Podczas gdy MCU powoli dobija do fazy trzeciej, pogdybajmy sobie zatem, co stanie się w fazie czwartej. O ile dojdzie ona do skutku.

Marvel i Sony wybrali wspólnie nowego odtwórcę roli Petera Parkera. Tak jak życzyło sobie Sony, nowy Spidey jest biały i hetero. Tak jak życzył sobie Marvel, nowy Spidey jest bardzo młodym człowiekiem, o aparycji nastolatka. Zatem koniec z 30-letnim Andrew Garfieldem udającym licealistę.

Nasz nowy Spider-Man w wykonaniu Toma Hollanda będzie zatem dorastał i dojrzewał wraz z kolejnymi występami na ekranie, co wydaje się być bardzo dobrą decyzją, idącą zresztą w parze z komiksowym wizerunkiem Petera Parkera, który zarówno w swoim mainstreamowym wcieleniu, jak i nieco bliższej współczesnym czytelnikom interpretacji z komiksów Ultimate, zaczynał karierę od bycia zdezorientowanym nastolatkiem z pajęczymi supermocami, stopniowo nabywającym doświadczenie i pewność siebie (oczywiście, zanim nie przyszedł Joe Quesada i stwierdził, że rozwój postaci to bzdura, cofając Petera mentalnie o kilka lat wstecz).

QxL5LAW

Spidey od Marvela i Sony może być więc pierwszym, który zostanie na lata i nie zwinie się po trzech czy dwóch filmach. Szczególnie, że aktorskie gwiazdy MCU póki co przyzwyczaiły nas do lojalności. Robert Downey Jr. jest już Tonym Starkiem 7 lat, Samuel L. Jackson wciela się w Nicka Fury’ego tyle samo, Scarlett Johansson wkłada swój obcisły kombinezon Black Widow już od 5 lat, a Chris Hemsworth i Chris Evans rzeźbią muskuły do ról Thora i Steve’a Rogersa od dobrych 4 lat.

Póki co nie jest to jakoś kosmiczne dużo, ale kiedy w 2019 roku do kin trafi druga część Infinity War, póki co ostatni film Marvel Cinematic Universe, jaki zaplanowano, wówczas te liczby będą wynosić kolejno 11 lat dla Downey Jr i Jacksona, 9 dla Johansson czy 8 dla Hemswortha i Evansa. Szmat czasu. Zakładając oczywiście, że się wszyscy w tym filmie pojawią, ale pewnie Marvel będzie chciał mieć porządnie obsadzony finał.

Nie jest to co prawda hammerowski Dracula, którego Christopher Lee grał 15 lat, ale… wiecie, Lee… cóż, nienawidził tej roli. I zastanawiam się w którym momencie taki Robert Downey Jr. powie, że ma dość. Chris Evans jakiś czas temu przebąkiwał o przejściu na aktorską emeryturę i zajęciu się reżyserowaniem, z kolei Chris Hemsworth, podobnie jak np. Jeremy Renner czy Scarlett Johansson nie mają żadnych zobowiązań kontraktowych poza finałem Avengers (i najbliższym Civil War w przypadku Widow i Hawkguya).

Comic-Con-2014-Avengers-Age-of-Ultron-Cast-Harley-Davidson-Bike-3

Na dziś wygląda na to, że mało kto z tej głównej ekipy filmowych Avengers pojawi się w MCU po Infinity War. Dla wielu z nich to będzie pewnie dobry moment, by zrobić krok do przodu i ładnie zakończyć współpracę – 8-11 lat w jednej roli, z kontraktem nad głową nie pozwalającym na przerwy (to też powód, dla którego Evansowi zmniejszono w kontrakcie listę filmów z dziewięciu do sześciu), to pewnie dość męcząca przygoda. Oczywiście Marvel zawsze może podpisywać pojedyncze kontrakty ze swoimi gwiazdami, ale u progu nowego etapu dla tego uniwersum, pewnie będą woleli wiedzieć na czym stoją. Szczególnie, że w MCU nagle zrobi się dużo bardziej tłoczno, bowiem kolejne filmy pewnie wprowadzą drugie tyle bohaterów i to dość prominentnych, ze Spider-Manem czy Captain Marvel na czele.

Jestem zatem strasznie ciekaw, co stanie się z MCU po 2019 roku, kiedy części gwiazd skończą się kontrakty, na horyzoncie pojawią się kandydaci na nowe gwiazdy, a całe uniwersum dotrze do tego punktu przełomowego, kiedy ta cała wielka fabuła o Thanosie zbierającym (dość żmudnie) Infinity Gems się ostatecznie zakończy i padnie pytanie „co dalej?”.

Czy będzie to dobry moment na restart tego uniwersum i zaczęcie od nowa? Może i tak, ale szczerze mówiąc, nie chciałbym tego. Sytuacja w której mamy uniwersum filmowe, które niczym to komiksowe, ma swoja historię i specyfikę, ma masę ukształtowanych bohaterów i duże grono fanów, to coś, czego Marvel pewnie nie będzie chciał tak szybko wyrzucać do kosza. Tym bardziej, że po Infinity War, ewentualnych kolejnych produkcji nie będzie wiązać żadna nadrzędna linia fabularna i nowi twórcy będą mogli po prostu kręcić nowe filmy, tyle, ze osadzone w tym uniwersum, spójne z pozostałymi.

Bez nazwy-2

No dobra, ale co w takim razie z ewentualnymi wakatami w obsadzie? Tutaj są dwie opcje. Po pierwsze, można zabawić się w przekazanie pałeczki następcom. Miejsce Tonego Starka może zając Rhodey, miejsce Steve’a Rogersa Sam Wilson i tak dalej – jak w komisach w przeszłości czy aktualnie. Po drugie, możemy zwyczajnie zrobić recasting i udawać, że nic się nie stało – tak jak w przypadku Bruce’a Bannera, co zresztą okazało się strzałem w dziesiątkę. I z całym szacunkiem dla świetnych w swoich rolach aktorów obecnego MCU, ale nie jest przecież tak, ze nigdzie na świecie nie ma ani jednego aktora, który dałby radę podołać roli Tony’ego Starka. Może nowy aktor dałby takiej roli coś, czego RDJ nie potrafił? Nowa interpretacja to zawsze coś fajnego.

Jest jeszcze opcja, by po prostu dać spokój Iron Manowi, Thorowi i reszcie – można ich uśmiercić czy odesłać na emeryturę, a oddać pole nowym bohaterom, tym z trzeciej fazy MCU. Tyle, że nie wydaje mi się to prawdopodobne – w okolicach 2020 rynek będzie już pewnie tak nasycony superbohaterami, że dla przeciętnego widza wszyscy zbiją się w jedną masę i będzie on kojarzył tylko tych, którzy zdobyli popularność wcześniej, czyli starą ekipę z Batmanami, Iron Manami i Spider-Manami (oczywiście biorąc pod uwagę nie tylko Marvela w tym wypadku).

Oczywiście, może tez być tak, że w 2020 roku wszyscy już będziemy mieli tego dosyć i zacznie się jakiś nowy trend, a MCU zostanie zredukowane do jednego filmu raz na jakiś czas, bo popyt na kino superbohaterskie zmaleje, ale jakoś trudno mi w to wierzyć.

Bez nazwy-3

W każdym razie, wygląda to ciekawie i jestem pewien, że Kevin Feige już się nad tym głowi. Szczególnie, że tymczasem w komiksowym uniwersum zaszły spore zmiany, pojawili się nowi bohaterowie, starzy grają nieco inne role i wygląda na to, że taki stan się utrzyma. Może więc warto będzie pożyczyć sobie coś do sfilmowania?

Ja mam osobiście nadzieję, że po całym tym domknięciu wątku Thanosa i jego kompletowania kolekcji kamyków, MCU zwyczajnie zaliczy mały punkt przesilenia i zacznie działać trochę inaczej. Dostaniemy nowe status quo, ogromną grupę bohaterów i gotowy, żyjących świat z własną historią – idealną piaskownicę na eksperymenty dla nowych scenarzystów i reżyserów. Dałbym sobie spokój z budowaniem wielkiej fabuły, a zwyczajnie umożliwił twórcom tworzenie swojej historii, dobierając sobie do niej dostępne postacie, jednocześnie zezwalając na dowolny casting – wszystko oczywiście pod czujnym okiem Feige’a lub jego następcy, który czuwałby, by to uniwersum trzymało się kupy.

Świat filmowy działałby więc podobnie jak komiksy – mielibyśmy ustanowiony w poprzednich produkcjach świat, a tak jak oddaje się jakiś papierowy tytuł zespołowi twórców, tak Marvel dobierałby do danego filmowego projektu odpowiednich twórców, pozwalając im na przedstawienie swojej wizji i swojej interpretacji dalej postaci czy zapożyczonej z komiksów historii. Nie miałbym nic przeciwko temu, by np. też aktorzy zmieniali się co jakiś czas, razem z przyjściem nowej ekipy twórców czy nowego pomysłu – co przypomina mi odrobinę komiksy, gdzie jeden bohater w zależności od tego kto go pisze i kto rysuje, wypada jednak zawsze odrobinę inaczej. Tony Stark mający wiele twarzy, niczym James Bond? Jestem za!

1872581-ig

Oczywiście to wszystko to takie gdybania – do 2019, kiedy premierę ma Infinity War, part II jeszcze masa czasu i wiele się może zmienić, z decyzjami Marvela i preferencjami widzów na czele. Tym niemniej sytuacja w jakiej znajdzie się wówczas MCU jest nader ciekawa, dlatego zastanawia mnie jaki pomysł ma na to Marvel.

Naturalnie, czekam na Wasze pomysły i przemyślenia na ten temat, podzielcie się nimi proszę w komentarzach.