstwie i legendzie), ale to nieistotne. Podam Wam bowiem moje własne. Moim zdaniem bowiem nie chodzi tu nawet o nagrodzenie Chana-aktora czy artysty, ale człowieka, którego podejście do zawodu i pryncypia uosabiają to, do czego powinno dążyć wszyscy filmowcy na świecie.

1. Jackie Chan to przykład kariery od pucybuta do milionera

Oczywiście Amerykanie uwielbiają takie historie – Jackie Chan zaczął karierę od bycia kaskaderem i statystą w filmach z Brucem Lee, po drodze zaliczył epizod w filmie erotycznym (tłumaczył potem, że potrzebował pieniędzy, a przecież nawet Marlon Brando rozbierał się przed kamerą) i powolutku, dzięki wytrwałości oraz ciężkiej pracy wspinał się na szczyt. Został nie tylko legendą w rodzinnym Hong Kongu i Chinach, ale i trafił do Hollywood, gdzie również powiodło mu się bardzo dobrze. Choć sam Jackie za kinem amerykańskim nie przepada – mówił, że nie rozumie do końca amerykańskiej publiki, nie łapie amerykańskiego humoru, narzekał też na choćby montaż filmów ze swoim udziałem.

2. Jackie Chan to prawdziwy perfekcjonista

Pozycja gwiazdy nigdy nie pozwoliła Jackiemu spocząć na laurach. Wręcz przeciwnie, odkąd status pozwalał mu stawiać wymagania, Chan nie tylko osobiście odpowiadał za popisy kaskaderskie w filmach ze swoim udziałem (i to dosłownie, bo nasz bohater zwykł wykonywać je wszystkie sam, za co przypłacił licznymi kontuzjami – o tym za moment), ale i żądał tylu dubli, ile było trzeba, aby ujęcie wypadło idealnie. Potrafił np. ponad 2 tysiące razy kręcić jedną scenkę, która wymagała podbijania lotki w ramach gry w Jianzi. Zdarzyło mu się też skoczyć z wieży zegarowej, przebijając dwie plandeki, uderzając równo plecami w ziemię. A potem stwierdził, że nagranie nie jest wystarczająco dobre i zrobił to jeszcze raz. A potem znowu.

3. Jackie Chan prawie oddał życie na planie

Liczba kontuzji, jakie poniósł Jackie podczas swoich popisów przyprawia o ból głowy – zdarzyło się mu być tymczasowo sparaliżowanym od pasa w dół, zostać jednocześnie porażonym prądem, zedrzeć sobie skórę z dłoni i prawie złamać kręgosłup czy prawie zginąć, uszkadzając czaszkę (aktor ma teraz dosłownie plastikowy korek w głowie). I to wszystko wyłącznie dla naszej rozrywki i poczucia, że oglądamy na ekranie prawdziwą akcję, prawdziwe pojedynki i prawdziwe popisy kaskaderskie, a nie magię montażu. Tutaj znajdziecie całą mapę kontuzji naszego laureata Oscara, która zresztą służyła jako promocja jego filmu Raising Dragon

4. Jackie Chan to twórca z wizją i prekursor

No właśnie, Jackie Chan, o ile miał kreatywną kontrolę nad filmem, to nigdy nie pozwalał na stosowanie typowo hollywoodzkich sztuczek, by kręcić filmy szybciej i bezpieczniej. U niego nie ma cięć między uderzeniami, nie ma latającej, trzęsącej kamery, nie ma żadnej taryfy ulgowej. Kadry mają być statyczne, aktorzy widoczni, a widz ma widzieć wszystko. To wciąż ewenement, a do tego dzięki takiemu podejściu można sięgnąć po jego losowy film sprzed 30 lat i mieć szczenę na podłodzie. Do tego Jackie to dziś ikona łączenia kina akcji z komedią, gdzie oba te gatunki czy style stanowią jedną spójną całość kryjącą się pod sympatyczną facjatą naszego bohatera, a także kina kopanego, gdzie szeroko wykorzystuje się elementy otoczenia. Scena z drabiną w Police Story 4 to przecież jest jakiś cholerny majstersztyk – a to tylko wierzchołek góry lodowej.

5. Jackie Chan to wzór

O Chanie-twórcy już wiecie wystarczająco dużo, by na tym etapie popatrzeć z politowaniem na każdego kto powie jakiś żarcik z Chuckiem Norrisem. Ale Jackie Chan budował pozytywny przekaz także przez postacie w swoich filmach – nie tylko zawsze odmawiał grania złoczyńców (i tutaj znowu wypada pomachać do Chucka, który miał podobne skrzywienie), ale i wielu jego bohaterów to bardzo podobny archetyp przeciętnego gościa, który wcale nie jest jakimś niezniszczalnym terminatorem ani hollywoodzkiem pół-bogiem, u którego lekko roztrzepane włosy to najpoważniejsza oznaka, że shit got serious. Bohaterowie grani przez Jackiego Chana dostawali po dupie i to porządnie. Rzecz jednak w tym, że się nie poddawali mimo kolejnych ciosów i tym zaangażowaniem oraz nieustępliwością docierali na szczyt i pokonywali swoje przeciwności. Trochę jak nasz Jackie zawodowo.

Podsumowując – mamy tutaj do czynienia z człowiekiem, który swój niesamowity perfekcjonizm, szacunek do widowni, całkowite oddanie zawodowi i wzorowy profesjonalizm przekuł w międzynarodową karierę. Dzięki tzemu popisy Jackiego Chana będą nas bawić i zachwycać jeszcze długo – nawet jeśli sam aktor zdążył postanowił wreszcie zadbać o swoje zdrowie i zakończyć swoją karierę. Przynajmniej jeśli chodzi o granie pierwszoplanowych ról w tych wszystkich szalonych filmach akcji. Zresztą, warto dodać, że nasz laureat honorowego Oscara to przecież nie tylko aktor i kaskader, ale i reżyser, producent, scenarzysta, przedsiębiorca oraz… cóż, producent muzyczny i wokalista. I to z sukcesami, poza masą dobrze ocenianych albumów, wykonywał też np. utwór na otwarciu ceremonii Igrzysk Olimpijskich 2008.

Jackie Chan jest po prostu wzorem profesjonalizmu. Wzorem dla Hollywood, wzorem dla innych filmowców, wzorem dla nas wszystkich. Może nie zachęcającym by skakać z wysokości na plecy, ale by wymagać od siebie więcej, dążyć do perfekcjonizmu i nie poddawać się. Jeśli kariera płynąca według tych zasad nie zasługuje na przyznanie tej głupiej statuetki, to nie wiem co zasługuje. Jackie Chan powinien dostać wszystkie Oscary świata.


Polecam zerknąć na stare już, ale ciągle aktualne filmy Jamesa Rolfe w ramach uzupełnienia: Top 10 Jackie Chan fights i Top 10 Jackie Chan stunts. Nie ukrywam, że od tego zaczęła się moja przygoda z tym twórcą – zatem kto wie, może i Was to zainspiruje do sprawdzenia filmografii Jackiego.

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty
  • Igor Lewandowski

    Ciekawy materiał. Wiedziałem, że Jackie nie miał kaskaderów ale reszta to dla mnie nowość.

  • Kondor

    Uwielbiam serie Zbroja Boga, polecam kazdemu sprawdzic chociaz czesc 2.
    Moj ulubiony aktor, ciesze sie ze dostanie Oscara :)

  • Paul U

    Panie Łukaszu, bardzo ciekawy materiał.
    Dobrze wiedzieć, że ktoś taki jak Pan szanuję taką osobistość jak Jackie Chan.
    Jest to jeden z tych aktorów, których powinien znać każdy…
    Pozdrawiam

  • Zuzanna Patkowska

    A ja fanką Jeckie Chana jestem od dawna i powiem, że zapomniałeś dodać, że facet potrafi grać role dramatyczne.

    Oczywiście większość ludzi poda przykład nowego “Karate Kida”, ale ja dam inny. Był taki film chiński (niestety nie pamiętam jego tytułu), gdzie Jackie Chan grał nałogowego hazardzistę, który musi zaopiekować się dzieckiem. Tym dzieckiem interesował się szef triady (który był chyba jego dziadkiem). Jest to z jednej strony film akcji, a z drugiej – film o tym jak człowiek nieodpowiedzialny uczy się odpowiedzialność.

    A jest jeszcze chińsko-koreańska produkcja “Mit”, gdzie Chan ma przebłyski ze swojego poprzedniego wcielenia – generała nieszczęśliwie zakochanego w nowej konkubinie cesarza. I nawet zaśpiewał piosenkę tytułową do tego filmu!