Małe post scriptum do poprzedniego tekstu o Suicide Squad i jego burzliwym procesie produkcyjnym.

Przypomnijmy, wg The Hollywood Reporter (który opierał się na doniesieniach ludzi związanych jakoś z produkcją Suicide Squad), gotowy film to tak naprawdę amalgamat dwóch kompletnie odmiennych wizji – oryginalnej, Davida Ayera i tej forsowanej przez studio, lżejszej i utrzymanej w duchu trailerów. Żeby te dwie wersje połączyć, potrzebne były dokrętki i masa, masa cięć oraz przerabiania tego materiału – co oczywiście zaniepokoiło fanów i… było przyczyną kiepskich recenzji.

tumblr_o88c6747et1sq214io1_1280

Oczywiście Warner Bros. nabrało wody w usta, ale głos zabrał sam David Ayer. Pisałem ostatnio, że reżyser wykazał się naprawdę profesjonalną i lojalną postawą, dogadując się z Warnerem i nie odwracając od całego projektu, mimo że studio zaczęło mu narzucać swoją wizję (jak np. wcześniej Josh Trank, który poszedł na noże z Foxem). Nic więc dziwnego, że i teraz Ayer stoi murem za swoim pracodawcą.

W rozmowie z Colliderem, powiedział:

But this cut of the movie is my cut, there’s no sort of parallel universe version of the movie, the released movie is my cut. And that’s one of the toughest things about writing, shooting, and directing a film, is you end up with these orphans and you fucking love them and you think they’d be amazing scenes and do these amazing things but the film is a dictatorship, not a democracy, and just because something’s cool and charismatic doesn’t mean it gets to survive in the final cut. The flow of the movie is the highest master.

Innymi słowy, reżyser tłumaczy, że to jest jego wersja filmu i sam odpowiada za wszelkie cięcia, montaż i ogólny kształt. I choć oczywiście zawsze ląduje się z niewykorzystanym materiałem, co do którego myśli się, że coś jeszcze z tego będzie, to jednak trzeba podjąć trudną decyzję i wypieprzyć to co psuje flow filmu, nawet jeśli jest superfajne.

I to jest oczywiście wypowiedź w związku wypowiedziami Jareda Leto, filmowego Jokera, który potwierdził, że masa scen z udziałem jego bohatera wyleciała z ostatecznej wersji filmu. Najwyraźniej po to by nie popsuć flow, czyli – szukając najbardziej odpowiedniego tłumaczenia – płynności filmu.

SUICIDE SQUAD

Powiem Wam szczerze, że jestem już po seansie i jak czytam te głupoty, które wygaduje Ayer to mnie tylko pusty śmiech bierze. Jaki flow? Przecież ten film się kupy nie trzyma, wygląda jak pozszywany z nieprzystających do siebie elementów potworek, który ogląda się trochę jakby siedzieć przed telewizorem i przełączać cały czas kanał z jednego na drugi. Nic tak bardzo nie potwierdza doniesień The Hollywood Reporter, jak właśnie sam seans. No, ale recenzja już niedługo, robi się.

Tymczasem wypada naprawdę pochylić czoła przed Davidem Ayerem, który może i naraża się na śmieszność, ale bez zająknięcia broni Warner Bros., firmując dalej ten burdel na kółkach własnym nazwiskiem i reputacją. Wzorowy pracownik i prawdziwy profesjonalista. No, chyba, że on tak na serio, wówczas albo stracił kontakt z rzeczywistością, albo cierpi na jakąś poważną chorobę.

Ale tak zupełnie serio – widać w takich sytuacjach jak niełatwy i niewdzięczny bywa fach reżysera. Praca na planie to jedno, ale takie sytuacje muszą być cholernie stresujące. Ayer przecież nic nie zyska, idąc w konflikt z Warner Bros. (tak jak nic nie zyskał Trank, ani w oczach fanów, ani pracodawcy), a zgadzając się gasić ten pijarowy pożar, musi teraz gadać jakieś głupoty z prostą twarzą, mimo że w kinach leci coś, co nijak ma się do jego wypowiedzi. Ot, życie.

Źródło

Łukasz Stelmach

Entuzjasta popkultury, beergeek, nałogowy czytelnik komiksów. Uwielbiam tworzyć treść w internecie i zarażać ludzi swoją pasją. Lubię mieć swoje zdanie.

Zobacz wszystkie posty
  • Niestety, tak to jest, jak filmy powstają pod dyktando wytwórni, nie pod dyktando reżysera. Gdzieś, u zarania dziejów, to wszystko miało sens tylko dlatego, że na miejscu był jeden człowiek z wizją.

    • Kamil Szólc

      Tu bardziej chodzi o brak spójnej wizji dla poszczególnych filmów jak i uniwersum jako takiego. Jakoś u Marvela też są zatrudniani dobrzy reżyserzy i filmy wychodzą im minimum – dobre. Ważne by przed przystąpieniem do zdjęć mieć już wspólny plan odnośnie efektu końcowego, tak by studio i reżyser byli po równo zadowoleni. A w przypadku SS od początku wszystko było robione na szybcika np. powstanie scenariusza w miesiąc, dokrętki. A później lament, że krytycy nie rozumieją filmu bo jak mają to zrobić jak takie “dzieło” sklecone jest z kilku odmiennych wizji różnych twórców naraz? I te tłumaczenie, że wszyscy robią to dla fanów, na których każdy wie, że nie da się zarobić, więc wyniki finansowe później są jakie są bo fan pójdzie z mimo wszystko z ciekawości, a człowiek z ulicy przeczyta wcześniej kilka opinii, a jak są one w większości negatywne to film sobie odpuści.

  • Jakub Piotrowski

    Świetne porównanie z tym przelaczaniem kanałów. Ten film właśnie tak wygląda.

  • Konrad Wazl

    Z tym, że nic nie ZYSKAŁ, to trochę przesada. Swoją drogą Ayer już mi zaimponował przy “Sabotażu”. Zrobić zły, ale jednak zdatny do oglądania film, pracując na najgorszym możliwym tekście, to też sztuka.

  • Uzależniona od fajnych rzeczy

    Tak długo wyczekiwałam Suicide Squad z nadzieją, że będzie pierwszym filmem z universum DC, który okaże się naprawde dobrą rozrywką, czymś co będę mogła spokojnie polecić. Niestety z tego wynika, że prawdopodobnie Suicide Squad nie będzie tym czego oczekiwałam (filmu jeszcze widziałam). No cóż najlepiej będzie samemu się o tym przekonać udając się do kina i czekać… może kiedyś zobaczę dobry film z uniwersum DC.

  • Rysiek Lis

    “Suicide squad ” było pierwszym filmem od DC który chciałem obejrzeć. Oczekiwałem luźnej, fajnej produkcji w stylu “Quardians of the galaxy”, ale się zawiodłem. Nigdy więcej filmów od DC. Życia by mi nie starczyło by opisać wszystko co poszło źle.

  • Zuzanna Patkowska

    A ja tak włąśnie przeczuwałam, że dzisiaj po pracy zobaczę u ciebie coś o Suicide Squad. Chociaż tak po prawdzie to spodziewałam się wideo z recką.

  • To smutne co się wyprawia. Przecież my, fani chcemy tylko dobrej rozrywki, a tu taki pasztet. Dla mnie to głupie poddawać takie suchary i bronić producenta. Milczenie chyba byłoby lepsze.

  • Pingback: Jak zamordować Suicide Squad? – IHBD()

  • Łukasz Grzesik

    Według mnie w tym cytowanym fragmencie Ayer pośrednio powiedział jaka była sytuacja i potwierdził te pogłoski o wejściu studia do akcji na pięć miesięcy przed premierą. Tak nie wprost by prawnicy Warnera nie puścili go z torbami, lecz można to wyraźnie wyczytać w tej wypowiedzi.