Lá Fhéile Pádraig, Saint Patrick’s Day, Dzień Świętego Patryka – jedno z tych świąt, które dawno już straciło swój religijny charakter i stało się elementem popkultury. A razem z irlandzkimi emigrantami, którzy zanieśli je do USA i dalej – elementem popkultury o naprawdę globalnym charakterze.


Oczywiście tankowanie litrów dry stoutów (bo kto by pił jakieś barwione na zielono lagery) albo słuchanie muzyki nawiązującej do irlandzkiego folku nie ma wiele wspólnego z cieszeniem się obcowaniem z kulturą rodem z ojczyzny Pierce’a Brosnana, ale tak się składa, że obie wspomniane aktywności są bardzo przyjemne same w sobie (ale z umiarem) – więc jest to zawsze dobra okazja, by się nimi nacieszyć.

169134172_615e7adc1a_o
Fot. deandare06

Naturalnie, Paddy’s Day najlepiej świętować w gronie znajomych w pubie, ale że u nas w Polsce nie jest to dzień wolny od pracy, a i jutro obowiązki czekają, wobec czego dla wielu komputer taka zabawa niestety odpada. Dlatego w tym poście chciałbym dać Wam kilka propozycji takiego mocno niezobowiązującego zaznaczenia, że dziś mamy w klanderzu dzień najpopularniejszego irlandzkiego święta.


Po pierwsze, napij się stouta.

5842868422_afa7dfe84f_o
Fot. Adam Lerner

Uwaga, ten punkt dotyczy tylko pełnoletnich czytelników. Reszta może sobie zastąpić piwo kawą po irlandzku w wersji bezalkoholowej.

Dry stout, nazywany też irish stoutem, to rodzaj piwa, który najłatwiej rozpoznać po charakterystycznym wyglądzie – głębokiej ciemnej (wręcz czarnej) barwie oraz gęstej, kremowej pianie. W smaku jest bardzo wytrawne, lekkie, o niskim wysyceniu i typowych dla tego gatunku nutach palonych, kawowych. Piwo tego typu jest bardzo pijalne, nic dziwnego, że cieszy się nieustannie wielkim powodzeniem w pubach w Irlandii, ale i na całym świecie. Najpopularniejszą marką produkującą dry stouty jest Guinness, z konkurencją w postaci Murphy’s i Beamish.

W Polsce z dostępem do tego rodzaju piwa bywa rożnie – najlepiej udać się do jakiegoś irlandzkiego pubu, które otwierane są w zasadzie w każdym większym czy średnim mieście. Tam nie ma szans, by nie znaleźć lanego prosto z kega Guinnessa czy Murphy’s. W domowych warunkach zostają nam w zasadzie tylko puszki – raczej nie polecam irlandzkich stoutów w wersji butelkowej, bowiem niewiele one mają wspólnego z tym, jak to piwo powinno smakować.

j5V01xY

Wersje puszkowe dry stoutów są bardzo fajne, bowiem zawierają wewnątrz puszki tzw. widget, czyli kulkę wypełnioną azotem – w momencie gdy otwieramy puchę i wylewamy piwo do szklanki (może być zupełnie pionowo, bez przechylania szkła – i nawet nie myślcie o piciu prosto z puszki), robi nam się szybko wytrącająca się gęsta, piękna piana. Najłatwiej w rozmaitych delikatesach czy supermarketach spotkać puszkowego Guinnessa. Nie kosztuje kosmicznych pieniędzy, a moim zdaniem smakuje bardzo dobrze jako jedno z niewielu typowo koncernowych, masowo rozlewanych piw.


Po drugie, włącz sobie “irlandzką” muzykę.

DKM 2011-2 credit Kerry Brett

“Irlandzką”, bo wcale nie mam na myśli klasycznej folkowej muzyki z Éire, a jedynie inspirowane nią brzmienia, zwykle tworzone przez Amerykanów, często związanych ze środowiskiem irlandzkich imigrantów. A że są to zwykle środowiska typowo robotnicze, to popularny jest tam punk rock – który wzbogacony o motywy i instrumenty rodem z celtyckiego folku (i nazywany wówczas irish punkiem albo celtic punkiem), jest jednym z moich ulubionych rodzajów muzyki.[space height=”20″]

[one_half]

[/one_half]

[one_half_last]

Jeśli zatem macie ochotę na odrobinę irlandzkich, barowych klimatów w wyjątkowo żywym i energetycznym wydaniu, rzućcie okiem na tę playlistę.

To zasadniczo moi ulubieni wykonawcy i ich wybrane utwory, czyli to, czego dziś sobie sam słucham – nie jest to jakiś przekrój przez gatunek, ale wybrałem po prostu to, do czego lubię wracać.

Tutaj macie link do playlisty.

[/one_half_last]


 Po trzecie, obejrzyj związany z Irlandią film.

Prosta sprawa, filmy są dobre na wszystko. Ostatnio polecałem wam idealne filmy na święta, czas zatem na idealny film na Dzień Św. Patryka. Wiadomo, że jest tylko jeden słuszny kandydat do tego miana. Co prawda nie grają w nim Irlandczycy, akcja nie dzieje się w Irlandii, a jedyny związek z tym krajem to wykorzystanie jednego popularnego motywu z tamtejszego folkloru, ale myślę, że nikomu to nie będzie przeszkadzać.

leprechaun-original102611

Leprechaun to seria dość oryginalnych slasherów, gdzie populację ludzi zmniejsza nie nieśmiertelny morderca w masce, nie żaden demon z piekła rodem, nawet nie dziecięca zabawka, ale… tytułowy irlandzki skrzat. Jak wiadomo, leprechauny w nader zaborczy sposób traktują zgromadzone przez siebie złoto i wszelkie próby przejęcia go nie kończą się najlepiej. Tak też dzieje się w pierwszym filmie z serii, gdzie nasz skrzat, brawurowo zagrany przez znanego wam na pewno Warwicka Davisa, idzie po trupach (dosłownie) do celu, by odebrać swój skarb. Bonusowo, możecie zobaczyć młodziutką Jennifer Aniston, gdy stawiała pierwsze kroki w swojej aktorskiej karierze.

leprechaun

Ok, tak całkiem serio, to film jest bardzo zły, ale dzięki osobowości naszego leprechauna zdecydowanie dostarcza (wstydliwej) rozrywki. No i to najwyraźniej wystarczyło też, by ten groteskowy horror rozrósł się do całej serii filmów. Czy są warte oglądania? No niezbyt, aczkolwiek osobiście lubię część czwartą – o mówiącym wszystko tytule Leprechaun 4: In Space (jest dokładnie tak zły, jak Wam się wydaje – tutaj skrzat odradza się, wyłażąc z… penisa jednego z bohaterów) oraz piątą – Leprechaun: In the Hood, gdzie naprzeciw chciwego skrzata stają domorośli amerykańscy raperzy. To zresztą film, gdzie na koniec nasz skrzat rapuje o tym jak to jest być złym leprechaunem. Thug life.

intermission

No dobra, jeśli potrzeba wam jednak czegoś normalniejszego, to polecam Intermission – film utrzymany w duchu kryminalnych komedii Guya Richiego, będący bardzo ciekawym zbiorem kilkunastu różnych wątków, które się stopniowo coraz bardziej ze soba wiążą i przeplatają. Intermission ma świetną obsadę, gdzie brylują irlandzcy aktorzy (Cillian Murphy czy świetny Colin Farrel), no i akcja dzieje się w Dublinie, zatem jest okazja spojrzeć sobie na stolicę irlandii oczami kilkorga bardzo różnych od siebie bohaterów.

ned

Oczywiście to nie koniec wartych uwagi filmów (zakładając, że Leprechaun takim jest) związanych z Irlandią. Są też przecież poruszające My Left Foot, kameralne Once (z pięknym soundtrackiem), mocne Hunger i tak dalej, ale jeśli wolicie w Dzień Św. Patryka obejrzeć coś raczej lżejszego, to świetnym wyborem będzie Waking Ned Devine – świetna, urocza komedyjka o małym irlandzkim miasteczku, w którym ktoś wygrywa wielką nagrodę w loterii. Problem w tym, że owy zwycięzca… zmarł i nie posiada żadnej najbliższej rodziny, która mogłaby przejąć nagrodę. Dlatego szybko zaczyna się kimbinowanie jak tu położyć łapy na tej kasie – co prowadzi do dość ciekawego obrotu spraw. Gorąc polecam, to taki ciepły, przyjemny film, idealny na wieczór przy Guinnessie.


I tym sposobem zostaje mi życzyć Wam miłego Dnia Świętego Patryka – mam nadzieję, że znajdziecie trochę czasu na wizytę w pubie, dobry film czy szklankę stouta. Choć na to w zasadzie każda pora jest dobra…

Fot. w nagłówku Wil Macaulay