Obiecałem napisać parę słów na świeżo po seansie Deadpoola i niniejszym się z tej obietnicy wywiązuję.

Tym niemniej ciężko mi dobrać tutaj słowa, bo każdy pomysł jaki mi przychodzi do głowy natychmiast odrzucam z myślą, że w sumie wolę zostawić to na „główną” recenzję w formie wideo. Pozwólcie zatem, że w takim razie zrobię to trochę inaczej i wypunktuję wszystko co mi się rzuciło w oczy, a co myślę, że dobrze by było wiedzieć przed seansem.

Jest dobrze

Zacznijmy od najważniejszego — Deadpool to naprawdę dobry film. Zaskakująco dobry, jeśli mam być szczery. Jest pomysłowy, kreatywnie wykorzystuje specyficzny materiał źródłowy, do tego umiejętnie łączy komedie i dramat. Wszystko jest na swoim miejscu i cała produkcja wcale nie przypomina jakiejś prowizorki skleconej byle jak, żeby tylko zarobić na tym, że sam bohater jest ostatnimi czasy stosunkowo popularny i „memogenny”. Ktoś naprawdę włożył w ten film sporo wysiłku i serca, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. No i widać, że twórcy od razu wiedzieli do kogo jest kierowany i co ma osiągnąć.

4

Nie sugerujcie się trailerami

Powiem szczerze, że nie czekałem wcale na Deadpoola jak na zbawienie. Ba, spodziewałem się wręcz, że wyjdę z kina rozczarowany. Wszystko przez trailery, które zaprezentowały wyłącznie naprawdę niskich lotów humor i niewiele więcej. Okazało się jednak. że w filmie całkiem nieźle grają nawet te niezbyt śmieszne żarty ze zwiastunów, bo autorzy z jakiegoś powodu postanowili ukryć przed nami, że poza wytykaniem krocza do obiektywu kamery, w Deadpoolu znajdą się też naprawdę znakomite, absurdalne dialogi czy masę aluzji do popkultury, w tym konkurencyjnych filmów z superbohaterami rzecz jasna.

Wszystko jest ze sobą tak wymieszane, że wcale nie czujemy się jak na wieczorze z polskimi kabaretami, a żarty nie wyglądają jak desperackie próby bycia śmiesznym — śmieszkowanie przychodzi Wade’owi naprawdę naturalnie. Zatem jeśli tak ja (do niedawna) nie jesteście do Deadpoola przekonani przez trailery, to zignorujcie je.

To jest „mój” Deadpool

Moją główną obawą przed seansem (częściowo wynikająca z punktu powyżej) była świadomość, że pewnie postać na ekranie nie będzie wcale tym bohaterem, którego znam i lubię w komiksie. Szczególnie, że Deadpoolowi często zdarzało się być nikim więcej niż tylko kanwą dla setki lepszych i gorszych żarcików, a nie postacią z krwi i kości. Ale Wade stał się naprawdę interesujący, gdy Gerry Duggan z Brianem Posehnem zaczęli go wypychać na stronę bohaterów coraz mocniej, jednocześnie odsłaniając jego przeszłość (choć nie byli pierwsi — ale od czasu Joe Kelly’ego chyba nikt nie położył na to takiego nacisku).

Miło mi zatem potwierdzić, że Ryan Reynolds na ekranie to jest dokładnie ten sam Wade Wilson, którego znam i lubię — to ten sam poziom szaleństwa, to samo poczucie humoru, ten sam smutek schowany pod twarzą komedianta. Nie ma tu może bezpośrednich zapożyczeń z runu Duggana i Posehna (ale z Kelly’ego i owszem), ale ton jest w sumie dość podobny.

Zostańcie po napisach

Tradycyjnie dla ekranizacji komiksów, po napisach końcowych dostajemy dodatkową scenkę. Niesamowicie zabawną, zresztą. Nie zapomnijcie się i koniecznie zostańcie w siedzeniach, by jej nie pominąć. W teorii są to nawet dwie scenki, ale i tak grane są jedna po drugiej.

3

To nie jest film dla dzieci

Miałem wrażenie, że być może kategoria wiekowa R wcale nie była Deadpoolowi potrzebna, w końcu PG-13 pozwala aktualnie na naprawdę dużo (choćby Suicide Squad ma taką kategorię) — ale okazuje się, że treści dla dorosłych jest w tej produkcji naprawdę dużo. Oczywiście mamy sporo krwi i ogólnej brutalności, do tego jednak dostajemy solidną porcję golizny i erotyki, a i zdarza się okazjonalne wspominanie o kokainie czy dosyć… kwiecisty język.

To wszystko w sumie grało ze sobą, aczkolwiek z racji tego, że wulgaryzmów i nagości w komiksach z Deadpoolem raczej nie ma zbyt wiele, to aż dziwnie się czułem widząc to wszystko w takiej ilości w towarzystwie tego bohatera. Szczególnie w przypadku żartów o kontekście seksualnym — tych jest naaaaaprawdę dużo (i osobiście zamieniłbym je w większości na bardziej absurdalne dowcipy, ale nie powiem by mi przeszkadzały). I nie sądzę by to wszystko było wielkim problemem dla dzisiejszych nastolatków, ale jeśli jakiś rodzic zabrał na ten film młodsze dziecko, to naprawdę współczuję potem tłumaczenia takiemu brzdącowi niektórych dowcipów. W każdym razie — ta R-ka nie jest bez powodu.

Zwracajcie uwagę na drugi plan

Zgodnie z tym czego się można było spodziewać, Deadpool jest po prostu wypchany rozmaitymi żartami poukrywanymi gdzieś w tle i innymi eastereggami. W zasadzie od pierwszych sekund seansu, gdy zaczynają się napisy początkowe (te też są dość nieszablonowe), wprawne oko znajdzie kilka naprawdę zabawnych aluzji, np. do słynnego twórcy tej postaci czy też innej superbohaterskiej roli Ryana Reynoldsa. A to tylko wierzchołek góry lodowej, jest tego tak wiele, że na pewno sam ominąłem dużą część i przydałby się drugi seans.

Miejcie więc na uwadze by przyglądać się temu co widać gdzieś na tablicach, okładkach czasopism, znakach drogowych i tak dalej. No i oczywiście jest też cameo Stana Lee, więc wypatrujcie i jego. Nie mogę się doczekać aż film wyjdzie na jakimś nośniku, by wylistować wszystko samemu. Chyba pobawię się w taki easter egg hunting, bo naprawdę jest w czym przebierać.

5

Nie jest to bardzo wierna adaptacja

Historia filmu mocno inspiruje się originem tej postaci jaki wymyślił Joe Kelly, ale zmienia naprawdę sporo, dostosowując całość mniej więcej na podobną modłę jak robi to Marvel ze swoimi adaptacjami. I robi generalnie dobrą robotę, dobrze wyjaśniając kim Wade jest w taki sposób, że w sumie i lektura nowych komiksów z tą postacią nie powinna od tej pory stanowić dla nikogo problemu, bo choć mowa tu o dwóch różnych genezach, to ich efektem jest mniej więcej podobny bohater.

Osobiście wolę co prawda komiksową historię Deadpoola (szczególnie z retconem z Marvel Now), ale nie sądzę by dało ją radę skompresować do jednego wątku w jednym filmie — twórcy musieli iść na kompromisy i wybrnęli z tego naprawdę dobrze. Zatem do wszystkich fanów komiksowego Deadpoola — niczego nam nie zepsuli. :)

To ważny, przełomowy film

I na koniec wniosek, który może lekko zbić z tropu niektórych, bo nie da się ukryć, ze brzmi nieco dziwnie w kontekście głupkowatej komedii z ubranym na czerwono super-najemnikiem. Ale świetnie przyjęty i póki co nieźle zarabiający Deadpool udowadnia, ze kiedy mamy do czynienia z ludźmi, którzy mają wizję i deklarują miłość do danej postaci, to warto dać im wolną rękę, nawet za cenę niższego budżetu. Oby więc inne studia poszły za ciosem, szczególnie Marvel, który z jednej strony potrafi dać sporo swobody takiemu Jamesowi Gunnowi, by ten nakręcił film o szopie i chodzącym drzewie w komosie, a z drugiej strony potrafi się wtrącać Jossowi Whedonowi (facetowi, który zarobił im górę pieniędzy za Avengers) i wpływać negatywnie na spójność filmu.

Nie mówiąc już o Fox i ich cyrkach z produkcją Fantastic 4 (pomijając fakt, że Josh Trank akurat nie był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, ale to inna sprawa) — a w przypadku tej wytwórni może to też uzmysłowi producentom, że może dałoby radę zrobić coś z X-Men bez kija w dupie i smęcenia? Byłoby miło.

2

I to na razie tyle — uzbrojeni w tę wiedzę możecie śmiało iść na seans i chłonąć tę wysokiej jakości rozrywkę, gdzie naprawdę niskich lotów, klozetowy humor miesza się z bardzo celnymi żarcikami popkulturowymi, a nasz Deadpool jest dokładnie takim smutnym klaunem, jakiego chciałem zobaczyć. I nie jest to co prawda film bez wad (ale o nich więcej w recenzji), nie jest to najlepsza adaptacja komiksu jaką widziałem, ani nawet najlepsza komiksowo-filmowa komedia (moje serce dalej należy do Guardians of the Galaxy), ale to naprawdę wzorowa robota i film, który naprawdę miło mnie zaskoczył. Jeśli lubicie komiksowego Deadpoola, to dostaniecie dokładnie to, czego oczekujecie. Jeśli nie lubicie… to pewnie polubicie.

Uciekajcie do kina. :)

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty